wtorek, 16 sierpnia 2011

Czy torunianie jeżdżą samochodem w bezpieczny, dla siebie i innych użytkowników drogi, sposób?

- W skali kraju  torunianie wypadają nienajgorzej - mówi Adam Knietowski - kierownik oraz instruktor Toruńskiej Akademii Jazdy. -  Wynika to z dużo mniejszego natężenia ruchu. Dla kierowców nadal sporym problemem jest nieuwaga i pośpiech. Pojawiają się błędy strategiczne. Najbardziej widoczne są one na rondach i dużych skrzyżowaniach. Generalnie po Toruniu nie jeździ się jeszcze tak najgorzej.

fot. Marcin Łaukajtys

Błędy

- Najczęściej popełniane przez kierowców z Torunia błędy to brak zachowania odpowiedniego odstępu pomiędzy pojazdami - dopowiada Adam Knietowski. - Zawsze należy zostawić sobie właściwą ilość miejsca niezbędną do wykonania manewru. Kierowcy mają tendencję do trzymania się „na zderzaku” samochodu znajdującego się z przodu. Bardzo ważne jest też komunikowanie swoich manewrów, czyli odpowiednio szybkie włączanie kierunkowskazu oraz zajmowanie odpowiedniej pozycji na pasie ruchu. Dodatkowo obserwacja lusterek zarówno bocznych, jak i tylnego. Większość użytkowników nie zdaje sobie także sprawy, że przekracza prędkość. Wymuszanie pierwszeństwa jest główną przyczyną kolizji i nieostrożnej jazdy. Nawet, jeżeli jedzie się po drodze z pierwszeństwem, należy zachowywać szczególną ostrożność. Wielu kierowców później tłumaczy się, że to nie ich wina. Przekraczając prędkość zwiększa się prawdopodobieństwo wypadku, ponieważ wydłuża się droga hamowania.

Kto chce się szkolić?

Zawsze można podszkolić swoje umiejętności w kierowaniu pojazdem. Prowadzone są specjalne kursy, po których zwiększa się świadomość kierowcy oraz jego umiejętności. Jak wynika z doświadczenia, wciąż w mniejszości są klienci indywidualni.

Jak twierdzi kierownik Toruńskiej Akademii Jazdy: - Najczęściej zwracają się do nas klienci instytucjonalni. Wynika to z dużej świadomości menadżerów firm w kwestii  realnych umiejętności pracowników. Dla nich nie liczy się tylko papier, zaświadczający ukończenie odpowiedniego kursu. Ważnym powodem jest zmniejszenie kosztów generowanych przez wypadki oraz, wcale nie na samym końcu, troska o zdrowie kierowców pracujących w firmie.

 Akademia oferuje program Fleet - Safety. Został on stworzony dla firm ubezpieczeniowych. Polega na tym, że  w zamian za każde zaświadczenie o ukończeniu kursu przekazywane menadżerowi fundowane są zniżki w ubezpieczeniu dla  użytkowników pojazdów. Szkolenia były częściowo finansowane przez firmy. Zadaniem programu było rozpropagowanie wśród pracowników idei bezpiecznej i uważnej jazdy.

Klienci indywidualni

 - Zgłaszają się rzadko. Wynika to z przeświadczenia, że zdobywając prawo jazdy i następnie praktykując na drogach zdobywamy takie rozeznanie, iż wszystko już wiemy. Tymczasem nasze realne umiejętności są często niewielkie. Zdarza się, że dana osoba zgłasza się, ponieważ miała wypadek i zaczęła widzieć niedoskonałości w swojej jeździe. Są także doświadczeni kierowcy, którzy widząc, co dzieje się na drogach postanowili doskonalić swoje umiejętności.

