Artykuły

czwartek, 04 października 2012


Póki co, bardziej znany jest za granicą, niż w kraju. Jednak od przyszłego roku Alex Karkosik zaczyna jazdę na międzynarodowej licencji, co to oznacza?

Do tej pory Alex ścigał się w kategorii wiekowej 8-13 lat. Wybrał najbardziej prestiżową ligę, włoską. Niestety to jednocześnie zamknęło mu możliwość startu chociażby w naszej, rodzimej lidze.  Takie są zasady jazdy wyczynowej. Większość młodych kartingowców, myślących o swojej karierze poważnie stawia właśnie na ligę włoską. Nie  tylko przygotowującą najlepiej do światowych sukcesów, ale także uznawaną w branży za kuźnię talentów Formuły 1.  Podobnie było z Alexem.

Alex kilka minut przed wyjazdem do Włoch, trzymamy kciuki za wyniki na torze w Castelletto!

Torunianin zapisuje się w historii

 Pierwszy raz za kierownicą gokarta siedział w wieku trzech lat, wiele trenował, by w końcu ścigać się na włoskich torach.  Wraz ze startami przyszły sukcesy. Również mijający sezon przyniósł powody do zadowolenia.- Wielkim, pozytywnym zaskoczeniem było zdobycie przez Alexa pola position  (najlepszego miejsca startowego w wyścigu głównym, o które zawodnicy walczą podczas kwalifikacji, red.) w najwyższej serii kartingowej na świecie WSK.  Miejsce to zdobył w ciężkich warunkach, w deszczu, udowadniając jednocześnie swój poziom, a wyniki  które uzyskał pokazały, że jest w ścisłej światowej czołówce. Robert Kubica startował w wyższej kategorii, więc nie uwzględniając go, można stwierdzić, że żadnemu Polakowi w historii takich wyników w tej kategorii, nie udało się osiągnąć.

Alex do swojej pasji podchodzi zawodowo, jak na dwunastolatka przystało najważniejsze w tym momencie jest łącznie nauki z ciągłymi wyjazdami. Tych w przyszłym sezonie prawdopodobnie będzie jeszcze więcej. Jako trzynastolatek Alex będzie mógł zdobyć licencje międzynarodową, już w wyższej kategorii startowej, a w związku z tym będzie mógł startować również w Polsce i wszędzie indziej na świecie. Póki co skupia się na kolejnych, ważnych startach we Włoszech.

Trzymamy kciuki

- Właśnie wyjeżdżam na tor do Castelletto, gdzie wezmę udział w Word Cup WSK. Oczywiście cel mam jeden, czyli podium. Co z tego wyjdzie zobaczymy, na pewno włoska liga jest dość trudna, ale pomaga zdobyć niezbędne umiejętności. Mam nadzieję, że wykorzystam je już w przyszłym sezonie, kiedy będę startował w wyższej kategorii i będę miał otwarty udział w innych krajach. Prawdopodobnie poza Włochami będzie można mnie zobaczyć również angielskich, ale i polskich torach- zdradza Alex.

Przed naszym zawodnikiem intensywny koniec sezonu, wspomniany World Cup WSK 2012 i dwie serie światowych finałów- Mini ROK i Easykart, a jego forma pozwala wierzyć, że w każdych z tych ważnych zawodów zawodnik może stanąć na podium. – Wszystko zależy od szczęścia. Tak to bywa w sporcie. Najważniejszy jest zawodnik i jego umiejętności oraz niezawodność sprzętu i w tej sferze możemy się przygotować, ale reszta jest siłą przypadku. Ale nieprzewidywalność jest nieodzowną cechą sportów motorowych- stwierdza Mariusz Karkosik, tata Alexa.

Żaneta Lipińska-Patalon



środa, 12 września 2012

Już od stycznia przyszłego roku zmienią się przepisy regulujące uzyskiwanie prawa jazdy. Pojawią się nowe kategorie, zmienią zasady przeprowadzania egzaminów teoretycznych i praktycznych, ale prawdziwą rewolucją będzie “prawo jazdy na skutery”.

Wraz z nową kategorią AM pojawią się profesjonalne szkolenia i egzamin państwowy. Dziś kartę motorowerową można zdobyć m.in. na kursach w szkole, często jednak jest to fikcja.  – Zmiany, które wejdą w życie po 19 stycznia 2013 zmierzają w dobrym kierunku i powinny by wprowadzone dawno temu- stwierdza Kinga Busz, instruktorka nauki jazdy i wykładowca w toruńskiej szkole As-Majer.

Fot. Marcin Łaukajtys Na zdjęciu instruktorka nauki jazdy Kinga Busz i osiemnastoletni Mateusz Wasilewski, który do tej pory jeździł skuterem, teraz jest w trakcie kursu na prawo jazdy kat. A.

