wtorek, 18 października 2011

65 minut, tyle ma zająć przejechanie całej trasy autostrady A1 z Torunia do Gdańska. Za wygodę słono zapłacimy, bo trzydzieści złotych za  drogę pokonaną osobówką.

Stalowe liny zamiast tradycyjnych balustrad to dość kontrowersyjne rozwiązanie. Z jednej strony bezpieczniejsze dla kierowców aut, z drugiej przy zderzeniu praktycznie nie dające szans na przeżycie motocyklistom. Co o tym sądzicie?


Ale to dopiero za trzy miesiące, bo otwarty w miniony piątek nowy odcinek autostrady A1 na razie jest bezpłatny. Po upływie tego czasu przejechanie 152 kilometrów autostrady ma kosztować 29,90 zł. W tym momencie torunianie mają możliwość wjazdu na A1 na dwóch węzłach- Lubicz (również od Czerniewic) i Lisewo. Kolejne punkty w Grudziądzu i Turznie zostaną otwarte dopiero w przyszłym roku. Pobór opłat odbywa się automatycznie, za pomocą biletów pobranych na początku trasy. Na jej końcu inkasent odczytuje dane zapisane na bilecie,a kierowca uiszcza wyświetloną sumę.
Pierwsze samochody przejechały nowym odcinkiem już w piątek 14 października, tuż po uroczystym otwarciu którego dokonał m.in. minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Łączny koszt budowy nowego odcinka Nowe Marzy- Toruń wyniósł siedemset trzydzieści milionów euro. 

Żaneta Lipińska-Patalon

fot. Marcin Łaukajtys

Wystarczy wcisnąć guzik, wyciągnąć bilecik i jechać. Za odcinek 152 km z Torunia do Gdańska zapłacimy 29,90! Na osłodzenie pierwsze trzy miesiące na nowym odcinku Lubicz-Nowe Marzy przejazd darmowy, od Nowych Marz do Rusocina zapłacimy bez zmian 17,60 zł

W Grabowcu powstał obwód utrzymania autostrady A1, z tego miejsca wyrusza m.in. sprzęt odśnieżający i sprzątający. Poniżej budowla w której przechowywana jest sól drogowa.

piątek, 07 października 2011

Szybka wyprawa w dalekie strony. Torunianie na motocyklach zdobyli Azję.

Najważniejsze to dobry kompan, niezawodny motocykl i trochę życiowej spontaniczności. To wszystko wystarczy, by przeżyć niezapomnianą przygodę. W dzisiejszych czasach dla podróżników nie ma zbyt wielu ograniczeń, najważniejsza jest chęć, odwaga i wytyczenie celu. – Naszym celem był Istambuł. Chcieliśmy wjechać na terytorium Azji, a na realizację planów mieliśmy tylko dziesięć dni- zaznacza Mariusz „Mario” Górski, jeden z uczestników wyprawy. -  Czas znacznie ograniczył nam możliwość dłuższego zatrzymywania się w poszczególnych krajach mijanych po drodze, ale najważniejszym dążeniem była Azja i cel udało nam się zrealizować. Z góry założyliśmy też, że podróżujemy autostradami i szybkimi drogami. – Rzadko się zdarza, że podróżujemy w tak szybkim tempie. Powiedziałbym nawet, że przez pośpiech jaki nam towarzyszył raczej był to wyjazd sportowy niż turystyczny- śmieje się Wojtek „Wojtas” Marchelak. – Osobiście bardziej przyzwyczajony jestem do zwiedzania po drodze i wyjazdów typowo turystycznych, ale taka forma też ma swój urok. Szukając możliwości na dłuższy wyjazd, moglibyśmy trochę poczekać, dlatego nie warto marnować czasu na zastanawianie się, tylko spakować motocykl i wyruszyć w trasę.

Dobry motocykl i bielizna na zmianę

Podobnie, jak nie było czasu na zatrzymywanie się po drodze, tak i przygotowania do wyjazdu raczej wiele czasu nie zabrały.  Mariusz i Wojtek w trasę wybrali się na motocyklach Honda Varadero.
– Przyznam, że na co dzień jeżdżę zupełnie innym motocyklem, Hondę kupiłem dosłownie tydzień przed wyjazdem. Oba motocykle spisały się świetnie, są to idealne maszyny na takie wyprawy- przyznaje Mariusz. – A same przygotowania trwały jeden dzień- dodaje Wojtek.- I to jest chyba najfajniejsze w takim spontanicznym wypadzie. Wystarczy kilka rzeczy, najważniejsza jest bielizna, bo większość czasu i tak spędza się w ciuchach motocyklowych i odważna decyzja. Mario zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie pojechałbym z nim do Turcji. Powiedziałem: okej! I pojechaliśmy.

