Motocykliści

czwartek, 21 czerwca 2012

Szukasz miejsca, gdzie warto pojechać? Oni już tam byli i dzielą się wrażeniami.

Głównie swoje podpowiedzi kierują do motocyklistów, nic dziwnego - sami podróżują w ten sposób. Nie znaczy to jednak, że z polecenia ciekawych miejsc nie mogą skorzystać turyści przemieszczający się w inny sposób.
Zaczęło się od pasji. Pasji do zwiedzania i odkrywania wyjątkowych miejsc. Instynkt turysty połączyli z drugim hobby jakim są motocykle. Z tego zestawienia powstała mototurystyka.com platforma wymiany doświadczeń zmotoryzowanych turystów.



Wymieniają doświadczenia
- Stronę mototurystyka.com stworzyliśmy po to, by pokazywać ludziom jak w interesujący sposób można spędzać czas podróżując na dwóch kołach - wyjaśnia Jarek Szczeblewski, jeden z inicjatorów powstania portalu. - Chcemy pokazywać i polecać miejsca, w które warto się wybrać. Chcemy dać możliwość wymiany doświadczeń i tych pozytywnych, jak i negatywnych. Wiele osób jeździ jednośladem, ale nie potrafi zorganizować sobie czasu w taki sposób, by poza samą jazdą wytyczyć sobie cel warty zobaczenie. Nasz kraj to wiele miejsc z ciekawymi zabytkami, czy nietuzinkową przyrodą. Często okazuje się, że nie znamy miejsc w swoim najbliższy otoczeniu. Po to właśnie powstał portal, by inspirować, dawać pomysły i dzielić się wrażeniami.

Pomysł dla całej rodziny
Mototurystyka.com to miejsce,w którym każdy może podzielić się swoją relacją, dodając zdjęcia czy opisując wyprawy. Dzięki temu rośnie baza miejsc, które warto odwiedzić, są to miejsca zarówno te bliższe, jak i dalsze. 
Ekipa moto-turystyki nie tylko przeciera szlaki, ale także pokazuje styl życia jakim jest jazda na motocyklu. Zachęca do bezpiecznego podróżowania i pokazuje, że w ten sposób można spędzać czas z całymi rodzinami, również z dziećmi. W rodzinie Szczeblewskich niezmotoryzowana jest jeszcze tylko najmłodsza Natalia, która póki co jeździ jako pasażerka na motocyklu mamy, a druga z sióstr Adrianna dosiadła już własną maszynę, wszakże na razie jest to niewielka 50-tka, ale przecież  to tylko przedsmak jej przygody z motocyklami. Jak sama podkreśla zaraziła się od rodziców, ale tu nie chodzi tylko o sam jednoślad.- Przede wszystkim cieszę się, że spędzamy bardzo dużo czasu całą rodziną. Dużo zwiedzamy i świetnie się bawimy.  Najważniejsze to znaleźć coś co połączy rodzinę i da im wspólny pomysł na spędzanie wolnego czasu, akurat dla nas są to motocykle.

Podróże małe i duże
Mimo, że dalekie podróże na motocyklu wiążą się także z niedogodnościami  miłośnicy takich wypraw nigdy nie zamieniliby się na „wygodniejszy” sposób. To po prostu nie to samo. - Na co dzień wystarczająco dużo podróżuję samochodem, może dlatego w wolnym czasie stawiam na motocykl - podkreśla Wojtek Marchelak. - Z motocykla zupełnie inaczej dostrzega się świat. Ludzie podchodzą do motocyklistów bardzo pozytywnie.  A opinie, że ludzie w Europie reagują na motocyklistów jak na wariatów i szaleńców to mit. Na motocyklu można też znacznie więcej zobaczyć, poczuć zapachy, powietrze. Widzi się dużo więcej i przeżywa się dużo więcej. Sama podróż wcale nie musi być długa, najważniejsze by okolice, w które się wybieramy były ciekawe. W Polsce też jest wiele miejsc, które warto odwiedzić i sam często do nich wracam, są to na przykład Mazury. Fakt na tych terenach większość dróg jest wąska i trzeba bardzo ostrożnie jeździć, ale tereny są piękne. Nie trzeba wcale zjeździć tysięcy kilometrów, żeby zobaczyć coś ciekawego.
Ale oczywiście można, dla Wojtka póki co największe wyprawy, w których uczestniczył to wyjazd na Krym i do Turcji, w Europie pozostała mu tylko do odwiedzenia Portugalia i Hiszpania.
 
 
Żaneta Lipińska-Patalon

niedziela, 23 października 2011

Tragedia na torze torze Sepang. Podczas MotoGP Malezji zginął Marco Simoncelli.

24-letni kierowca straciła panowanie nad maszyną wpadając prosto pod koła Colina Edwardsa i Valentino Rossiego. Mistrz Motocyklowych Mistrzostw Świata 2008 roku w klasie 250cc był wielką nadzieją sportów motorowych...

 

środa, 13 października 2010

Uczestnicy wyprawy - dziennikarze radiowej Trójki Tomek Gorazdowski i Michał Gąsiorowski spędzili cztery miesiące na „kanapach” - motocyklowych siodłach. Odwiedzili 19 krajów, przejechali ponad 21 tysięcy kilometrów. Podróżowali przez pustynny Iran, tajlandzką dżunglę i malezyjskie herbaciane wzgórza. Przejechali w poprzek Indie i Amerykę Północną. Napisana żywym językiem, pełna humoru książka jest zapisem ich wyprawy - przygód, spotkań z ludźmi, zmagań z upałem, kurzem, własnym zmęczeniem i biurokracją. Przede wszystkim jest jednak pochwałą życia niestroniącego od wyzwań i wypełnionego ciekawością świata, obowiązkową lekturą dla obieżyświatów, niespokojnych duchów i niestrudzonych poszukiwaczy przygód.