 – Wśród młodych już widać poruszenie, często mamy zapytania o kursy na kartę motorowerową, którą po wejściu nowych przepisów, będzie można po prostu wymienić na prawo jazdy kategorii AM.  W tym momencie w rzadko której szkole organizowane takie kursy, a ośrodki nauki jazdy w tym momencie niestety nie mają możliwości prowadzenia takich szkoleń. Z kolei “szkolny”egzamin często jest po prostu formalności i nastolatek wyjeżdża na drogę nie mając pojęcia o technice jazdy i bezpieczeństwie w ruchu drogowym. Niestety minusem nowelizacji jest fakt, że obowiązek posiadania prawa jazdy kategorii AM, będzie dotyczył tylko osób między 14, a 18 rokiem życia. Dorośli w dalszym ciągu będą mogi poruszać się skuterami na “dowód osobisty”- zaznacza instruktorka. Tą informacje potwierdziło również biuro prasowe ministerstwa. -Wejście w życie ustawy o kierujących pojazdami przewiduje zachowanie praw nabytych w tym zakresie- informuje Jakub Dąbrowski z Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. -Osoba, która ukończy osiemnaście lat przed 19 stycznia 2013 zachowa uprawnienia do kierowania motorowerami. Po 19 stycznia,  aby kierować motorowerami będzie trzeba uzyskać uprawo jazdy kategorii AM – w wieku 14 lat (zastąpi kartę motorower ową) lub kategorii wyższej, np. A lub B.

 

Do tej pory kartę motorowerową można było zdobyć w wieku 13 lat, teraz poprzeczka zostanie podniesiona do lat 14, a  kursy będą prowadzone przez ośrodki nauki jazdy.  Egzamin poza teorią i placem będzie zawierał także jazdę w ruchu miejskim. Będzie ona odbywała się po wyznaczonej trasie, tak jak w chwili obecnej jest to w przypadku motocykli. – Zmiany będą diametralne - stwierdza Krzysztof Kucicki, Naczelnik Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Toruniu. -W tej chwili nie ma ogólnopolskiego, ujednoliconego programu szkolenia młodzieży w zakresie jazdy motorowerami. Dziś egzamin polega na zdaniu części testowej i praktycznej, gdzie sprawdzane są umiejętności panowania nad pojazdem. Egzaminy można zdawać w WORD-zie, ale przeprowadzane są także przez szkoły, jednak w praktyce ta druga możliwość występuje bardzo rzadko ze względu na brak skuterów do  egzaminowania. Po 19 stycznia wejdzie ujednolicony program szkolenia w ośrodkach nauki jazdy oraz egzaminowania. Oczywiście, by zdać egzamin państwowy wymagania będą znacznie większe, co oceniam pozytywnie i mam nadzieję, że wpłynie to na bezpieczeństwo w ruchu drogowym.

- Musimy wziąć pod uwagę również rosnące możliwości techniczne pojazdów, którymi kierują młodzi prawie motocykliści, bo w gruncie rzeczy różnice między motocyklem, a motorowerem często są znikome. Wiele tych pojazdów można łatwy sposób przerobić zwiększając ich moc, co nie jest rzadkością wsród młodzieży. W ich rozumieniu są one udoskonalane, ale za tym idzie również wzrost zagrożenia na drodze oraz aspekt etyczny, bo realnie nie mają oni uprawnień do kierowania takimi pojazdami-  podkreśla Tadeusz Muszyński, egzaminator nadzorujący z toruńskiego WORD-u.
– Wypadki, które zdarzają się z udziałem motorowerów są tragiczne w skutkach, młody człowiek traci życie, bądź zostaje kaleką. Według mnie nowe przepisy będą dyscyplinowały w dobrym tego stwierdzenia znaczeniu. To jest ważny aspekt, może nie doceniany przez młodych, którzy myślą że utrudnia im się zdobywanie uprawnień, jednak w rezultacie uważam, że przyniesie to bardzo pozytywne zmiany.  

czwartek, 23 sierpnia 2012

Mają pasje i szukają ludzi, których interesuje to samo.  Toruńscy motocykliści skrzyknęli się i założyli portal propagujący motocyklowy styl życia.

Dwa koła to twoja pasja? Chcesz poznać ludzi z którymi możesz podzielić się doświadczeniami, wymienić  spostrzeżeniami i po prostu pojeździć? Grupa zapaleńców z naszego miasta uruchomiła portal MotoCT, gdzie skrzykują się na wspólne wypady – te dalsze i bliższe.

 

Na zdjeciu współtwrócy portalu Paweł, Kuba i Łukasz,fot. Marcin Łaukajtys

Pasja bez podziałów 

- Stronę i forum stworzyliśmy po to, żeby rozkręcić toruńskich motocyklistów, żeby zebrać się w jedną ekipę i by nasza toruńska społeczność motocyklowa mogła działać wspólnie – zaznacza Paweł Kerner, pomysłodawca portalu. – W Toruniu jest wiele klubów motocyklowych, ale zazwyczaj są to grupy osób spotykających się w swoim gronie. My jesteśmy otwarci, chcemy stworzyć przestrzeń przede wszystkim dla osób niezrzeszonych, ale oczywiście nie tylko. Zapraszamy każdego kto ma ochotę na nową przygodę w towarzystwie ludzi zaraż