Zagadnienia

- Szkolenia w naszej szkole dotyczą wszystkich aspektów związanych z samochodem. Jego fizyki, przepisów ruchu drogowego, jazdy defensywnej, której celem jest redukcja ryzyka na drodze, poprzez świadome unikanie niebezpiecznych sytuacji spowodowanych przez złe warunki drogowe oraz błędy innych użytkowników dróg. Osobną  umiejętnością jest eco driving. Chodzi o ekonomiczną jazdę oraz taktykę prowadzenia samochodu mającą za zadanie zmniejszenie zużycia paliwa. Generalnie ludzie oczekują podczas szkolenia ekstremalnych warunków, ale w bezpiecznych sytuacjach. Dobrym przykładem są płyty poślizgowe. Można na nich wykonywać skomplikowane manewry, nie ryzykując życiem i zdrowiem - wyjaśnia Adam  Knietowski. 

Przyszłość

- Infrastruktura drogowa nie nadąża za rozwojem motoryzacji. Co roku przybywa około 800 tysięcy nowych aut. Chodzi o auta zarejestrowane, nieważne czy sprowadzone czy kupione. Będziemy mieli coraz bardziej zatłoczone miasta i drogi. Dodatkowo przybywa młodych, niedoświadczonych kierowców. Jest to tzw. grupa podwyższonego ryzyka. Chodzi o przedział wiekowy 18-25 lat. Kierowcy ci nie są sprawcami wszystkich wypadków, ponieważ brawura dotyczy kierowców w każdym wieku. Ich zachowanie na drodze sprawia jednak najwięcej potencjalnych sytuacji kolizyjnych - przewiduje Adam Knietowski.

Grzegorz Bojanowski



środa, 10 sierpnia 2011

Takiej imprezy w Polsce jeszcze nie było. Szacuje się, że około siedmiu tysięcy Citroenów 2CV zjedzie do Torunia w 2015 roku. W naszym mieście odbędzie się światowy zlot tych pojazdów.

Około siedmiu tysięcy legendarnych Citroenów 2CV, dwadzieścia- trzydzieści tysięcy uczestników z około czterdziestu państw- tak szacunkowo będzie wyglądał zlot w liczbach. Przedsięwzięcie o ogromnej skali, jakiego w Toruniu jeszcze nie było. Nic dziwnego na potrzeby zlotu oddany zostanie gigantyczny teren - Motoarena, MotoPark z terenem toru reallycrossowego i lotnisko Aeroklubu Pomorskiego, łącznie sto dwadzieścia hektarów.
Impreza odbywa się cyklicznie, raz na dwa lata i przyciąga tłumy sympatyków „kaczek” z całego świata. O skali przedsięwzięcia opowiada Tomasz Niejadlik z Toruńskiego Automobilklubu. - Jest to impreza na którą przyjeżdżają fani kultowego samochodu, stąd także wielka skala wydarzenia, bo jest to jedna z największych na świecie imprez cyklicznych tego typu. W 2009 roku podczas zlotu w czeskim Moście miasteczko zlotowe na miejscowym hipodromie zajęło powierzchnię aż 76 hektarów! Uczestnicy na miejscu wypili przeszło 32 tysiące litrów piwa, 11 740 litrów wody mineralnej i 860 litrów wina.


Polska kontra Słowenia
O możliwość organizacji międzyanrodowego zlotu Toruń starał się po raz trzeci. Tym razem o prawo do organizacji imprezy walczyliśmy ze Słowenią.  - Jest to impreza na którą ściągają ludzie z najdalszych zakątków świata- taże Stanów Zjednoczonych, Japonii, czy Kenii- podkreśla Stanisław Marasek z Automobilklubu Toruńskiego. -Podczas tegorocznego zlotu, który odbył się we Francji stanęliśmy w szranki ze Słowenią, która również chciała w 2015 roku organizować to wydarzenie u siebie, po kilku dniach prezentacji naszego kraju okazało się że polską wódką, chlebem ze smalcem i ogórkami małosolnymi zjednaliśmy sobie sympatie uczestników i ostatecznie mogliśmy przywieść do Torunia dobrą wiadomość, że to właśnie w naszym mieście za cztery lata odbędzie się 21. Światowy Zlot Przyjaciół 2CV.