Wyobrażenia kontra wrażenia

Oczywiście wyjeżdżając do nowych miejsc mamy jakieś wyobrażenie na ich temat. Zazwyczaj na miejscu dochodzi do zderzenia wizji z rzeczywistością.  -Trzynaście krajów, które przejechaliśmy daje do myślenia. Po powrocie do Polski stwierdziłem, że żyjemy w bardzo pięknym kraju, którego w żadnym wypadku nie chciałbym zmieniać. Trudno mówić o pozytywnych reakcjach, raczej były to zaskakujące wrażenia, chwilami nawet dochodzące do uczucia przerażenia.  Samą jazdę motocyklem po Istambule można by porównać do „rosyjskiej ruletki”. Kiedy zastanawialiśmy się dlaczego na drogach Istambułu praktycznie nie ma motocyklistów, wniosek był jeden- po prostu mają małe szanse by przeżyć taką jazdę. Nam na szczęście się udało. Znacznie więcej przyjemności dostarczyła nam sama trasa, malownicze widoki, całe spektrum odczuć - opowiada Mariusz Górski. - Większość trasy pokonaliśmy bez problemów, dopiero wyjeżdżając z Turcji spotkała mnie niemiła sytuacja. Zostałem zatrzymany na tureckiej granicy, już po odprawie zostałem cofnięty do kontroli. Całe zamieszanie trwało blisko dwie godziny, a sama kontrola była bardzo szczegółowa – zaglądano mi nawet do kieszeni, kazano rozpakować bagaż, prześwietlano motocykl, sprawdzano poszczególne części. Sama kontrola nie była dużym zaskoczeniem, bo jest to miejsce przemytu różnych rzeczy, ale chaos jaki tam panuje może już budzić niepokój. Nikt nic nie wiedział, nie było jak zaczerpnąć informacji, po jednej kontroli byłem odsyłany do kolejnego iluzorycznego urzędnika. Całe szczęcie udało się opuścić Turcje bez większych problemów- wspomina Wojtek.

Oczywiście podczas wyprawy zdarzyły się i pozytywne momenty. –Takim bardzo miłym akcentem było ostatnie tankowanie w Turcji. Do każdego z nas podszedł operator, panowie tankują nam motocykle i przekazują, że szef zaprasza nas na herbatę. W ten sposób mieliśmy okazję napić się prawdziwej tureckiej herbaty poczęstowani przez człowieka, którego miejscowi żegnali pocałunkiem w pierścień.  

Na koniec dla wszystkich, którzy chcieliby wyruszyć w podobną podróż kilka rad od doświadczonych kolegów. – Najważniejsze to wytyczenie sobie dobrej trasy, dobrze przygotowany motocykl i w miarę skondensowany bagaż. Jeżeli dojdzie do jakiś niedociągnięć w którymś z tych zakresów zawsze można sobie poradzić. Gorzej byłoby bez dobrego, sprawdzonego kompana, który w chwilach zmęczenia i zwątpienia potrafi wspierać- zaznaczają.

Żaneta Lipińska-Patalon

 



środa, 05 października 2011

Najnowsza oferta samochodów osobowych i dostawczych, gadżety motoryzacyjne, usługi skierowane do kierowców, a  to wszystko pod jednym dachem Targów Toruńskich. Już w najbliższy weekend kolejna odsłona toruńskich targów motoryzacyjnych „Moto-Tor”.

Nie tylko prezentacja najnowszej oferty, ale i niespodzianki branżowe. Czym zaskoczy nas kolejna edycja „Moto-Tor”? Zapytaliśmy Piotra Kempińskiego, dyrektora ds. targów i kierownika Centrum Targowego „Park”. - W tym roku przede wszystkim dużo nowości. Dilerzy zapowiadają także masę niespodzianek, nie byłoby jednak zaskoczenia gdybyśmy zdradzili co to będzie- zaznacza Kempiński.- Uchylę jedynie rąbka tajemnicy mówiąc, że na stanowisku Citroena ma pojawić się sławny żużlowiec, Rayan Sullivan. Podczas niedzielnego dnia targów będzie można porozmawiać z nim o kulisach speedwaya, motoryzacji, czy po prostu zdobyć autograf.