onych motocyklizmem. Nie profilujemy się na żaden typ motocykli, płeć, czy styl jazdy, nasz najmłodszy użytkownik ma piętnaście lat i jeździ ogarem. Portal istnieje niecałe dwa miesiące, a na swoim koncie ma już blisko jedenaście tysięcy odwiedzin i sześćdziesięciu zarejestrowanych członków to mówi samo za siebie. – Dodam, że nie trzeba jeździć motocyklem, żeby interesować się motoryzacją na dwóch kołach- stwierdza Kuba Szymański. Są osoby, które dopiero zaczynają, bądź ich marzeniem jest posiadanie własnego jednośladu. Takie osoby też znajdą coś dla siebie, służymy poradą i doświadczeniami z drogi. To ważne, by na początku mieć wsparcie, każdy z nas kiedyś zaczynał i o tym nie zapominamy.  Nasza działalność trochę się różni od wielu grup motocyklowych- nie szukamy żadnej głębszej filozofii i podtekstów, czerpiemy radość z jazdy motocyklem i możliwości spędzania czasu w ciekawym gronie. Są ludzi który lubią się ścigać, są motocykliści którzy stawiają na turystykę i podróżowanie, są pasjonaci, którzy sami składają i budują swoje maszyny, łączy nas jedno, podziałów nie potrzebujemy. Mimo, że wcześniej trafiałem na różne strony poświęcone motocyklom nie mogłem się tam odnaleźć, podobne odczucia miało więcej osób, dlatego stworzyliśmy możliwość i mamy nadzieję, że z tej alternatywy będzie korzystało, jak najwięcej osób, wystarczy kochać motocykle.  - Chcemy zebrać motocyklistów w jedną grupę i to jest nasze główne założenie- dodaje Łukasz Komorowski. – Starczy podziałów i szufladkowania. Po co dzielić się na grupy motocykli sportowych, turystycznych, choppery i wyliczać można by długo. Dla nas nie ma znaczenia kto czym jeździ i dlaczego. Liczy się to, ze możemy być razem i że zarażać kolejnych torunian tą ciekawą pasją. U nas furtka jest szeroko otwarta, zapraszamy.

fot. Marcin Łaukjtys

Motocykl nie tylko dla faceta

Coś dla siebie znajdą także motocyklistki. Choć w tym momencie w gronie ekipy z MotoCT jest tylko jedna przedstawicielka płci pięknej chętnie pojeździ też z innymi dziewczynami. Asia odpowiedzialne za damską odsłonę portalu, zaprasza zmotoryzowane koleżanki. - Zapraszamy również dziewczyny, szlaki przetarte! – mówi Joanna Budny. -Chłopcy są bardzo mili, chętnie pomagają, nie dyskryminują, na pewno każda dziewczyna się u nas odnajdzie. Również na portalu panie znajdą to wszystko co interesuje motocyklistę- jazdę, trochę informacji technicznych, trochę spotkań na trasie i poza trasą. Podział na kobiety i mężczyzn jest tu niepotrzebny i po prostu niewłaściwy.

Więcej informacji na stronie internetowej www.motoct.pl

Żaneta Lipińska-Patalon



środa, 22 sierpnia 2012

W Tym roku BMW M-Power Club świętuje swoje piętnastolecie. W menu urodzinowym nie zabrakło dania głównego. Przed nami zlot fanów bawarskiej motoryzacji. Co ważne- bramy otwarte są dla każdego bez konieczności posiadania rumaka ze stajni BMW.

Jeżeli chcesz zobaczyć zumbujące dziewczyny na tle rasowych samochodów, lubisz pisk opon i zapach palonej gumy, szukasz znajomych dzielących Twoją motoryzacyjną pasję lub po prostu lubisz zawiesić oko na niebanalnym aucie- nie możesz ominąć tego wydarzenia. Motoryzacyjne lato w Toruniu zamyka klasyka gatunku. W najbliższy weekend po raz piętnasty odbędzie się zlot BMW.

fot. Marcin Łaukajtys

- Są oczywiście stałe punkty programu, które przez lata stały się naszą zlotową tradycją i nie da się ich pominąć.  Dlatego w ramówce zlotu obowiązkowo znalazły się pokazy mocy,  drift taxi, czy samochodowe show na torze. Nie może też zabraknąć  rzeczy wyjątkowych, nie będę ujawniał szczegółów, ale liczne atrakcje czekają też na publiczność, ciekawym przedstawieniem będzie teatr ognia, a na finał tradycyjnie muzyczne atrakcje dj Spark i gwiazda wieczoru Norbi – to najważniejsze punkty programu tegorocznego zlotu- mówi Przemysław Stanikowski, prezes  BMW M-Power Club-u. – Jak na imprezę motoryzacyjną przystało, dużo będzie działo się na torze. Mamy świetny obiekt, trzeba go wykorzystać. Wyścigi będą w tym roku nieco urozmaicone, gdyż wprowadziliśmy trójetapowy podział na eliminacje, półfinały i finały.

Kurz unoszący się nad MotoParkiem nikomu ze zlotowiczów nie przeszkadza, ryk silników i prędkość podczas wyścigów zapewniają nieprzeciętne wrażenia. Całość sprawia, że chcą tu wracać za rok. Przyjeżdżają z całej Polski, tylko po to by spędzić w swoim gronie te kilka wyjątkowych godzin. Nie liczy się status, wiek, posiadany samochód. Liczy się klimat, który tworzą ludzie. Budują go wokół swojej ukochanej marki. Dla obserwatora, który stoi z boku może wydawać się to szaleństwem, bo i co może być nadzwyczajnego w dzisiejszych czasach w posiadaniu samochodu? Jaki problem wsiąść za kółko, zatankować do pełna i przyjechać do Torunia? Przyglądając się od kilku lat imprezie stwierdzam, że samochody są tylko punktem zaczepienia, to taki haczyk by wyjść z domu, sprzed komputera i spotkać się w gronie podobnych ludzi. To co charakteryzuje kręgi zrzeszone wokół BMW to również fakt wykształcenia się specyficznej kultury, subkultury fanów marki BMW.  Chociaż sprecyzować taką osobę będzie już znacznie trudniej.- Przed oczami mam obrazek z jednej z ostatnich imprez. Babcia, która przyjechała z wnukiem na naszą imprezę siedziała w aucie i przytakiwała głową podczas pokazu mocy. Przyjeżdżają do nas całe rodziny, przeplatają się kolejne pokolenia i na prawdę miło popatrzeć, jak młodzi- i jak widać nie tylko- zarażają się tą pasją. Przez te piętnaście lat nic się nie zmieniło, zamiłowanie i iskra w oczach uczestników wciąż ta sama. Tylko samochody coraz nowsze, coraz mniej prawdziwych „rodzynków”, ale to już chyba znak czasów- podsumowuje Przemek Stanikowski.