Legenda 2CV
Dlaczego Citroeny 2CV uważane są za tak wyjątkowe i gromadzą wokół siebie tylu sympatyków?- Nawet na zlocie na którym zjeżdża tyle tysięcy aut, nie znajdziemy dwóch takich samych 2CV- zaznacza Jan Balcerak, prezes Automobilklubu Toruńskiego. - Jest to bardzo wdzięczny klasyk, którego widok na drodze po prostu cieszy. Popularnie 2CV nazywa się „kaczkami” może dlatego, że podczas jazdy bujajają się z jednej strony na drugą i trochę przypominają je wyglądem. W naszym mieście mamy kilkanaście takich okazów, a kiladziesiąt w regionie. 
21. Światowy Zlot Przyjaciół Citroena 2CV odbędzie się prawdopodobnie w ostatnim tygodniu lipca 2015 roku. Potrwa prawie tydzień, bo uczestnicy zaczną zjeżdżać w poniedziałek, a bramy zlotu zostaną zamknięte w niedziele.
Żaneta Lipińska-Patalon

poniedziałek, 01 sierpnia 2011

Kiedy na zagraniczne wakacje jedziemy z biurem podróży większość formalności nas nie interesuje. Kiedy jednak letnie wojaże organizujemy na własną rękę warto pamiętać o kilku kwestiach.

Coraz modniejszą formą wakacyjnego podróżowania są zagraniczne wyjazdy na własną rękę. Osoby, które poza hotelem chcą zwiedzić dany kraj według wytyczonych przez siebie tras i poznać tamtejszą kulturę od podszewki muszą pamiętać o  kilku ważnych szczegółach, a przede wszystkim o tym, że za granicą będą zdani na siebie. 

Dokumenty

Podstawa to sprawdzić czy mamy wszystkie niezbędne dokumenty. Upewnijmy się, jaki dokument uprawnia do przebywania w danym kraju. Jeżeli wybieramy się poza Unię Europejską sprawdźmy paszport i jego ważność, w krajach UE wystarczy dowód osobisty, ale są także kraje spoza wspólnoty, które według swoich wewnętrznych regulacji od mieszkańców krajów UE wymagają tylko dowodu osobistego, np. Chorwacja. Jeżeli jedziemy samochodem warto sprawdzić dokumenty pojazdu. - Podstawową kwestią jest sprawdzenie ważności przeglądu technicznego pojazdu - zaznacza Przemysław Wojciechowski - autoryzowany partner Link4 w Toruniu. -Dlaczego jest to tak istotne? Bez aktualnego przeglądu nie działa nam żadne ubezbieczenie, ani Assistance, ani NW. Podstawy stanu technicznego auta, jak stan hamulców, poziom oleju, czy płyn hamulcowy możemy sprawdzić sami, bo bez tego w ogóle nie powinniśmy wybierać się w dłuższą podróż.

Ubezpieczenia

Wybierając się za granicę warto pomyśleć także o dodatkowym ubezpieczeniu, jeżeli nie posiadamy Assistance możemy wykupić je tylko na czas wyjazdu. - Tak naprawdę nie jest to duży koszt, za Assistance obejmujące teren Europy zapłacimy w zależności od towarzystwa ubezpieczeniowego około 100-150 złotych. Kiedy w obcym kraju dojdzie do jakiegoś zdarzenia drogowego, mimo nieznajomości języka poradzimy sobie, bo wystarczy zadzwonić na infolinię w języku polskim, a pomoc zostanie natychmiast zorganizowna. W przypadku kiedy awaria jest poważniejsza możemy otrzymać nocleg w hotelu, a nawet transport do miejsca zamieszkania.