Fot. Marcin Łaukajtys

Dilerzy kuszą nowościami

Największy atut targów to możliwość zapoznania się i porównania  oferty wielu marek w jednym miejscu. Kolejna edycja toruńskich targów motoryzacyjnych dostarczy emocji szczególnie fanom czterech kółek, osobom zainteresowanym najnowszymi rozwiązaniami, poszukującym komfortu i jakości w odpowiedniej cenie, a także tym którzy gonią za nowinkami. Wybierać i patrzeć będzie na co. – Swój udział zapowiedzieli tacy dilerzy, jak Toyota, Mazda, Dacia, Citroen, Nissan, Suzuki , Renault , KIA, Fiat, czy Subaru – wylicza komisarz targów, Paweł Starczewski. – To co z pewności przyciągnie uwagę odwiedzających to nowości. Tu warto wspomnieć nowy crossover Nissana – Juke, czy premierowy Renault Latutide. Swoją ofertę zaprezentują także przedstawiciele marek włoskich. Na stoisku Fiata zobaczymy nowy model Freemont, a Alfa Romeo pochwali się m.in. hitem ostatniego roku – Giulettą.  Ci którzy szukają prawdziwie sportowych emocji znajdą je zaglądając na stoiska Subaru i Mazdy. Podczas targów nie zabraknie oferty samochodów dostawczych, zaprezentują ją m.in. Fiat, Iveco i Renault.

Nie tylko wersje seryjne

Poza autami seryjnymi nie zabraknie akcentów ze świata tuningu. W zakresie car-audio wrażeń dostarczy dystrybutor sprzętu Peiying. – To będzie nie lada gratka dla miłośników sprzętu samochodowego. Firma swoje możliwości zaprezentuje na bazie Nissana 350Z,  a widzowie programu „Operacja Tuning" znanego z anteny TVN Turbo na pewno rozpoznają to auto, ponieważ aż trzykrotnie było one bohaterem kolejnych odcinków. Na naszej imprezie będzie można zobaczyć je na żywo- zapowiada Paweł Starczewski.

Oczywiście na hali wystawienniczej będzie można zapoznać się także z najnowszymi gadżetami motoryzacyjnymi, kosmetykami samochodowymi. Na targowych stanowiskach znajdą się również firmy proponujące części i akcesoria.

Żaneta Lipińska-Patalon

Targi motoryzacyjne "Moto-Tor"
8 i 9 października 2011
Wstęp: 2 złote
Centrum Targowe Park
Ul. Szosa Bydgoska 3, Toruń
www.targitorunskie.pl

sobota, 24 września 2011
piątek, 16 września 2011
środa, 07 września 2011

Kiedyś mówiło się, że kobiety samochód wybierają po kolorze. Dziś panie to bardzo wymagający klienci.
- Kolor oczywiście jest ważny, ale również panowie mają swoje gusta w tej kwestii. Warto jednak pamiętać, że dziś zazwyczaj kobiety kupują kolejny samochód w swoim życiu i są wymagającymi klientami. Co więcej, kobiety coraz częściej dokonują jazd próbnych, testują, pytają, porównują- zdradza   Robert Grzanka, dyrektor zarządzający salonu Yama, autoryzowanego dealera marki Nissan.

fot. Marcin Łaukajtys

Mały, idealny do miasta
Cały czas największą popularnością wśród pań cieszą się niewielkie miejskie samchody. Decyzja o takim zakupie jest dobrze przemyślana. Taki samochód idealnie sprawuje się podczas jazdy miejskiej, z łatwością zaparkujemy go na niewielkiej powierzchni, a w portfelu zostanie trochę grosza na drobne przyjemności, bo są to auta, które mają bardzo niskie spalanie. - Nissan Micra to samochód o walorach typowo miejskich- mówi Robert Grzanka. -Takie walory, jak bardzo niskie zużycie paliwa nieprzekraczające  pięciu litrów, zwrotność auta z wiodącymi wynikami w klasie i niespotykane w tak niskiej cenie wyposażenie: klimatyzacja, elektryczne  szyby, centralny zamek, wspomaganie kierownicy, układ ABS i ASP, to atuty które doceniają nie tylko kobiety.