Żaneta Lipińka-Patalon

XV Ogólnopolski Zlot BMW
25 sierpnia 2012
MotoPark, ul. Bielańska 65
Bilety: Auto z kierowcą 60 zł
Pozostałe osoby w aucie bądź pieszo: 10 zł
Dzieci do 14 lat wstęp wolny

 



piątek, 03 sierpnia 2012
Podniebne loty, efektowne salta, ryzyko i adrenalina. W następną sobotę w Toruniu wielkie motoryzacyjne wydarzenie - finał Skillz Up Tour.

Skillz Up to Mistrzostwa Polski we Freestyle Motocrossie, ale nie tylko. Skillz Up to także interdyscyplinarne widowisko motoryzacyjne. Walka zostanie stoczona pomiędzy drużynami różnych dyscyplin - z FMX, supercross, freestyle na rowerach i na quadach, żużel, żużel na quadach, wyścigi samochodowe. Nie bez powodu można stwierdzić, że każdy fan motoryzacji znajdzie coś dla siebie.- Na Skillz Up zaproszeni czuć mogą się wszyscy fani sportów motorowych, wszyscy, którzy mają benzynę we krwi, ale i rodziny z dziećmi, bo show jest dla wszystkich, niezależnie od wieku i płci - mówi Przemysław Szymański, z firmy Sportainment, promującej Skillz Up Motosport Tour 2012. – Będzie to dwu i pół godzinny spektakl moto-sportowy, obok którego nie można przejść obojętnie. Będzie to m.in. Freestyle Motocross, czyli zawodnicy latający motocyklami do góry nogami na wysokości trzeciego piętra, będą też przejazdy interdyscyplinarne: wyścig quada z samochodem Nascar, wyścig żużlowca z samochodem rajdowym, podwójne salta na rowerach MTB i BMX



Spektakl w kilku emocjonujących aktach
Wydarzenie łączy w sobie popisy sportowców na dwóch i czterech kółkach, a to, co łączy wszystkie prezentowane dyscypliny to adrenalina.- Staramy się układać tak program, że oglądający jest zainteresowany i zainspirowany od pierwszego mocnego uderzenia. Każda kolejna akcja, każdy kolejny element programu, to wciąż rosnąca adrenalina, aż do największego uderzenia na koniec. Na toruńskiej Motoarenie odbędzie się finał SKilzz Up, w którym udział wezmą zawodnicy Freestyle MotoCross, walczący w Otwartych Mistrzostwach Polski, nie tylko z naszego kraju, ale także z Rosji, Czech, Niemiec, łącznie wystartuje około trzydziestu osób. Ten zestaw gwarantuje emocje na najwyższym poziomie. Po czterech rundach, które już się odbyły z całą pewnością możemy liczyć na najwyższy poziom zawodów i ewolucje - zapowiada Przemysław Szymański.



Niebezpieczne tricki opanowane do perfekcji
Mimo lat ćwiczeń adrenalina towarzyszy zawodnikom podczas każdego pokazu, ale pasja bierze górę nad stresem. - Motocyklami pasjonuję się od zawsze, teraz staram się łączyć pasję z pracą- mówi Artur Puzio, jeden z zawodników. -Wcześniej jeździłem na żużlu zarówno w Toruniu, jak i w Bydgoszczy. Z czasem przeniosłem się na Freestyle Motocross, czemu towarzyszy większa adrenalina. Oczywiście podczas zawodów dochodzi stres i presja, ale po to trenujemy, żeby unikać wszelkich kontuzji, każdą ewolucję staram się opanować do perfekcji zanim zaprezentuje ją przed publicznością. - Adrenalina i radość skakania wynagradzają ewentualne kontuzje - stwierdza zawodnik, Darek Kłopot. – Oczywiście nikt z nas nie chce być kontuzjowany, ale jest to ryzyko wpisane w każdy ekstremalny sport. Z drugiej strony gdybym miał żyć wychodząc z założenia, że coś mi się stanie i miałbym wegetować, co to byłoby za życie? Trzeba bawić się i korzystać z życia, póki się je ma. Oczywiście jesteśmy skrupulatnie przygotowani do jazdy, praktycznie całe ciało pokryte jest ochraniaczami, bez nich nawet mały upadek mógłby się źle zakończyć.
Toruńska odsłona Skillz Up'12 to także próba pobicia rekordu świata. W czym? Artur Puzio i Darek Kłopot będą wspólnie starali się pobić rekord w ilości wykonanych mini Flipów, czyli salt w tył na motocyklu kręconych tuż nad ziemią!