Winiety

- Winieta jest opłatą za poruszanie się wszystkimi płatnymi odcinkami dróg za granicą i nie zawsze musi być to autostrada - zaznacza Ewa Kozłowska z Automobilklu Toruńskiego. - Wyjątkiem są tunele i promy, za które płacimy dodatkowo. Winiety wystawiane są na różne okresy - od czterech dni nawet do roku, czyli opłatę można dostosować do swoich potrzeb i długości podbytu w danym kraju.

Winietę możemy kupić jeszcze przed wyjazdem (dystrybuuje Polski Związek Motorowy, w Toruniu właśnie Automobilklub, na miejscu zapłacimy 9,15 zł drożej niż za granicą) lub przed wjazdem na teren kraju, zazwyczaj tuż przed granicą znajdują się sklepiki oferujące opłaty. - Oczywiście każdy wybierze wygodniejszy sposób zakupu winiety, warto jednak pamiętać, że często w przygranicznych sklepach nie ma akurat winiet na najkrótszy okres, a niestety musimy posiadać winietę przekraczając granicę, by nie zapłacić mandatu i  kupimy droższą. W każdym kraju jest określone miejsce na szybie, gdzie powinniśmy nakleić winietę, miejscowe patrole wypatrują przez lornetki, czy taką naklejkę posiadamy.

Osoba złapana bez winiety zapłaci mandat w wysokości dziesięciokrotności wartości winiety, plus i tak musi wykupić winietę by jechać dalej. Kiedy dochodzi do takiej sytuacji bardzo często jesteśmy dodatkowo poddawani szczegółowej kontroli- np. w Czechach w apteczce trzeba mieć drugą parę rękawiczek jednorazowych, a takiej informacji nie znajdziemy w żadnym przewodniku turystycznym - informuje Ewa Kozłowska. 

Waluta

Oczywiście w każdy przypadku warto mieć przy sobie walutę obowiązującą w danym kraju, choćby drobną sumę. Euro nie jest honorowane wszędzie, w Czechach płacimy w koronach, a w popularnej Chorwacji w miejscowych kunach. W większości przypadków mimo wszystko opłacalne jest korzystanie z kart płatniczych. Cena np. za paliwo będzie policzona według przelicznika NBP, często bardziej korzystnego niż stawki na miejscu.

Żaneta Lipińska-Patalon



Zmieniły się przepisy  dotyczące poruszania się rowerzystów. Jeżdżący jednośladami powinni być teraz bezpieczniejsi.

O utracie prawa jazdy decyduje sąd

Powszechne mniemanie, że po zmianie przepisów rowerzysta jadący pod wpływem, nie będzie mógł stracić prawa jazdy jest nieprawdziwe. - Należy wyróżnić dwa stany po spożyciu alkoholu - będący wykroczeniem od 0,1 do 0,25 mg/l w wydychanym powietrzu i powyżej 0,25mg/l, będący przestępstwem - Mówi Wiesław Rospirski, naczelnik toruńskiego Wydziału Ruchu Drogowego w Toruniu. - Patrząc na obecne wyroki sądu w tych sprawach, zwłaszcza w drugim przypadku orzeka się niejednokrotnie wyroki odbierające prawo jazdy. Obecnie obowiązujący stan prawny, decyzję o orzeczeniu zakazu prowadzenia pojazdów oddaje w gestię sądów.

Jazdę rowerem należy więc odłożyć do momentu aż poziom alkoholu w naszej krwi spadnie poniżej norm uznawanych za wykroczenie bądź przestępstwo.

Rower

Zmianie uległa także sama definicja roweru. Do niedawna był nim pojazd, którym poruszano się tylko przy pomocy siły własnych mięśni. Obecnie są to także jednoślady zasilane przy pomocy silników. - Rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny, zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V, o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h - precyzuje naczelnik toruńskiej drogówki.

Oznacza to, że po przekroczeniu prędkości 25 km na godzinę, należy zrezygnować z dodatkowego źródła zasilania. Pomocne przy ustalaniu szybkości, z jaką poruszamy się na drodze, powinny być specjalne prędkościomierze. Można je nabyć za niewielkie pieniądze w każdym sklepie rowerowym.

