środa, 01 sierpnia 2012

W Toruniu powstał tor kartingowy. To pierwszy obiekt tego typu, co więcej jego możliwości pozwalają nie tylko na jazdę gokartami, ale także motocyklami, czy quadami.


Jazda na torze to przede wszystkim bezpieczeństwo, ci którzy do tej pory narzekali, że w Toruniu nie ma gdzie się wyszaleć, albo poćwiczyć technikę jazdy, teraz mają pole do popisu. Na tor można przyjechać własnym sprzętem, ale clou przedsięwzięcia to właśnie karting, a dyscyplina, która wciąż zdobywa coraz większą rzeszę fanów jest już dostępna w naszym mieście. Co więcej do dyspozycji mamy w pełni profesjonalny obiekt. -Wydaje mi się, że jesteśmy drugim torem asfaltowym z licencją wyścigową w kraju, który  jest udostępniony dla każdego - zaznacza Bartosz Cłapiński, zarządcza Racing Areny Toruń. - Nasz tor ma długość kilometra i trzydziestu siedmiu metrów, jego szerokość to blisko dziesięć metrów, a na prostej startowej dwanaście. Obiekt posiada raczej charakterystykę techniczną niż szybką, przy jeździe rekreacyjnej jest to bardzo bezpieczny tor, dodatkowo zabezpieczony bandami z opon- tłumaczy zarządcza.


Toruński tor to w pełni profesjonalny obiekt z licencją wyścigową. Ścigać można się na wypożyczonym lub własnym gokarcie, ale także na swoim motocyklu, bądź quadzie. Na zdjeciu Piotr Kalkowski i Bartosz Cłapiński. Fot. Mateusz Adamski.

 

 Zabawa, ale nie na żarty
Wiele osób, które zaczyna swoją przygodę z kartingiem, traktuje go w połowie jako wyzwanie sportowe, a trochę jako zabawę. Każdy kto z toru zjeżdża wie dobrze, że nie jest to takie proste. - Charakterystyką kartingu, jak i większości innych wyścigów jest to, że do ich uprawiania potrzebna jest ogólna kondycja. Podczas jazdy występują dość duże przeciążenia, szczególnie mocno obciążone są ręce. Obserwując z boku może wydawać się, że nie jest to zbyt szybka i wymagająca jazda, ale gokarty mają dość nisko położony środek ciężkości, są dość lekkie, a ich moc i charakterystyka opon sprawiają, że można dość sporymi prędkościami pokonywać zakręty i głównie to powoduje wpomiane przeciążenia- wyjaśnia Bartosz Cłapiński.
Wypożyczalnia sprzętu dysponuje maszynami dostosowanymi do różnych potrzeb. Gokarty z przeznaczeniem do jazdy dla dorosłych użytkowników to pojazdy o pojemności 390 cc i mocy 13 KM. Z pomiarów prowadzonych na obiekcie wynika, że średnie prędkości uzyskiwane przez jeżdżących to pięćdziesiąt cztery-pięćdziesiąt osiem kilometrów na godzinę. Górne granice uzyskiwanych prędkości to około siedemdziesiąt pięć do osiemdziesięciu kilometrów na godzinę.


Mierzą czas i biją rekordy
Plusem toruńskiego toru jest pomiar czasu przejazdu. Każdy gokart ma podpięty transponder, przejeżdżając przez pętle pomiaru czasu, sygnał jest wysyłany automatycznie do dekodera. Korzystający z obiektu mają dwie możliwości logowania się do specjalnego systemu, za pośrednictwem facebooka, bądź bez jego udziału. Bezpośrednio po wyścigu na podany adres e-mail otrzymamy swoje czasy lub automatycznie możemy udostępnić najlepszy czas i zajęte miejsce na tablicy portalu. Aplikacja pozwala na dostęp do całej historii naszych przejazdów.
Wraz z torem kartingowym do naszego miasta wraca możliwość organizowania zawodów w tej dyscyplinie. Pierwsze odbyły się w kwietniu, ale w planach są kolejne przedsięwzięcia tego typu.
Racing Arena Toruń powstała obok żużlowej „Motoareny” przy ul. Perra Jonsona. Dziesięć minut wypożyczonym gokartem kosztuje trzydzieści sześć złotych, jazda własnym sprzętem- motocyklem (tor szczególnie sprzyja do jazdy sprzętem klasy supermoto), gokartem, czy quadem to trzydzieści złotych za godzinę. Tor można też wynająć na wyłączność.