Przydatne info:

11 sierpnia, godz.17.00 Motoarena
Bilety w zależności od sektora 25/40 zł, ulgowe 15 zł do kupienia na Ebilet lub w salonach Empik


Żaneta Lipińska-Patalon

środa, 01 sierpnia 2012

W Toruniu powstał tor kartingowy. To pierwszy obiekt tego typu, co więcej jego możliwości pozwalają nie tylko na jazdę gokartami, ale także motocyklami, czy quadami.


Jazda na torze to przede wszystkim bezpieczeństwo, ci którzy do tej pory narzekali, że w Toruniu nie ma gdzie się wyszaleć, albo poćwiczyć technikę jazdy, teraz mają pole do popisu. Na tor można przyjechać własnym sprzętem, ale clou przedsięwzięcia to właśnie karting, a dyscyplina, która wciąż zdobywa coraz większą rzeszę fanów jest już dostępna w naszym mieście. Co więcej do dyspozycji mamy w pełni profesjonalny obiekt. -Wydaje mi się, że jesteśmy drugim torem asfaltowym z licencją wyścigową w kraju, który  jest udostępniony dla każdego - zaznacza Bartosz Cłapiński, zarządcza Racing Areny Toruń. - Nasz tor ma długość kilometra i trzydziestu siedmiu metrów, jego szerokość to blisko dziesięć metrów, a na prostej startowej dwanaście. Obiekt posiada raczej charakterystykę techniczną niż szybką, przy jeździe rekreacyjnej jest to bardzo bezpieczny tor, dodatkowo zabezpieczony bandami z opon- tłumaczy zarządcza.


Toruński tor to w pełni profesjonalny obiekt z licencją wyścigową. Ścigać można się na wypożyczonym lub własnym gokarcie, ale także na swoim motocyklu, bądź quadzie. Na zdjeciu Piotr Kalkowski i Bartosz Cłapiński. Fot. Mateusz Adamski.

 

 Zabawa, ale nie na żarty
Wiele osób, które zaczyna swoją przygodę z kartingiem, traktuje go w połowie jako wyzwanie sportowe, a trochę jako zabawę. Każdy kto z toru zjeżdża wie dobrze, że nie jest to takie proste. - Charakterystyką kartingu, jak i większości innych wyścigów jest to, że do ich uprawiania potrzebna jest ogólna kondycja. Podczas jazdy występują dość duże przeciążenia, szczególnie mocno obciążone są ręce. Obserwując z boku może wydawać się, że nie jest to zbyt szybka i wymagająca jazda, ale gokarty mają dość nisko położony środek ciężkości, są dość lekkie, a ich moc i charakterystyka opon sprawiają, że można dość sporymi prędkościami pokonywać zakręty i głównie to powoduje wpomiane przeciążenia- wyjaśnia Bartosz Cłapiński.
Wypożyczalnia sprzętu dysponuje maszynami dostosowanymi do różnych potrzeb. Gokarty z przeznaczeniem do jazdy dla dorosłych użytkowników to pojazdy o pojemności 390 cc i mocy 13 KM. Z pomiarów prowadzonych na obiekcie wynika, że średnie prędkości uzyskiwane przez jeżdżących to pięćdziesiąt cztery-pięćdziesiąt osiem kilometrów na godzinę. Górne granice uzyskiwanych prędkości to około siedemdziesiąt pięć do osiemdziesięciu kilometrów na godzinę.


Mierzą czas i biją rekordy
Plusem toruńskiego toru jest pomiar czasu przejazdu. Każdy gokart ma podpięty transponder, przejeżdżając przez pętle pomiaru czasu, sygnał jest wysyłany automatycznie do dekodera. Korzystający z obiektu mają dwie możliwości logowania się do specjalnego systemu, za pośrednictwem facebooka, bądź bez jego udziału. Bezpośrednio po wyścigu na podany adres e-mail otrzymamy swoje czasy lub automatycznie możemy udostępnić najlepszy czas i zajęte miejsce na tablicy portalu. Aplikacja pozwala na dostęp do całej historii naszych przejazdów.
Wraz z torem kartingowym do naszego miasta wraca możliwość organizowania zawodów w tej dyscyplinie. Pierwsze odbyły się w kwietniu, ale w planach są kolejne przedsięwzięcia tego typu.
Racing Arena Toruń powstała obok żużlowej „Motoareny” przy ul. Perra Jonsona. Dziesięć minut wypożyczonym gokartem kosztuje trzydzieści sześć złotych, jazda własnym sprzętem- motocyklem (tor szczególnie sprzyja do jazdy sprzętem klasy supermoto), gokartem, czy quadem to trzydzieści złotych za godzinę. Tor można też wynająć na wyłączność.

Żaneta Lipińska-Patalon

poniedziałek, 16 lipca 2012

Ach.. co to był za weekend, co za emocje! Raz w roku tak się zdarza, że w naszej ojczyźnie, w naszym regionie, w Bydgoszczy odbywa się wielkie święto. Mimo, że jest to konkurs nie widać rywalizacji bo wszyscy uczestnicy to jedna rodzina, a mistrz jest jeden- $13 i chyba zaczynamy się do tego przyzwyczajać.