Śluza

W praktyce nie zaczął jeszcze obowiązywać przepis tzw. śluzy rowerowej. Polegać ma ona na wyznaczeniu przed skrzyżowaniem odrębnego obszaru jezdni. Ma to umożliwić kierującemu rowerem wykonanie manewrów usprawniających poruszanie się.

- Polskie drogi na razie nie spełniają warunków do wprowadzenia tego przepisu w życie. Kiedy śluzy już powstaną, będą wymagać zmiany w podejściu kierowców samochodów do rowerzystów - stwierdza Wiesław Rospirski. - W takim wypadku ci drudzy mają większą swobodę i więcej miejsca w dojeździe do skrzyżowania i wykonaniu lewoskrętu, a także innych manewrów usprawniających poruszanie się rowerem. Na razie na podstawie żadnych statystyk nie jesteśmy w stanie ocenić przydatności tego przepisu. Wydaje się on jednak słuszny

Brak obowiązku jazdy w kasku i kamizelce odblaskowej na rowerze

Nie pojawił się natomiast w znowelizowanym kodeksie drogowym przepis nakazujący jazdę rowerem w kaskach, ochraniaczach i kamizelkach odblaskowych. Co do przydatności i zasadności tego rozwiązania zdania są podzielone pomiędzy policję i samych rowerzystów.

Mówi Wiesław Rospirski, naczelnik toruńskiego Wydziału Ruchu Drogowego w Toruniu - Moim zdaniem hełmy ochronne są przydatne, np. naszych zachodnich sąsiadów od dzieciństwa uczy się, żeby stosowali te dodatkowe środki ochronne. Toruńska policja propaguje w porozumieniu z samorządami oraz innymi organizacjami społecznymi używanie kamizelek odblaskowych.

Organizujemy spotkania i akcje promocyjne, podczas których staramy się edukować najmłodszych użytkowników. Jeżeli rozpocznie się od osób najmłodszych, tym większa szansa, że w wieku późniejszym osoba taka będzie korzystała z ochraniaczy. Oczywiście nasze akcje obejmują i pozostałą, dorosłą grupę rowerzystów. Chodzi tu najbardziej o zmianę mentalności użytkowników rowerów, co byłoby alternatywą dla drogi ustawodawczej próbującej uregulować tę problematykę.

Inne zdanie ma Paweł Wiśniewski ze stowarzyszenia Rowerowy Toruń. - Obowiązek jazdy rowerem w kasku czy kamizelce to temat zastępczy. Dyskutują zazwyczaj o nim ci, którzy jeżdżą głównie samochodem. Większość wypadków z udziałem rowerzystów odbywa się przy świetle dziennym, więc kamizelka i tak niewiele by pomogła. Ponadto zgodnie z obowiązującymi przepisami rower powinien być wyposażony w oświetlenie, co w zupełności wystarczy, szczególnie podczas poruszania się po mieście. Gdy jedziemy po zmroku w terenie niezabudowanym kamizelka nie zaszkodzi. O tym, czy ktoś jeździ w kasku czy bez, winien decydować sam rowerzysta. Nigdzie w Europie nie ma nakazu poruszania się w kasku rowerem. Należy też pamiętać, że kask chroni jedynie głowę. Rowerzysta przy zderzeniu z szybko jadącym samochodem w kasku czy bez, ma i tak małe szanse.