Żaneta Lipińska-Patalon

poniedziałek, 16 lipca 2012

Ach.. co to był za weekend, co za emocje! Raz w roku tak się zdarza, że w naszej ojczyźnie, w naszym regionie, w Bydgoszczy odbywa się wielkie święto. Mimo, że jest to konkurs nie widać rywalizacji bo wszyscy uczestnicy to jedna rodzina, a mistrz jest jeden- $13 i chyba zaczynamy się do tego przyzwyczajać.

 

Rafał Pasierbek (Stunter 13) to niepodważalny fawory bydgoskich zawodów World Stunt Grand Prix, ale nie tylko bo dobra passa Pasierbka trwa od jakiegoś czasu. Patrząc na to co robi osobiście gratuluję i trzymam kciuki za kolejne sukcesy. Dziwne byłoby gdyby jego zacięcia i umiejętności nie docenili także sędziowie zawodów, bo sam $13 jest inspiracją dla kolegów z branży, triki które prezentuje na zawodach po roku próbują podjąć inni stunterzy.

 

Trochę żal Huberta „Raptownego” Dylona. Dla mnie to prawdziwy prekursor stuntu w naszym kraju, na filmikach z jego udziałem pewnie uczyła się połowa młodego stunterskiego pokolenia. No właśnie czemu więc żal? Nie dane było mu powalczyć w tegorocznych zawodach, podczas kwalifikacji złamał ramę w swoim stunt-sprzęcie i zdecydował się jedynie na pokazy dla publiczności.

 

Na piątej edycji World Stunt Grand Prix w Bydgoszczy wystartowało prawie siedemdziesięciu zawodników z blisko dwudziestu krajów. Na widowni oczywiście tłumy- trochę przelotnie popadało, co oczywiście nie zraziło ani oglądających, ani startujących. Zresztą dwa lata temu lało przez całe zawody padało i nikt nie narzekał… Co cieszy, a mam nadzieję że nie jest mówione tylko i wyłącznie by przypodobać się gospodarzom- zawodnicy podkreślają, że zawody w Bydgoszczy to najwyższy poziom, najlepsi zawodnicy, organizacja spełniająca światowe normy, co więcej oni po prostu lubią tu przyjeżdżać!

 

Na koniec szacun dla Cygana, czyli Macieja Sudzichowskiego. Za to, że zaryzykował i postawił na dość widowiskową, aczkolwiek niszową sprawę. Co roku organizuje światowe grand prix w  stuntriding-u. GP nie odbywa się w Los Angeles, Londynie, ani w Barcelonie, odbywa się u nas, w Bydgoszczy. I takich ludzi nam potrzeba, ludzi którzy nie zakładają z góry że się nie uda, tylko walczą i realizują swoje marzenia.

Do zobaczenia za rok na szóstym World Stunt Grand Prix w Bydgoszczy, a obszerna relacja z tegorocznego wydarzenia już w najbliższą sobotę w Ostrej Jeździe, oczywiście punktualnie w samo południe. Do usłyszenia!

P.S. Nie próbujcie tego w domu ;-) Pamiętajcie, że stunt to sport i to dość ekstremalny. To przede wszystkim lata treningów w dużym stopniu z zakresu m.in. akrobatyki. Niech nie zmyli Was lekkość z jaką stunterzy wykonują swoje triki- to właśnie doświadczenie. A jak nie możecie powstrzymać swoich żądzy na wodzy pamiętajcie o ochraniaczach, kasku, dobrych butach, rękawicach. Wiem to może oczywiste rzeczy, ale pamiętajcie.

Żaneta Lipińska-Patalon, fot. Wojtek Maliński

czwartek, 21 czerwca 2012

Szukasz miejsca, gdzie warto pojechać? Oni już tam byli i dzielą się wrażeniami.