 

Rafał Pasierbek (Stunter 13) to niepodważalny fawory bydgoskich zawodów World Stunt Grand Prix, ale nie tylko bo dobra passa Pasierbka trwa od jakiegoś czasu. Patrząc na to co robi osobiście gratuluję i trzymam kciuki za kolejne sukcesy. Dziwne byłoby gdyby jego zacięcia i umiejętności nie docenili także sędziowie zawodów, bo sam $13 jest inspiracją dla kolegów z branży, triki które prezentuje na zawodach po roku próbują podjąć inni stunterzy.

 

Trochę żal Huberta „Raptownego” Dylona. Dla mnie to prawdziwy prekursor stuntu w naszym kraju, na filmikach z jego udziałem pewnie uczyła się połowa młodego stunterskiego pokolenia. No właśnie czemu więc żal? Nie dane było mu powalczyć w tegorocznych zawodach, podczas kwalifikacji złamał ramę w swoim stunt-sprzęcie i zdecydował się jedynie na pokazy dla publiczności.

 

Na piątej edycji World Stunt Grand Prix w Bydgoszczy wystartowało prawie siedemdziesięciu zawodników z blisko dwudziestu krajów. Na widowni oczywiście tłumy- trochę przelotnie popadało, co oczywiście nie zraziło ani oglądających, ani startujących. Zresztą dwa lata temu lało przez całe zawody padało i nikt nie narzekał… Co cieszy, a mam nadzieję że nie jest mówione tylko i wyłącznie by przypodobać się gospodarzom- zawodnicy podkreślają, że zawody w Bydgoszczy to najwyższy poziom, najlepsi zawodnicy, organizacja spełniająca światowe normy, co więcej oni po prostu lubią tu przyjeżdżać!

 

Na koniec szacun dla Cygana, czyli Macieja Sudzichowskiego. Za to, że zaryzykował i postawił na dość widowiskową, aczkolwiek niszową sprawę. Co roku organizuje światowe grand prix w  stuntriding-u. GP nie odbywa się w Los Angeles, Londynie, ani w Barcelonie, odbywa się u nas, w Bydgoszczy. I takich ludzi nam potrzeba, ludzi którzy nie zakładają z góry że się nie uda, tylko walczą i realizują swoje marzenia.

Do zobaczenia za rok na szóstym World Stunt Grand Prix w Bydgoszczy, a obszerna relacja z tegorocznego wydarzenia już w najbliższą sobotę w Ostrej Jeździe, oczywiście punktualnie w samo południe. Do usłyszenia!

P.S. Nie próbujcie tego w domu ;-) Pamiętajcie, że stunt to sport i to dość ekstremalny. To przede wszystkim lata treningów w dużym stopniu z zakresu m.in. akrobatyki. Niech nie zmyli Was lekkość z jaką stunterzy wykonują swoje triki- to właśnie doświadczenie. A jak nie możecie powstrzymać swoich żądzy na wodzy pamiętajcie o ochraniaczach, kasku, dobrych butach, rękawicach. Wiem to może oczywiste rzeczy, ale pamiętajcie.

Żaneta Lipińska-Patalon, fot. Wojtek Maliński

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Motocykl to nie tylko sprawne przemieszczanie się przez miasto, adrenalina, czy sport. Żądnym przygód polecamy wakacje na dwóch kołach.

Dla kreatywnych motocykl może stać się narzędziem, dzięki któremu dotrze w najdalsze krańce świata, pozna ciekawych ludzi i ich kulturę, a także historię danego regionu. Motocykl daje nie tylko niezależność i swobodę zwiedzania, łączy też ludzi i mobilizuje do wspólnego odkrywania ciekawych miejsc.

Alina i Mikołaj podczas ostatniego etapu rajdu szlakiem generała Andersa.

Przykładem podróżnika-motocyklisty jest Mikołaj Kondratowicz, jeden z uczestników Rajdu Szlakiem Generała Andersa. Torunianin właśnie wrócił z ostatniego etapu wyprawy, która łącznie liczyła ponad trzydzieści tysięcy kilometrów. Ostatni etap po zaliczeniu chociażby takich miejsc, jak Kazachstan, Azerbejdżan, Uzbekistan, Kirgistan, Turcja, Syria i Jordania to Włochy. - Cały rajd opierał się o idee oddania hołdu żołnierzom poległym w bitwie o Monte Casino, stąd finał naszej wyprawy - Włochy , gdzie na Monte Casino uczestniczyliśmy we mszy św. w rocznicę bitwy - tłumaczy Mikołaj Kondratowicz.