Na wnioski musimy poczekać

Na ocenę przydatności nowych zmian w Ustawie Prawa o Ruchu Drogowym będziemy musieli poczekać, aż dla wszystkich pojawią się dogodne warunki, umożliwiające ich realne zaistnienie na polskich drogach. Ponadto zmiany okażą się przydatnie wtedy, gdy statystyki policyjne wykażą, zmniejszenie liczby wypadków z rowerzystami. Ważne jest także, żeby torunianie zmienili swoje podejście do tego środka transportu. - Wiele osób nie chce się przekonać, że do pracy czy szkoły te kilka kilometrów można pokonać rowerem, nie stojąc w korku i dbając o własną kondycję. Wzrasta popularność roweru szczególnie jako środka rekreacji, jednak jeszcze stosunkowo niewiele osób - w porównaniu z możliwościami - porusza się codziennie na rowerze, dojeżdżając do pracy. Mam nadzieję, że z roku na rok przybywać będzie nie tylko w Toruniu, ale i w całej Polsce osób, które traktować będą ten środek transportu jako swój podstawowy. Z korzyścią dla siebie i dla otoczenia - kończy Paweł Wiśniewski z Rowerowego Torunia. 

Grzegorz Bojanowski

czwartek, 28 lipca 2011

Toruński kartingowiec Alex Karkosik ukończył tegoroczne zmagania w
Easykart European Series na piątym miejscu, zajmując najwyższe miejsce
spośród startujących w zawodach Polaków.

Zawodnik miał duże szanse na zajęcie miejsca na podium, bowiem po pierwszej rundzie, która 19 i 20 marca rozegrana została we włoskim Jesolo zajmował trzecią pozycję. Niestety Alex słabiej spisał się w drugiej i ostatniej rundzie, która w miniony weekend odbyła się w Starym
Kisielinie koło Zielonej Góry. Młody sportowiec pierwszy wyścig ukończył na 13. pozycji, a w drugim sklasyfikowany został na 7. miejscu i tegoroczne zmagania ukończył poza podium.


- Trochę żałujemy, bo była bardzo duża szansa na podium - przyznaje Mariusz Karkosik, ojciec zawodnika. - Niestety nie spisali się nasi mechanicy, mieliśmy problemy sprzętowe i Alex nie za bardzo mógł powalczyć o lepsze pozycje w ostatniej rundzie. A szkoda, bo był w świetnej dyspozji i naprawdę była szansa walczyć o coś więcej. Warto zaznaczyć jednak, że zawodnik okazał się najlepszym z Polaków startujących w rozgrywkach - dodaje.
Informacja: Karol Lejman

niedziela, 17 lipca 2011

 

Rafał Pasierbek (Stunter 13)  kolejny raz wygrał Stunt GP International w Bydgoszczy. Udział wzięli zawodnicy z 20 krajów. Ale nie da się ukryć- 25letni Polak wymiatał!

Rafał Pasierbek tuż przed ogłoszeniem wyników - rozmowa z zawodnikiem niebawen na saveyourlife.blox.pl i w radiu GRA

Jak zaznacza Rafał poziom w tym roku, był nieporównywalnie wyższy, a bydgoskie zawody stają się imprezą na poziomie światowym. Dopisała też pogoda, przypominając sobie zeszły rok kiedy zawodnicy zmagali się w strugach deszczu, trzeba przyznać że w tegorocznej odsłonie mieli nieco więcej szczęścia.

 

A to już konkurencja "najdzikszy trik " i szalony Martin ze Stanów Zjednoczonych, który stoppie uskuteczniał z trzema niewiastami na pokładzie, jak widać polsko-amerykańska przyjaźń kwitnie. Ale mój ulubiony trik tej konkurencji prezentuję poniżej

Ehh się działo. Zawody zakończyły się jakieś półtorej godziny temu, ale podobnie jak w zeszłym roku mam już apetyt na więcej i doczekać się nie mogę kolejnej edycji...Jedyne co nie wypaliło i do czego przyczepić by się można to występ kobiet.

W zeszłym roku była tylko jedna zawodniczka - Ewa Pieniakowska, w tym zgłosiły się trzy panie. Wydaje się że powinny zostać potraktowane wyjątkowo i z dużym uznaniem, tymczasem utworzono specjalną kategorię Women’s Cup w której nie ustanowiono wygranej. I nic dziwnego panie stunterki się zbuntowały i odmówiły udziału w zawodach. Rozmowa z Ewą Pieniakowską również się pojawi....