Głównie swoje podpowiedzi kierują do motocyklistów, nic dziwnego - sami podróżują w ten sposób. Nie znaczy to jednak, że z polecenia ciekawych miejsc nie mogą skorzystać turyści przemieszczający się w inny sposób.
Zaczęło się od pasji. Pasji do zwiedzania i odkrywania wyjątkowych miejsc. Instynkt turysty połączyli z drugim hobby jakim są motocykle. Z tego zestawienia powstała mototurystyka.com platforma wymiany doświadczeń zmotoryzowanych turystów.



Wymieniają doświadczenia
- Stronę mototurystyka.com stworzyliśmy po to, by pokazywać ludziom jak w interesujący sposób można spędzać czas podróżując na dwóch kołach - wyjaśnia Jarek Szczeblewski, jeden z inicjatorów powstania portalu. - Chcemy pokazywać i polecać miejsca, w które warto się wybrać. Chcemy dać możliwość wymiany doświadczeń i tych pozytywnych, jak i negatywnych. Wiele osób jeździ jednośladem, ale nie potrafi zorganizować sobie czasu w taki sposób, by poza samą jazdą wytyczyć sobie cel warty zobaczenie. Nasz kraj to wiele miejsc z ciekawymi zabytkami, czy nietuzinkową przyrodą. Często okazuje się, że nie znamy miejsc w swoim najbliższy otoczeniu. Po to właśnie powstał portal, by inspirować, dawać pomysły i dzielić się wrażeniami.

Pomysł dla całej rodziny
Mototurystyka.com to miejsce,w którym każdy może podzielić się swoją relacją, dodając zdjęcia czy opisując wyprawy. Dzięki temu rośnie baza miejsc, które warto odwiedzić, są to miejsca zarówno te bliższe, jak i dalsze. 
Ekipa moto-turystyki nie tylko przeciera szlaki, ale także pokazuje styl życia jakim jest jazda na motocyklu. Zachęca do bezpiecznego podróżowania i pokazuje, że w ten sposób można spędzać czas z całymi rodzinami, również z dziećmi. W rodzinie Szczeblewskich niezmotoryzowana jest jeszcze tylko najmłodsza Natalia, która póki co jeździ jako pasażerka na motocyklu mamy, a druga z sióstr Adrianna dosiadła już własną maszynę, wszakże na razie jest to niewielka 50-tka, ale przecież  to tylko przedsmak jej przygody z motocyklami. Jak sama podkreśla zaraziła się od rodziców, ale tu nie chodzi tylko o sam jednoślad.- Przede wszystkim cieszę się, że spędzamy bardzo dużo czasu całą rodziną. Dużo zwiedzamy i świetnie się bawimy.  Najważniejsze to znaleźć coś co połączy rodzinę i da im wspólny pomysł na spędzanie wolnego czasu, akurat dla nas są to motocykle.

Podróże małe i duże
Mimo, że dalekie podróże na motocyklu wiążą się także z niedogodnościami  miłośnicy takich wypraw nigdy nie zamieniliby się na „wygodniejszy” sposób. To po prostu nie to samo. - Na co dzień wystarczająco dużo podróżuję samochodem, może dlatego w wolnym czasie stawiam na motocykl - podkreśla Wojtek Marchelak. - Z motocykla zupełnie inaczej dostrzega się świat. Ludzie podchodzą do motocyklistów bardzo pozytywnie.  A opinie, że ludzie w Europie reagują na motocyklistów jak na wariatów i szaleńców to mit. Na motocyklu można też znacznie więcej zobaczyć, poczuć zapachy, powietrze. Widzi się dużo więcej i przeżywa się dużo więcej. Sama podróż wcale nie musi być długa, najważniejsze by okolice, w które się wybieramy były ciekawe. W Polsce też jest wiele miejsc, które warto odwiedzić i sam często do nich wracam, są to na przykład Mazury. Fakt na tych terenach większość dróg jest wąska i trzeba bardzo ostrożnie jeździć, ale tereny są piękne. Nie trzeba wcale zjeździć tysięcy kilometrów, żeby zobaczyć coś ciekawego.
Ale oczywiście można, dla Wojtka póki co największe wyprawy, w których uczestniczył to wyjazd na Krym i do Turcji, w Europie pozostała mu tylko do odwiedzenia Portugalia i Hiszpania.
 