Organizacja to prawdziwa sztuka
Wyjazd na motocyklu to znacznie więcej przygotowań niż standardowa wycieczka samochodem. Przed starem trzeba zadbać o wszystkie niezbędne akcesoria i bagaże, jednocześnie ograniczając „balast” do minimum, gdyż może on powodować dyskomfort dla pasażera. - Wyprawę motocyklową wyróżnia na pewno to, że musimy zadbać o cały osprzęt motocyklowy. Zadbać by kombinezon był dostosowany do warunków atmosferycznych, by nie zaskoczył nas deszcz, czy upał. Odpowiednio zabezpieczyć trzeba także bagaże, nie można zapominać o eksploatacji motocykla. Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność, na przykład podczas ostatniego etapu rajdu zwykle słoneczne Włochy zaskoczyły nas deszczową pogodą. Trzeba po prostu zadbać, by niezależne od nas czynniki nie popsuły nam wyjazdu - radzi Mikołaj. - Druga sprawa to przygotowanie trasy. O ile jadąc samemu można pozwolić sobie na większą spontaniczność, to kiedy mamy do czynienia z większą wyprawą każdy szczegół musi być dopięty na ostatni guzik. Dużo wcześniej planujemy trasę, noclegi, punkty, w których będziemy się zatrzymywać. Włoski etap rajdu z którego właśnie wróciliśmy był jednocześnie skrupulatnie przemyślany, a z drugiej strony zawierał elementy zaskoczenia. Trasę uczestnicy otrzymywali codziennie rano, znając tylko fragment przewidziany na konkretny dzień. Uczestnicy zostali podzieleni na dwie ekipy- dostosowując prędkości do rodzaju motocykli, oddzielnie jechały ktm-y i choppery, tak żeby nikt nie odczuwał dyskomfortu z jazdy i żebyśmy wszyscy dojechali szczęśliwie do celu.

Satysfakcja u celu

A kiedy cel już się zdobędzie pozostaje satysfakcja. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia i każda przygoda mobilizuje do kolejnych. - Dla mnie motocykl to przede wszystkim ciekawa forma spędzania wolnego czasu. Z odrobiną wyobraźni można nie tylko zwiedzić wiele ciekawych miejsc, ale także zobaczyć je od zupełnie innej strony. Mam nadzieję, że razem z moją małżonką Aliną zjeździmy w siodle motocykla jeszcze tysiące kilometrów.

A plany zaczynają się już rysować szczegółowiej, w przyszłym roku prawdopodobnie Sybreria.

Żaneta Lipińska-Patalon



poniedziałek, 11 czerwca 2012

Torunianin Hubert Ptaszek zaliczył kolejny dobry występ w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. W zawodach wziął też udział jego tata – Jacek.

Dla niespełna dziewiętnastoletniego zawodnika Automobilklubu Toruńskiego był to już trzeci start w rajdowych mistrzostwach kraju. Do dwóch poprzednich rund czempionatu Hubert Ptaszek bardzo intensywnie się przygotowywał. Przed wymagającym startem w Karkonoszach rajdową pasję trzeba było jednak odłożyć nieco na bok. Powodem była... matura Huberta. Tuż po egzaminach toruński kierowca znów zasiadł w swojej rajdówce, aby powalczyć o kolejne punkty mistrzostw.


Foto: Maciej Niechwiadowicz

Na starcie 27. Rajdu Karkonoskiego w ramach walki o tytuły mistrzów Polski stanęło w sumie 49 załóg. Wśród kierowców znalazło się dwóch torunian -Jacek iHubert Ptaszkowie. Obaj w tegorocznym cyklu RSMP mają zupełnie różne priorytety. Ojciec startuje głównie dla dobrej zabawy. Uzyskiwane czasy i zajmowane miejsca nie mają dla niego większego znaczenia. Przy okazji efektowną, widowiskową jazdą stara się też bawić kibiców. Dla syna starty w debiutanckim sezonie to głównie cenna nauka.

- Dla mnie liczy się przede wszystkim doświadczenie, które powinno dać owoce w przyszłości – mówi Hubert Ptaszek. – Staramy się walczyć o jak najlepsze wyniki, jednak na dzień dzisiejszy są one dla mnie rzeczą zupełnie drugorzędną. Ważne są kolejne pokonane kilometry odcinków specjalnych i możliwość konfrontacji z najlepszymi, do których jeszcze sporo mi brakuje.

Młody torunianin za cel stawia sobie kończenie kolejnych rajdów. W okolicach Jeleniej Góry udało mu się uniknąć poważniejszych kłopotów, które z kolei nie ominęły jego wielu rywali. W gronie pechowców tym razem znalazł się też ojciec nastolatka.
Hubert Ptaszek jak na tegorocznego debiutanta radził sobie naprawdę nieźle. Rozważna, pozbawiona szaleńczego tempa jazda dała mu ostatecznie 18. miejsce w klasyfikacji generalnej trzeciej rundy mistrzostw Polski. W mocno obsadzonej klasie 6. reprezentant Automobilklubu Toruńskiego zajął dobre, szóste miejsce. W markowym Pucharze Forda Fiesty uzyskał czwarty wynik punktowy.

W ramach 27. Rajdu Karkonoskiego odbyła się też druga runda międzynarodowego Pucharu Łużyc (Lausitz Cup 2012). Poza RSMP torunianin rywalizuje także w tym polsko-niemiecko-czeskim cyklu. W tym zestawieniu Hubert Ptaszek zajął wysokie, ósme miejsce w klasyfikacji generalnej. W swojej klasie był trzeci.
Teraz uczestników rajdowych mistrzostw Polski czekają małe wakacje. Kolejną rundą czempionatu będzie sierpniowy Rajd Rzeszowski.

Tomasz Niejadlik/Karo BHZ Racing Team

wtorek, 06 marca 2012

Zarówno, jeżeli wykorzystujesz samochód do celów zarobkowych czy też prywatnych, w razie wypadku możesz wynająć auto zastępcze. Koszty pokryte zostaną z OC sprawcy.  Dotychczas ubezpieczyciele często odmawiali rekompensaty za wynajem, jeśli ubiegała się o nią osoba prywatna. W tej sprawie, tylko w 2011 r., Rzecznik Ubezpieczonych musiał interweniować aż 375 razy. Sytuacja się zmieniła.