...mały nie zawsze wystarcza
Oczywiście nie każda kobieta wybiera auto miejskie. Są panie, którą wolą zdecydowane gabaryty i wyrafinowane kształty. Takie klientki wcale nie należą do rzadkości. - Generalnie panie najczęściej interesują się samochodami o niewielkich gabarytach, bądź samochodami, które posiadają nietuzinkowy wygląd i tu bardzo dużą popularnością cieszy się Nissan Juke, samochód o awangardowej linii nadwozia, jednocześnie niezbyt duży, bardzo łatwo się prowadzi. Ale nie oznacza to wcale, że panie nie interesują się większymi samochodami, tu często wybór pada na Quashquai-a auto o większych gabarytach, ale jednocześnie bardzo zwrotne i kompaktowe- siedzimy nieco wyżej, mamy lepszą widoczność, bardzo łatwo można dostosować go do kierowcy.

Żaneta Lipińska-Patalon



piątek, 26 sierpnia 2011

Stary poczciwy Fiat 126p, jeszcze nie dawno traktowany jako przeżytek, dziś już raczej żywa legenda. Prawie sto sześćdziesiąt  ekip z całego kraju przyjechało maluchami do Torunia w zeszły weekend.

Ile nie dojechało tego nie wiemy! A tak na prawdę ich właściciele nawijają nimi tysiące kilometrów bez większych przygód. – Jeżeli się nie dba o samochód, niezależnie od marki, czy rocznika możemy zostać zaskoczeni nieprzewidzianą awarią. My chyba, aż za nadto przykładamy wagę do stanu naszych samochodów, dlatego po prostu się nie psują- zaznacza Marcin, jeden z uczestników zlotu.
–Do Torunia przyjechały ekipy  z całego kraju- Gdańska, Rzeszowa, czy Krakowa. Samochody oryginalne, ale także ciekawe okazy i przeróbki. Było na co popatrzeć, jak nie z ciekawości to z sentymentu. Osobiście Fiata 126p kupiłem dawno. To miał być mój pierwszy samochód, który miał nauczyć mnie szacunku do innych użytkowników drogi i pokory. Dziś jeżdżę nim po całej Europie. Nie z powodu, że nie mam innego auta, to już pasja. To wyzwanie-mówi kolejny fan „malucha”, Arek.

Fot. Mateusz Patalon

Stary, poczciwy Fiat 126p
Dla wielu był to pierwszy samochód rodzinny, choć niewielkich gabarytów, pomieścić potrafił wiele. Mały żółty, czerwony, albo biały poruszający się z zawrotnymi prędkościami do 80 km na godzinę. Jedenaście lat temu, dokładnie 22 września  zjechał ostatni z produkowach od 1973 roku w Polsce samochodów z pod szyldu 126p. Ale nie oznacza to że dziś nie ma on swoich miłośników, można pokusić się nawet o stwierdzenie, że retro również w motoryzacji jest na topie. I tak jak kiedyś „maluch” kojarzony był z koniecznością, a nie spełnieniem marzeń, tak dziś jest zupełnie odwrotnie.


Fot. Mateusz Patalon

Do ołtarza…też maluchem
Jeszcze nie dawno taki samochód można było kupić za kilkaset złotych. Dziś  ich ceny idą w górę, a sympatycy „maluchów” potrafią w nie włożyć sumy kilkukrotnie przekraczające ich wartość. To właściwe fenomen tego pojazdu sprowadził do Torunia tłumy posiadaczy tych niewielkich pojazdów rodem z PRL-u. Odbyły się próby mocy, pokazy klasyków i samochodów przerabianych. Podczas zlotu miejsce miał nawet ślub pary sympatyków „malucha”, młoda para do urzędu stanu cywilnego podjechała Małym Fiatem w wersji cabrio. Jak zaznaczali uczestnicy jest to samochód niezawodny i na każdą okazję. A my mamy nadzieję, że wszyscy zlotowicze bez większych przygód wrócili do swoich domów na kołach.

Żaneta Lipińska-Patalon


Fot. Mateusz Patalon

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Fotorelacja Marcina Łaukajtysa ze zlotu BMW, jest na co popatrzeć. Enjoy!

piątek, 19 sierpnia 2011

Pokazy mocy, drift-taxi, hamownia, symulator dachowania i niepowtarzalny klimat towarzyszący toruńskim imprezom. Już w najbliższą sobotę kolejny zlot fanów marki BMW.
 