 
Żaneta Lipińska-Patalon

wtorek, 19 czerwca 2012

Adrenalina, moc, ryzyko. W roli głównej samochody, motocykle, quady, akrobatyka, parkour, ogień i pirotechnika. Te wszystkie emocje już w najbliższą sobotę w Toruniu.


Półtorej godziny z motoryzacją w roli głównej, show gdzie człowiek przezwyciężą swój strach i słabości, szaleństwo kontrolowane, to wszystko w Toruniu podczas widowiska kaskaderskiego. Już za kilka dni będziemy mieli mieli okazję przeżyć niezwykłe show z udziałem czeskich kaskaderów. - Fundamentem projektu „Streets Owners” jest połączenie pasji i profesjonalizmu. Stworzenie dynamicznego widowiska pozwalającego bezpiecznie doświadczać niecodziennych emocji i wrażeń. Show, którego podmiotem jest unikalna sztuka ulicy, sztuka, która nie toleruje iluzji i półśrodków. Dlatego zagramy bez udawania, bez kompromisów, bez litości dla sprzętu, na full mocy! - zapowiada organizatorzy imprezy.  -Decydując się na realizację przedsięwzięcia do współpracy zaprosiliśmy najlepszych specjalistów z danej dziedziny. Pomimo, że cały projekt utrzymany jest w konwencji widowiska artystycznego główny nacisk kładziemy na zachowanie autentyczności odtwarzanych sytuacji, a zwłaszcza związanych z nimi emocji.


Konwencja tego motoryzacyjnego show nawiązuje do autorodeo, czyli widowiska gdzie zamist lassa i zwierzęcia możemy zobaczyć ujarzmianie mechanicznych potworów. Widowisko „Streets owners” to zbiór doświadczeń, które zostały nabyte na planach filmów akcji. To tam swoje umiejętności szlifowali kaskaderzy, a teraz swoje akrobacje prezentują przed publicznością. - Będziemy gościć elitarną grupę zawodowców z Paroubek Studio Praha- zapowiada organizator wydarzenia KrzysztofMadaliński. - To zawodowcy. Pokażą między innymi jak można w ekstremalny sposób wykorzystać samochód, ale jednocześnie robić  to w sposób bezpieczny, na torze. Będzie dużo jazdy na dwóch kołach, pokażemy jak ustanawia się rekordy w skokach odległościowych nad dachami samochodów wpisywane do Księgi Rekordów Guinessa. Glównie bazejemy na BMW, zresztą do Torunia przyjeżdżamy na zaproszenie  BMW M-Power Clubu.

Streets Owners, 23 czerwca 2012, Motoarena, Toruń, start godz. 15.00
bilety 30 zł, dzieci do 12 lat 20 zł, do 3 lat wstęp wolny

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Motocykl to nie tylko sprawne przemieszczanie się przez miasto, adrenalina, czy sport. Żądnym przygód polecamy wakacje na dwóch kołach.

Dla kreatywnych motocykl może stać się narzędziem, dzięki któremu dotrze w najdalsze krańce świata, pozna ciekawych ludzi i ich kulturę, a także historię danego regionu. Motocykl daje nie tylko niezależność i swobodę zwiedzania, łączy też ludzi i mobilizuje do wspólnego odkrywania ciekawych miejsc.

Alina i Mikołaj podczas ostatniego etapu rajdu szlakiem generała Andersa.

Przykładem podróżnika-motocyklisty jest Mikołaj Kondratowicz, jeden z uczestników Rajdu Szlakiem Generała Andersa. Torunianin właśnie wrócił z ostatniego etapu wyprawy, która łącznie liczyła ponad trzydzieści tysięcy kilometrów. Ostatni etap po zaliczeniu chociażby takich miejsc, jak Kazachstan, Azerbejdżan, Uzbekistan, Kirgistan, Turcja, Syria i Jordania to Włochy. - Cały rajd opierał się o idee oddania hołdu żołnierzom poległym w bitwie o Monte Casino, stąd finał naszej wyprawy - Włochy , gdzie na Monte Casino uczestniczyliśmy we mszy św. w rocznicę bitwy - tłumaczy Mikołaj Kondratowicz.