Książka opowiada o dramatycznych przygodach w Iranie, starciach z indyjską rzeczywistością, azjatyckim raju, który potrafi być piekłem i walce z amerykańską biurokracją...” - opowiada autor, Tomek Gorazdowski. „Jednak przede wszystkim chciałbym, by była dowodem na to, że jak się bardzo chce, to można osiągnąć prawie wszystko. Mam nadzieję, że w nasze ślady pojedzie wiele osób, którym po przeczytaniu tej książki będzie po prostu łatwiej. Wtedy będę miał poczucie, że na coś się przydałem” - dodaje.


126 dni na „kanapie”. Motocyklem dookoła świata”, autorstwa Tomka Gorazdowskiego

Tekst za inf. pras. wydawnictwa Bezdroża

wtorek, 08 czerwca 2010

Tym którzy myślą, że motocykl to tylko środek komunikacji lub szybkość i adrenalina przedstawiam Alka.

fot. Marcin Łaukajtys

Adolf Gajda velAlek ostatnie pół wieku przejeździł na motocyklu. I choć koledzy z klubu motocyklowego mówią mu: -Teraz jest epoka japońskich maszyn, Alek zmień motocykl, kup coś lepszego. On odpowiada:- Piękne macie motocykle, ale ja mojej Jawy na nic innego nie zamienię i póki będę mógł, będę na niej jeździł! I to się nazywa pasja.

- Mając 79. lat wciąż jeżdżę na motocyklu. Moją Jawę 250 mam od 1961 roku. To jest dla mnie wielka atrakcja i przyjemność. Mój motocykl jest pięknie odrestaurowany, inni kierowcy często go podziwiają, pokazują O.K. Kiedy nie mieliśmy jeszcze z żoną samochodu zjeździliśmy nim cały kraj, a w Czecho-Słowacji byliśmy wielokrotnie.

Teraz pan Alek samochód ma, ale mimo to jazda na motocyklu daje mu najwięcej przyjemności. I mimo tego, że koledzy jeżdżą na szybszych motocyklach, on sędziwej Jawy zdradzić nie zamierza. Jak motocykl pojawił się w jego życiu? To chyba było przeznaczenie. Pierwszy jednoślad WFM wygrał w 1960 roku podczas losowania wśród posiadaczy książeczek oszczędnościowych. Po roku ów wygraną zamienił na kolejny model z którym nie rozstaje się do dziś. Jak wspomina- na początku nie jeździł zbyt wiele, bo zwyczajnie brakowało na paliwo. Szybko to jednak nadrobił.

Największa duma Adolfa Gajdy, to fakt że mimo przejechanych trzystu tysięcy kilometrów nie spowodował żadnego wypadku. - Jeżdżąc pięćdziesiąt lat na motocyklu nie spowodowałem żadnego wypadku. Nie zrobiłem krzywdy nikomu,  ani sobie. Oczywiście kilka razy się przewróciłem, ale na motocyklu i przewrócić się trzeba.

Teraz trwają prace przy odnawianiu kolejnych Jaw. Motocykl ten tak wpisał się w życie Alka, że postanowił spędzać czas w garażu na renowacji swoich maszyn, by na końcu obdarować nimi synów i by tradycja była kontynuowana.

Żaneta Lipińska

 

środa, 17 marca 2010

 


Burt Munro to legenda światowej motoryzacji. Na przerobionym własnoręcznie Indianie pobił światowy rekord prędkości.

Nowozelandczyk Burt Munro urodził się w 1899 roku w Invercargill.
W 1915 roku zakupił swój pierwszy motocykl, w 1919 pojawiła się kolejna maszyna, tym razem z koszem (z resztą kosz szybko został zdemontowany).

Legendarny Indian

Indian Scout

Prawdziwa historia rozpoczęła się, pięć lat później, gdy Burt miał 21 lat. Dokładnie w 1920 roku,  zobaczył w salonie w rodzinnej miejscowości motocykl. Czerwony, lśniący w słońcu czerwony lakier... Tego dnia ropoczęło się partnerstwo, które trwało śmierci Burta w 1978 roku. Indian Scout, rocznik 1920 przeszdł razem z nim do historii...

Modyfikacja motocykla zajęła mu wiele lat. Nie oszukując się nie był to cud techniki. Nad usprawniem maszyny pracował dzień w dzień. Wszystkie te zabiegi zmierzały do jednego - do spełnienia jego życiowego marzenia - pobicia lądowego rekordu prędkości. Jego metody były niekonwencjonalne, wszystkich modyfikacji dokonywał sposobem chałupniczym, chociażby przetapiając sztućce... By w maszynie obudzić demona prędkości musiał zmienić min. tłoki, głowice, cylindry, sprzęgło, koło zamachowe. Było warto.

Rekordy

Pierwszy rekord padł w 1962 roku. Wtedy rozpędził się do 288 km/h jadąc motocyklem z silnikiem rozwierconym do 850 cc. Pięć lat później  w  1967 roku pobił swój poprzedni rekord motocyklem o pojemności  950 cc. Podczas Bonneville Salt Flats poleciał 295 km/h. Warto dodać, że przed  modyfikacją Indian rozwijał prędkość 90 km/h ;-)


 



Tagi