Atrakcji jak co roku niezabranie. Ale nie tylko o nie chodzi, zlot BMW to przede wszystkim atmosfera.- Każdy kto był na naszej imprezie, wie doskonale że panuje tam niepowtarzalny klimat- zaznacza Przemysław Stanikowski, prezes BMW M-Power Clubu. –Zlot to  prawdziwie sportowe emocje, możliwość zawieszenia oka na pięknych autach, no i BMW marka, która potrafi połączyć rzeszę ludzi z różnych zakątków kraju. Nasze zloty to dobrze znana marka, sympatycy BMW przyjeżdżają do Torunia już od czternastu lat, to chyba najlepsza rekomendacja zlotu.

fot. Marcin Łaukajtys

Wielki motoryzacyjny piknik z BM-kami w roli głównej już w najbliższą niedzielę. Bramy zlotowe otworzą się przed gośćmi około 9.30 na terenie Moto-Parku.  Niespodzianek, jakie przygotowano dla zlotowiczy i odwiedzających imprezę będzie mnóstwo. Emocji  dostarczyć ma pokaz driftu w wykonaniu przedstawicielki płci pięknej, zaprezentuje się  licencjonowana zawodniczka tej dyscypliny- Karolina Pilarczyk (z którą rozmawiamy na str. 9 tego numeru). Ten niezwykły show już o 10.30. Odważni będą mieli okazję wsiąść do BMW drifter erki i sprawdzić na własnej skórze na czym polega ta dyscyplina, wszystko za sprawą  obowiązkowego na zlotach drift- taxi. Niezabranie też innych stałych punktów programu. – Tradycyjnie będą pokazy mocy, czyli konkurencja zwana potocznie paleniem gumy, tu sprawdzą się zarówno nie przerabiane samochody, jak i  auta do tego przystosowane. Na torze reallycrossowym odbędzie się wyścig o puchar naszego klubu, wybierzemy auto zlotu, najstarszy pojazd, najniższe auto zlotu oraz auto najefektowniej nagłośnione auto, nagrodzimy też zlotowicza, który przyjechał do Grodu Kopernika z najdalszego miejsca- zdradza Przemek Stanikowski.
Wybrani zostaną także miss i  mister zlotu, wieczorem odbędzie się pokaz pod tytułe „sexi myjnia”, a później sceną zawładnie muzyka.

XIV Ogólnopolski Zlot BMW

Sobota, 20 sierpnia 2011, Moto-park,  ul. Bielańska 65

Wstęp:
Osoba dorosła - 7 zł.
Kierowca, samochód - 80zł
Motocykl - 50 zł.
Auto + przyczepa (laweta, kemping) - 100zł 



środa, 17 sierpnia 2011

Rozmowa z
Karoliną Pilarczyk
licencjonowaną uczestniczką zawodów driftingowych



Może to nieco przewidywalne, ale nie wypada pominąć pytania jak zaczęła się Twoja motoryzacyjna przygoda i dlaczego padło akurat na drift?
- Rozumiem, że mamy dużo czasu? (śmiech). A tak naprawdę jest to bardzo trudne pytanie. Była to pasja, która pojawiła się nagle. Nie mam nikogo w rodzinie, kto zajmowałby się samochodami. Pierwszy raz do auta wsiadłam kiedy miała kilka lat i od razu mi się spodobało, kiedy miałam trzynaście jeździłam już całkiem dobrze, a jak skończyłam już siedemnaście lat i zrobiłam prawo jazdy stwierdziłam, że chcę być w tym naprawdę dobra. No i się zaczęło. Pierwsze poważne zetknięcie się ze sportami motorowymi to Konkursowa Jazda Samochodowa (ksj). Dosyć długo zastanawiałam jak się do tego przygotować, jaki samochód kupić. Padło na Tavrię, której dosyć szybko się pozbyłam, następny był Lanos którego już przerobiłam pod kjs’y. Podczas startów miałam całkiem niezłe wyniki, jedyny problem i za to gonił mnie zawsze mój pilot, polegał na tym że zaciągałam ręczny i uwielbiałam się ślizgać. Uważałam, że jest to najlepsza zabawa podczas całego rajdu, niestety przez to traci się cały impet i czas przejazdu. Nagle okazało się, że to czego nie powinnam robić do tej pory jest odrębną dyscypliną sportową. To było w 2004 roku. Wtedy po raz pierwszy podczas zawodów organizowanych przez Stowarzyszenie Sprintu Samochodowego zobaczyłam pokaz driftu w wykonaniu Macieja Polodego. Wtedy wiedziałam już, że jest to dyscyplinarna, którą chce uprawiać. Dosyć szybko nabyłam BMW 328, niestety nie było mnie wtedy stać żeby od razu przygotować je do driftu. Jakieś dwa, trzy lata przewegetowałam, myśląc jak się do tego zabrać. Tak naprawdę w 2008 roku udało mi się zbudować moje pierwsze auto do driftu i rozpocząć na poważnie moją przygodę z driftingiem. 