Organizacja to prawdziwa sztuka
Wyjazd na motocyklu to znacznie więcej przygotowań niż standardowa wycieczka samochodem. Przed starem trzeba zadbać o wszystkie niezbędne akcesoria i bagaże, jednocześnie ograniczając „balast” do minimum, gdyż może on powodować dyskomfort dla pasażera. - Wyprawę motocyklową wyróżnia na pewno to, że musimy zadbać o cały osprzęt motocyklowy. Zadbać by kombinezon był dostosowany do warunków atmosferycznych, by nie zaskoczył nas deszcz, czy upał. Odpowiednio zabezpieczyć trzeba także bagaże, nie można zapominać o eksploatacji motocykla. Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność, na przykład podczas ostatniego etapu rajdu zwykle słoneczne Włochy zaskoczyły nas deszczową pogodą. Trzeba po prostu zadbać, by niezależne od nas czynniki nie popsuły nam wyjazdu - radzi Mikołaj. - Druga sprawa to przygotowanie trasy. O ile jadąc samemu można pozwolić sobie na większą spontaniczność, to kiedy mamy do czynienia z większą wyprawą każdy szczegół musi być dopięty na ostatni guzik. Dużo wcześniej planujemy trasę, noclegi, punkty, w których będziemy się zatrzymywać. Włoski etap rajdu z którego właśnie wróciliśmy był jednocześnie skrupulatnie przemyślany, a z drugiej strony zawierał elementy zaskoczenia. Trasę uczestnicy otrzymywali codziennie rano, znając tylko fragment przewidziany na konkretny dzień. Uczestnicy zostali podzieleni na dwie ekipy- dostosowując prędkości do rodzaju motocykli, oddzielnie jechały ktm-y i choppery, tak żeby nikt nie odczuwał dyskomfortu z jazdy i żebyśmy wszyscy dojechali szczęśliwie do celu.

Satysfakcja u celu

A kiedy cel już się zdobędzie pozostaje satysfakcja. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia i każda przygoda mobilizuje do kolejnych. - Dla mnie motocykl to przede wszystkim ciekawa forma spędzania wolnego czasu. Z odrobiną wyobraźni można nie tylko zwiedzić wiele ciekawych miejsc, ale także zobaczyć je od zupełnie innej strony. Mam nadzieję, że razem z moją małżonką Aliną zjeździmy w siodle motocykla jeszcze tysiące kilometrów.

A plany zaczynają się już rysować szczegółowiej, w przyszłym roku prawdopodobnie Sybreria.

Żaneta Lipińska-Patalon



poniedziałek, 11 czerwca 2012

Zamiast stawać przed dylematem co zabrać na wakacje, a co dokupić na miejscu, warto zadbać o odpowiedni system bagażników. Dzięki temu na wakacyjnym szlaku niczego nam nie zabraknie.

Wakacje to czas, gdy chcemy czuć się komfortowo. Zamiast przepakowywać kilka razy swoje bagaże, czy upychać na siłę rzeczy warto już wcześniej pomyśleć o odpowiednim dla nas systemie dodatkowych bagażników.

Bagaż ujarzmiony
- Swoje auto możemy doposażyć w bardzo rozbudowane systemy przewożenia, począwszy od bagażników, przez belki, relingi, jeżeli auto ma relingi to belki poprzeczne, do tego uchwyt na rowery, możemy także zamontować hak, jeżeli nasz samochód go nie posiada. Do tego warto zaopatrzyć się w organizery bagażu- przegrody, maty, siatki - wylicza Marcin Żarski, specjalista do spraw części zamiennych i akcesoriów w salonie Nissan Yama w Toruniu. - Wśród kierowców największą popularnością cieszą się boxy dachowe, w których możemy przewozić nawet siedemdziesiąt pięć kilogramów bagażu. To rozwiązanie wydaje się być najbardziej komfortowe.