Oficjalna strona zawodów: stuntgp.eu 

 

 

środa, 06 lipca 2011

Poniedziałek upłynął pod zankiem ucieczki z Czech. Pierwsze słońce powitało nas w Austrii!

Po przymusowym noclegu w Olomouncu modliliśmy się o lepszą pogodę, nawet deszczową byle nie tak ulewną jak dzień wcześniej. W końcu udało się wysuszyć wszystkie rzeczy, więc byłoby szkoda zmoczyć je znowu. Zatem jak na podróżników leniwców przystało trzeba dobrze wyspać się, zjeść śniadanoko i za bardzo się nie sprężać. Koło 11.00 Chorwacji ... pod znakiem zapytania, w zależności od pogody, w końcu nigdzie się nie spieszymy, a przed nami 800 km

Na szczęście tylko Czechy były tak kapryśne, Austria przywitała nas słońcem, pierwszym słońcem tej podróży więc radość była tym większa. Od tej pory ciśnięcie manetki i byle przejachać jak najdalej w tak sprzyjających warunkach.

Po drodze wymyśliłam co bym chciała dostać na następne urodziny. Tempomat! Ustawić sobie 150 km/h i tylko wymijać. Nadgarstek boli, przez cały dzień trzymaliśmy średnio 130-160 km/h. Około 20.00 przekraczamy granicę słowensko-chorwacką. Udało się dotrzeć przed zachodem słońca. Uwielbiam moment kiedy wjeżdża się do Koper (ostatnie miasto po stronie Słowenii) tam już czuć inne powietrze, na horyzoncie pojawia się Adriatyk, po drodze wysokie cyprysy...i serpentyny, oznakowania dla motocykli. Od dwóch dni wakacje, tak to są wakacje. Jest 21.36 i 26 stopni na plusie...słoneczne pozdrowienia cdn.

  

niedziela, 03 lipca 2011

My się deszczu nie boimy, w domu nie siedzimy!

No cóż deszczak najlepszym przyjacielem podróżnika.  Przejazd przez Polskę upłynął pod znakiem deszczu, ale dopiero Czechy pokazały co to prawdziwie paskudna aura. Wczoraj przynjamniej można było ciekać przed chmurami, dziś niebo nad całą Republiką zasnuło się czarną połacią nie dająć szans na jakiekolwiek nadzieję. Cóż przymusowy nocleg w Czechach nie jest zły, zawsze lepiej niż w drogiej Austrii ;) właśnie trwa suszenie, niestety moje tekstylne sakwy mimo iż opatrzone przeciwdeszczowymi pokrowacami nie dały rady, wszystko mokre dżinsy, majtki i sukienki. Pompa była taka, że właściwie jechaliśmy na oślep, zaparowany i zakroplowany kask, mokre buty, mokre ręawice (z wewntrzną wkładką w postaci foliowych rękawic do nalewania benzyny), ale za to suche kombinezony- deszczaki Helda kolejny raz zdały egzamin, choć w tak ekstremalnych warunkach miały okazję wykazać się po raz pierwszy.

Mimo wszystko splanie w sprzętach zadowalające- ja (Honda CBR 600 F4i) średni 5,3 litra, Marcin (Honda VTX 1800) 6.0 litra, mamy nadzieję zbić niżej przy lepszej pogodzie i bardziej równomiernej jeździe.

Kofola zamiast coffee

To co lubię w Czechach to drogi, bezpłatne autosrady podróżując motocyklem. Lubię też ceny w koronach i piwo, które zaraz wypijemy. Ciężko jednak mówić o relacjach polsko-czeskich, bo ciężko znaleźć kogoś chętnego do rozmowy w ogólnie przyjętej angelszczyźnie. Co więcej lepiej chyba dogadywać się na migi, inaczej można dostać kofolę zamiast kawy...

Oby jutro powitało nas słońcem i kierunek tylko w stronę słońca! Chorwacjo do zobaczenia! Koniec dnia drugiego.