I okazało się, że kobieta z powodzeniem może odnaleźć się w męskim gronie zawodników i w cale nie musi od nich odstawać…
- To prawda, predyspozycje kobiet, czy mężczyzn nie mają tutaj znaczenia. Uważam, że kobiety z prawdopodobnie świetnie b sobie w drifcie poradziły. Wbrew pozorom jest to bardzo bezpieczna dyscyplina. Zazwyczaj ćwiczenia, czy już same zawody odbywają się na torach, czy lotniskach, w miejscach gdzie nie ma przeszkód, które stwarzają opory psychiczne przed dużym rozpędzeniem auta. Na pewno kobiety są bardziej zachowawcze i ostrożna i w przypadku rajdów samochodowych, kiedy zbliżają się z dużym impetem do drzewa zachowują się inaczej niż mężczyzna, tracąc jednocześnie czas i zajmując gorsze miejsca. Jeżeli chodzi o drift ten element nam odpada. Natomiast rzeczą na plus dla kobiet jest opanowanie, którego drift wymaga. Wbrew pozorom kiedy patrzymy z boku na pokazy driftu, wygląda to inaczej, ale w rzeczywistości agresja za kierownicą może tylko zgubić, kobiety na pewno podeszłyby do tego delikatniej i z opanowaniem, co miałoby oczywiście wpływ na efekty. Dlatego żałuję, że tak mało jest kobiet w tej dyscyplinie. Mam nadzieję, że będzie się to zmieniało, szczególnie dlatego że panowie bardzo pozytywnie podchodzą do kobiet za kierownicą, chętnie przyjmują do swojego grona i wspierają. Nie ma jakiejś chorej rywalizacji, konkurencji.


Jazda wyczynowa, ćwiczenia na torze czy to wszystko można traktować w  kategoriach zabawy, czy przydaje się również podczas codziennej jazdy samochodem?
-Oczywiście! Zdecydowanie umiejętności, które ćwiczymy podczas jazdy w drifcie przydają się na ulicy, szczególnie podczas sytuacji niekontrolowanych, nieprzewidzianych. Chociażby zimą jeżdżę normalną prędkością, ponieważ nie boję się poślizgu i potrafię z niego auto wyprowadzić. W przypadku nieprzewidzianych sytuacji na drodze człowiek nie myśli, to się dzieje tak szybko że nie mamy zwyczajnie na to czasu, wyłącza się mózg, a włącza tak zwana pamięć mięśniowa, jeżeli ją mamy wyrobioną, takie odruchy zdecydowanie przydają się nam na drodze.


Wróćmy jeszcze do samochodu. Czy cały czas jesteś wierna marce BMW?
- Tak cały czas jeżdżę BMW i myślę że przy tej marce pozostanę. W BMW jestem zakochana, nie tylko jest to piękny samochód, ale także bardzo dobrze rozwiązany jeżeli chodzi o aspekty techniczne. Obecnie jeżdżę BMW M3  E 36, samochód z silnikiem 3.2  w serii, co powoduje że już oryginalnie była to bardzo mocna jednostka. Dzięki temu na początku nie musiałam zmieniać hamulców, czy zawieszenia bo były bardzo mocne. Powoli oczywiście myślę nad zmianą samochodu i zbudowaniem czegoś nowego, może nie będzie to E 36, ale na pewno będzie to BMW.


W sobotę w Toruniu XIV Ogólnopolski Zlot BMW, również z Twoim udziałem. Czego możemy się spodziewać?
- Na pewno świetnej zabawy! Będziemy wraz z kolegami pokazywać jak fajnie można się bawić tym sportem, ale będzie także okazja spróbować driftu na własnej skórze, może na siedzeniu pasażera, ale też jest to duża atrakcja, a mowa oczywiście o drift-taxi.


Rozm. Żaneta  Lipińska-Patalon

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
Tagi