Postaw na jakość
Nie tylko komfort spakowanych dobrze walizek jest ważny. - Dla kierowców liczy się także swoboda w czasie jazdy. Oczywiście taki bagaż zawsze będzie nam nieco „ciążył”, ale odpowiednio dobrany i zamontowany system będzie zgrany z naszym samochodem - uważa dużo podróżujący Wojciech Kalinowski. - Bardzo ważne jest, by po zainstalowaniu dodatkowego bagażnika dostosować prędkość pojazdu do naszego bagażu. Oczywiście prędkość auta powinna być niższa niż zwykle. Najwięcej wątpliwości klienci mają w przypadku bagażników rowerowych. Jeżeli jedziemy w dłuższą drogę możemy zamontować bagażnik na hak, który zmieści nawet trzy rowery, a opór powietrza jest mniejszy niż w przypadku bagażników rowerowych na dach, które świetnie sprawdzają się przy przewożeniu na przykład jednego roweru. Na pewno możemy być spokojni, że z bagażem nic nam się nie stanie. Wszystkie akcesoria są atestowane i możemy być spokojni, że na miejsce dojedziemy z zawartością - dodaje Marcin Żarski.


Na zdjęciu Nissan Juke z zamontowanym bagażnikiem rowerowym. Fot. Marcin Łaukajtys

Bagażniki i boxy zanim otrzymają atest biorą udział w testach sprawdzających ich wytrzymałość. Na czym to polega? Test  polega na symulowaniu zderzenia z przeszkodą przy danej prędkości. Pod uwagę brana jest również łatwość montażu i bezpieczeństwo mocowania, a także wodoszczelność systemu.- Wybierając bagażnik do swojego auta nie warto oszczędzać, różnice w cenach często nie są duże, a warto dopłacić „parę groszy” i kupić box, który posłuży nam przez wiele lat, nie będzie sprawiał problemów w czasie prowadzenia oraz nie będzie przeciekał- a to jest bardzo ważne w czasie dłużych podróży. Ceny takich systemów są o wiele niższe niż jeszcze kilka lat temu i każdy w rozsądnej cenie powinien znaleźć coś dla siebie. Najważniejsze to sprecyzować swoje potrzeby i określić do czego bagażnika będziemy używać - zaznacza Marcin Wiśniewski, mechanik który prowadzi warsztat w Toruniu.  - Jest to ważne ponieważ jeden sytem może nam posłużyć zimą do przewożenia nart, a latem do spakowania rzeczy na urlop nad morzem.


Żaneta Lipińska-Patalon

Torunianin Hubert Ptaszek zaliczył kolejny dobry występ w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. W zawodach wziął też udział jego tata – Jacek.

Dla niespełna dziewiętnastoletniego zawodnika Automobilklubu Toruńskiego był to już trzeci start w rajdowych mistrzostwach kraju. Do dwóch poprzednich rund czempionatu Hubert Ptaszek bardzo intensywnie się przygotowywał. Przed wymagającym startem w Karkonoszach rajdową pasję trzeba było jednak odłożyć nieco na bok. Powodem była... matura Huberta. Tuż po egzaminach toruński kierowca znów zasiadł w swojej rajdówce, aby powalczyć o kolejne punkty mistrzostw.


Foto: Maciej Niechwiadowicz

Na starcie 27. Rajdu Karkonoskiego w ramach walki o tytuły mistrzów Polski stanęło w sumie 49 załóg. Wśród kierowców znalazło się dwóch torunian -Jacek iHubert Ptaszkowie. Obaj w tegorocznym cyklu RSMP mają zupełnie różne priorytety. Ojciec startuje głównie dla dobrej zabawy. Uzyskiwane czasy i zajmowane miejsca nie mają dla niego większego znaczenia. Przy okazji efektowną, widowiskową jazdą stara się też bawić kibiców. Dla syna starty w debiutanckim sezonie to głównie cenna nauka.

- Dla mnie liczy się przede wszystkim doświadczenie, które powinno dać owoce w przyszłości – mówi Hubert Ptaszek. – Staramy się walczyć o jak najlepsze wyniki, jednak na dzień dzisiejszy są one dla mnie rzeczą zupełnie drugorzędną. Ważne są kolejne pokonane kilometry odcinków specjalnych i możliwość konfrontacji z najlepszymi, do których jeszcze sporo mi brakuje.