środa, 29 czerwca 2011

Odliczanie do urlopu trwa, motocykle prawie przygotowane, tylko jakoś praca nie bardzo chce się skończyć. Kto mnie rozdwoi albo roztroi albo pokaże jak w jeden dzień zrobić wszystko na dwa tygodnie do przodu? Ale powiadam Wam jeszcze jeden ciężki dzień albo dwa jak się nie uda i dołączam do akcji ZASUWAM – autostradą, serpentynami wśród gór, wzdłuż wybrzeża, w słońcu i deszczu. I będę pamiętać PRĘDKOŚĆ ZABIJA - frustracje, złość i zmęczenie...Dołączacie?

Póki co pocztówki prosto z Torunia, a wakację postaram się relacjonować na bieżąco. 

  

czwartek, 16 czerwca 2011

Motoryzacja to prawdziwa pasja w rodzinie Karkosików. Tata Mariusz ścigał się na torach motocyklowych, a teraz pałeczkę przejął jedenastoletni Alex, który podbija tory kartingowe.


Zaczęło się od Mariusza. Przez osiem lat ścigał się na motocyklu, jako zawodnik z  czołówki w Polsce, startował także w mistrzostwach świata. Teraz zawodowo już nie jeździ.- Decyzja o tym przyszła z wiekiem. Dziś żeby liczyć się w sporcie wyczynowym trzeba zaczynać od dziecka, okazało się że syn wykazał się talentem już w wieku trzech lat, przychodziło mu to zupełnie naturalnie. Kiedy pierwszy raz wsiadł za kierownice sam nie mogłem uwierzyć w to co widzę.

Fot. Marcin Łaukajtys Mariusz i Alex Karkosik to przykład motoryzacyjnej pasji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Mariusz ma za sobą karierę na torach motocyklowych, a jedenastoletni Alex jest w czołówce gokartów. Marzeniem małego zawodnika jest ściganie się w Formule 1.

Jak się okazało później decyzja o tym, by postawić na Alexa i rozwój jego talentu była trafiona. W wieku ośmiu lat Alex był najmłodszym zawodnikiem w finale europejskim w Poznaniu, na siedemdziesięciu zawodników przyjechał do mety piętnasty, co daje jak do tej pory najlepszy wynik w Polsce, do tego przyjechał z lepszym czasem niż obecny mistrz finału światowego.
Obecnie Alex jeździ głównie w Pucharze Easykart, gdzie wszyscy zawodnicy zmagają się na takim samym sprzęcie, jest to kategoria pucharowa, zatem nie można modyfikować silników i wprowadzać żadnych innych zmian. Obecnie Alex zmaga się w kategorii wiekowej 8-13 lat.
- Dla mnie jest to świetna zabawa, mogę się spotykać z kolegami, zarówno we Włoszech, jak i w całej Polsce mam wielu znajomych. Dzięki udziałowi w zawodach mogę bardzo dużo podróżować i to bardzo mi się podoba.  Wspierają mnie również koledzy i koleżanki ze szkoły, zawsze kiedy wracam z zawodów pytają jak mi poszło. Jeżeli chodzi o sprzęt nigdy mnie nie zawiódł, jeździ mi się dobrze. Ale moje marzenie to jazda w F1- zdradza jedenastoletni Alex Karosik.   
Czy plany Alexa to tylko dziecięce fantazje? Okazuje się, że chłopiec jeździ na takim poziomie, że rokuje na prawdziwego mistrza. Jeżeli utrzyma dotychczasowy poziom szanse na taką przesiadkę są bardzo duże.
- Wszystko zależy od tego jak będzie szło dalej, jeżeli utrzymamy się w czołówce włoskiej jest sens by marzyć o przesiadce na bolidy. Przygotowania do tego trzeba jednak zacząć odpowiednio wcześniej, zorienować się w nowej dziedzinie, poszukać mechaników- zdradza Mariusz Karkosik.


Żaneta Lipińska-Patalon

Tagi