Towarzystwa Ubezpieczeniowe muszą zwrócić poszkodowanemu koszty wynajęcia samochodu zastępczego, także w sytuacji, gdy korzystał on ze swojego uszkodzonego auta tylko w celach prywatnych – uznał Sąd Najwyższy. Pieniądze mają pochodzić z OC kierowcy, który spowodował wypadek.  – „Wcześniej zwrot kosztów, za najem pojazdu zastępczego, był najczęściej przyznawany, gdy uszkodzone auto służyło do prowadzenia działalności gospodarczej. Ubezpieczyciele na ogół odmawiali zapłaty za samochód zastępczy, jeśli właściciel wykorzystywał swoje auto prywatnie, np. do dojazdu do pracy, na zakupy, czy wożenie dzieci do szkoły.  Sąd Najwyższy stwierdził, że taki podział poszkodowanych pozbawiony jest jakichkolwiek podstaw prawnych” – komentuje Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Centrum Ubezpieczeń Komunikacyjnych.

Istnieją sytuacje wykluczające możliwość wynajmu auta zastępczego z OC sprawcy. – „Auto nie należy się poszkodowanemu, gdy „sporadycznie” korzystał ze swojego zniszczonego auta bądź też dysponuje drugim samochodem, którym może jeździć, do momentu wypłaty odszkodowania i naprawy uszkodzonego pojazdu” – mówi Kuczwalski.

Od czego jest komunikacja miejska

Ubezpieczyciele najczęściej argumentowali odmowę zapłaty za wynajem auta zastępczego tym, że kierowca, który wykorzystywał swoje zniszczone auto wyłącznie do celów prywatnych, równie dobrze na czas naprawy może korzystać z komunikacji miejskiej. Sąd Najwyższy stwierdził, że towarzystwa nie mogą zmuszać poszkodowanego do jazdy komunikacją publiczną.  - „Obecne uwarunkowania rynkowe i społeczne, sprawiają, że codzienne korzystanie z pojazdu jest koniecznością, która wynika m.in. z wykonywania zawodu, miejsce zamieszkania czy w ogóle racjonalnego wykorzystania czasu. Posiadanie samochodu nie jest już żadnym luksusem, tylko najzwyklejszym standardem cywilizacyjnym ” – stwierdził Maciej Kuczwalski.

Rzecznik skargi liczy

Gdy Towarzystwo Ubezpieczeniowe sprawcy wypadku, nie chce zapłacić za wynajem auta zastępczego, można złożyć skargę do Rzecznika Ubezpieczonych.  Tylko w samym 2011 roku do Rzecznika wpłynęło aż 375 spraw dotyczących refundacji kosztów wynajmu pojazdu zastępczego z OC sprawcy wypadku. Jedne z głównych tematów skarg to m.in. odmowa zapłaty za pojazd zastępczy kierowcom, którzy wykorzystywali zniszczone auto do celów prywatnych oraz zakres refundacji poniesionych kosztów wynajmu, które ustalił ubezpieczyciel. Ostatnia kwestia polega na tym, że

Towarzystwa zwracały koszty wypożyczenia auta zastępczego wyłącznie za tzw. technologiczny czas naprawy, który nie uwzględniał wielu istotnych czynników, takich jak, np. zamówienia i konieczne oczekiwania na niezbędne do naprawy części. Zdaniem Rzecznika Ubezpieczonych zwrot kosztów pojazdu zastępczego należy się za czas rzeczywisty naprawy, czyli za okres, w którym poszkodowany faktycznie w związku z naprawą nie był w stanie używać własnego pojazdu.

Wypożyczyć auto możemy wszędzie

Poszkodowany kierowca może wynająć auto zastępcze w dowolnej wypożyczalni. Ubezpieczyciel nie może wskazać konkretnej firmy, narzucić wysokość stawek wynajmu czy limitów kilometrów, które kierowca może przejechać wynajętym autem. Jedynym warunkiem jest konieczność wyboru samochodu o podobnej klasie, jak ten, który uległ zniszczeniu w wypadku. 

Na rynku coraz więcej firm oferuje wypożyczenie auta zastępczego opłacanego z OC sprawcy. Do wynajmu auta zastępczego firmy wymagają zazwyczaj prawo jazdy kierowcy, a w przypadku osoby prowadzącej działalność gospodarczą, dodatkowo wpisu do ewidencji  lub odpisu z KRS. Sposobów płatności jest kilka. – „Można opłacić za wynajem z góry, a fakturę dostarczyć ubezpieczycielowi. Istnieje także możliwość skorzystania z tzw. wynajmu kredytowego, co umożliwia otrzymanie pojazdu zastępczego bez angażowania własnych pieniędzy. Wtedy, opłatę za najem można uregulować w terminie do 30 dni od jego zakończenia” – mówi Wojciech Gralewski z wypożyczalni AKM.  Jest też propozycja dla wygodnych. Wystarczy podać wypożyczalni numer szkody oraz numer polisy sprawcy i to ona w imieniu poszkodowanego rozliczy się bezpośrednio z firmą ubezpieczeniową.  Ceny za wynajem pojazdu zastępczego wahają się od 50 do 500 zł za dobę, w zależności od klasy auta.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Tagi