Młody torunianin za cel stawia sobie kończenie kolejnych rajdów. W okolicach Jeleniej Góry udało mu się uniknąć poważniejszych kłopotów, które z kolei nie ominęły jego wielu rywali. W gronie pechowców tym razem znalazł się też ojciec nastolatka.
Hubert Ptaszek jak na tegorocznego debiutanta radził sobie naprawdę nieźle. Rozważna, pozbawiona szaleńczego tempa jazda dała mu ostatecznie 18. miejsce w klasyfikacji generalnej trzeciej rundy mistrzostw Polski. W mocno obsadzonej klasie 6. reprezentant Automobilklubu Toruńskiego zajął dobre, szóste miejsce. W markowym Pucharze Forda Fiesty uzyskał czwarty wynik punktowy.

W ramach 27. Rajdu Karkonoskiego odbyła się też druga runda międzynarodowego Pucharu Łużyc (Lausitz Cup 2012). Poza RSMP torunianin rywalizuje także w tym polsko-niemiecko-czeskim cyklu. W tym zestawieniu Hubert Ptaszek zajął wysokie, ósme miejsce w klasyfikacji generalnej. W swojej klasie był trzeci.
Teraz uczestników rajdowych mistrzostw Polski czekają małe wakacje. Kolejną rundą czempionatu będzie sierpniowy Rajd Rzeszowski.

Tomasz Niejadlik/Karo BHZ Racing Team

niedziela, 22 kwietnia 2012

22 kwietnia na toruńskiej Barbarce odbyło się oficjalne rozpoczęcie sezonu motocyklowego połączone z Mszą Św. i poświęceniem motocykli. Blisko dwie setki jednośladów, piękna pogoda i doborowe towarzystwo. To było miłe popołudnie ;-) Teraz tylko jeździć i szczęśliwie wracać. Wydarzenie zorganizowała ekipa mototurystyka.com

A tu krótka relacja foto:

Ja i moja fura ;-)

środa, 04 kwietnia 2012

Już w świąteczny poniedziałek American Chopper z polskim akcentem.Pamiętacie choppera skonstruowanego specjalnie na XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? Wylicytowany za 110 100,00 zł motocykl który wyszedł z warsztatu Paul Jr. Designs i historia jego powstania już za kilka dni na ekranach naszych telewizorów. Tego nie można przegapić!

Discovery Channel 09.04, godz. 16.00.

wtorek, 06 marca 2012

Zarówno, jeżeli wykorzystujesz samochód do celów zarobkowych czy też prywatnych, w razie wypadku możesz wynająć auto zastępcze. Koszty pokryte zostaną z OC sprawcy.  Dotychczas ubezpieczyciele często odmawiali rekompensaty za wynajem, jeśli ubiegała się o nią osoba prywatna. W tej sprawie, tylko w 2011 r., Rzecznik Ubezpieczonych musiał interweniować aż 375 razy. Sytuacja się zmieniła.

Towarzystwa Ubezpieczeniowe muszą zwrócić poszkodowanemu koszty wynajęcia samochodu zastępczego, także w sytuacji, gdy korzystał on ze swojego uszkodzonego auta tylko w celach prywatnych – uznał Sąd Najwyższy. Pieniądze mają pochodzić z OC kierowcy, który spowodował wypadek.  – „Wcześniej zwrot kosztów, za najem pojazdu zastępczego, był najczęściej przyznawany, gdy uszkodzone auto służyło do prowadzenia działalności gospodarczej. Ubezpieczyciele na ogół odmawiali zapłaty za samochód zastępczy, jeśli właściciel wykorzystywał swoje auto prywatnie, np. do dojazdu do pracy, na zakupy, czy wożenie dzieci do szkoły.  Sąd Najwyższy stwierdził, że taki podział poszkodowanych pozbawiony jest jakichkolwiek podstaw prawnych” – komentuje Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Centrum Ubezpieczeń Komunikacyjnych.

Istnieją sytuacje wykluczające możliwość wynajmu auta zastępczego z OC sprawcy. – „Auto nie należy się poszkodowanemu, gdy „sporadycznie” korzystał ze swojego zniszczonego auta bądź też dysponuje drugim samochodem, którym może jeździć, do momentu wypłaty odszkodowania i naprawy uszkodzonego pojazdu” – mówi Kuczwalski.

Od czego jest komunikacja miejska

Ubezpieczyciele najczęściej argumentowali odmowę zapłaty za wynajem auta zastępczego tym, że kierowca, który wykorzystywał swoje zniszczone auto wyłącznie do celów prywatnych, równie dobrze na czas naprawy może korzystać z komunikacji miejskiej. Sąd Najwyższy stwierdził, że towarzystwa nie mogą zmuszać poszkodowanego do jazdy komunikacją publiczną.  - „Obecne uwarunkowania rynkowe i społeczne, sprawiają, że codzienne korzystanie z pojazdu jest koniecznością, która wynika m.in. z wykonywania zawodu, miejsce zamieszkania czy w ogóle racjonalnego wykorzystania czasu. Posiadanie samochodu nie jest już żadnym luksusem, tylko najzwyklejszym standardem cywilizacyjnym ” – stwierdził Maciej Kuczwalski.

Rzecznik skargi liczy

Gdy Towarzystwo Ubezpieczeniowe sprawcy wypadku, nie chce zapłacić za wynajem auta zastępczego, można złożyć skargę do Rzecznika Ubezpieczonych.  Tylko w samym 2011 roku do Rzecznika wpłynęło aż 375 spraw dotyczących refundacji kosztów wynajmu pojazdu zastępczego z OC sprawcy wypadku. Jedne z głównych tematów skarg to m.in. odmowa zapłaty za pojazd zastępczy kierowcom, którzy wykorzystywali zniszczone auto do celów prywatnych oraz zakres refundacji poniesionych kosztów wynajmu, które ustalił ubezpieczyciel. Ostatnia kwestia polega na tym, że

Towarzystwa zwracały koszty wypożyczenia auta zastępczego wyłącznie za tzw. technologiczny czas naprawy, który nie uwzględniał wielu istotnych czynników, takich jak, np. zamówienia i konieczne oczekiwania na niezbędne do naprawy części. Zdaniem Rzecznika Ubezpieczonych zwrot kosztów pojazdu zastępczego należy się za czas rzeczywisty naprawy, czyli za okres, w którym poszkodowany faktycznie w związku z naprawą nie był w stanie używać własnego pojazdu.

Wypożyczyć auto możemy wszędzie

Poszkodowany kierowca może wynająć auto zastępcze w dowolnej wypożyczalni. Ubezpieczyciel nie może wskazać konkretnej firmy, narzucić wysokość stawek wynajmu czy limitów kilometrów, które kierowca może przejechać wynajętym autem. Jedynym warunkiem jest konieczność wyboru samochodu o podobnej klasie, jak ten, który uległ zniszczeniu w wypadku. 

Na rynku coraz więcej firm oferuje wypożyczenie auta zastępczego opłacanego z OC sprawcy. Do wynajmu auta zastępczego firmy wymagają zazwyczaj prawo jazdy kierowcy, a w przypadku osoby prowadzącej działalność gospodarczą, dodatkowo wpisu do ewidencji  lub odpisu z KRS. Sposobów płatności jest kilka. – „Można opłacić za wynajem z góry, a fakturę dostarczyć ubezpieczycielowi. Istnieje także możliwość skorzystania z tzw. wynajmu kredytowego, co umożliwia otrzymanie pojazdu zastępczego bez angażowania własnych pieniędzy. Wtedy, opłatę za najem można uregulować w terminie do 30 dni od jego zakończenia” – mówi Wojciech Gralewski z wypożyczalni AKM.  Jest też propozycja dla wygodnych. Wystarczy podać wypożyczalni numer szkody oraz numer polisy sprawcy i to ona w imieniu poszkodowanego rozliczy się bezpośrednio z firmą ubezpieczeniową.  Ceny za wynajem pojazdu zastępczego wahają się od 50 do 500 zł za dobę, w zależności od klasy auta.



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
Tagi