poniedziałek, 20 lutego 2012

Rajd Lotos Baltic Cup obfitował w wiele nagłych zwrotów akcji. Dla debiutującego w czempionacie Huberta Ptaszka zakończył się ostatecznie happy endem.

Uczestnikom pierwszej rundy Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski przyszło ścigać się w iście ekstremalnych warunkach. - Śniegu była masa, zwłaszcza w sobotę. W niektórych miejscach bandy przekraczały wysokość samochodu – opowiada Hubert Ptaszek.

Jednakże to nie zaśnieżone pobocza były największym zmartwieniem dla załóg uczestniczących w inauguracji RSMP 2012. Nawierzchnia tras pokryta była w wielu miejscach nie tylko śniegiem, ale i topniejącą breją pośniegową, a nawet lodem, co powodowało, że zrobiło się bardzo nierówno, ślisko i niebezpiecznie. W związku z tym podczas rajdu dochodziło do wielu zaskakujących  i groźnych zdarzeń.

8. Lotos Baltic Cup dla Huberta Ptaszka zaczął się niezwykle udanie. Osiemnastolatek z Torunia okazał się najszybszy w swojej klasie na wieczornym prologu w Ergo Arenie.

Kilkanaście godzin później rajdowe niebo zamieniło się dla niego w piekło. Na pierwszym z sobotnich oesów w Fordzie zawodnika Automobilklubu Toruńskiego uszkodzeniu uległ drążek kierowniczy. Miało to niebagatelne znaczenie dla dalszych losów Ptaszka na tej pętli. W pewnym momencie drążek całkowicie pękł, przez co auto nie posłuchało kierowcy, nie skręciło i wpadło na duży korzeń, co w konsekwencji zakończyło się dachowaniem. Na koniec rolowania samochód uderzył w drzewo. Dla nastolatka był to definitywny koniec jazdy tego dnia.

Do pierwszej w nocy trwała gorączkowa reanimacja uszkodzonej rajdówki. Serwis stanął na wysokości zadania i załoga Ptaszek-Boba mogła ostatecznie kontynuować rywalizację po skorzystaniu z sytemu SupeRally.

Pechowcy już przed południem ostro zaczęli nadrabiać sobotnie straty. Na półmetku niedzielnych pętli wysunęli się na prowadzenie w swojej klasie, którego nie oddali już do końca rajdu. Sukcesu torunianina nie umniejsza fakt, że na stracie Lotos Baltic Cup zabrakło kilku szybkich, utytułowanych rywali. - To były niezwykle trudne zawody – podkreśla reprezentant Automobilklubu Toruńskiego. – Potwierdziły się stare prawdy, mówiące że priorytetami na rajdzie powinny być walka do końca i jego ukończenie. Na tym w pierwszej kolejności trzeba się koncentrować. Cieszę się z sukcesów w klasie i grupie, ale raz jeszcze podkreślę, że jako debiutant przyjechałem tu przede wszystkim po naukę. Jeden z utytułowanych konkurentów powiedział na mecie, że ten jeden rajd mógł dać więcej doświadczenia niż późniejsza połowa sezonu. Dlatego warto było tu przyjechać i zmierzyć się z tymi ekstremalnymi warunkami. Szczególne słowa uznania należą się serwisowi, bez którego o takim wyniku nie byłoby mowy. Gratulacje też dla zwycięzców, którzy pokazali kapitalną jazdę.

Pierwszą rundę rajdowych mistrzostw Polski Hubert Ptaszek zakończył więc zwycięstwem w klasie 6. i trzecim miejscem w grupie R. W klasyfikacji generalnej zawodnik Automobilklubu Toruńskiego był ostatecznie 19.

Następną rundą Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski będzie kwietniowy Rajd Świdnicki.

 Karo BHZ Racing Team



czwartek, 02 lutego 2012

Pierwsze miejsce na pudle czekało na Sławomiera Drabika, obok niego na podium stanęli Artur Czaja i Adrian Miedziński.

fot. Mariusz Murawski www.emdwa.pl

Choć jest to niecodzienna odmiana czarnego sportu, emocje są równie duże. Tymbardziej, że zawody odbywają się poza sezonem, spragnieni wrażeń kibice z dużą dozą ciekawości śledzą zmagania żużlowców. Od tradycyjnej wersji żużel na lodzie różni się nie tylko nawierzchnią, ale także techniką jazdy i przygotowaniem motocykli.

fot. Mariusz Murawski www.emdwa.pl

Opony najeżone kolcami
Podstawa na śliskiej nawierzchni to odpowiednio przygotowana opona, wyposażona w kolce.  Motocykle są dokładnie takie same jak na torze żużlowym, z tą różnicą że w opony wkręcane są blachowkręty. Ilość kolców jest zależna od ich rozłożenia na oponie, są różne szkoły. Na jednej oponie może znaleźć się kilkaset kolców. 

Czarny sport w białej wersji
Jazda na lodzie od strony technicznej różni się niewiele, m.in. pokonywaniem zakrętów i uzykiwaną prędkością.  Na lodzie zawodnicy jeżdżą nieco wolniej niż na torze żużlowym, sam tor jest również krótszy.

Żaneta Lipińska-Patalon

fot. Mariusz Murawski www.emdwa.pl



czwartek, 08 grudnia 2011

Osiemnastoletni zawodnik Automobilklubu Toruńskiego, Hubert Ptaszek, znakomicie spisał się w jednym z najważniejszych polskich rajdów, warszawskiej Barbórce. Inni zawodnicy z Grodu Kopernika również pokazali dobrą jazdę.

Rajd Barbórka to dla środowiska rajdowców corocznie prawdziwa wisienka na torcie, doskonałe zwieńczenie kończącego się sezonu. Wielotysięczny tłum widzów, bardzo liczny udział mediów, widowiskowe odcinki specjalne, a na deser dla najlepszych jeszcze prestiżowe  nocne Kryterium Asów przy ul. Karowej. Nic więc dziwnego, że do rywalizacji w tej grudniowej imprezie przystępuje absolutna czołówka polskich rajdowców. Są też mistrzowie wyścigów samochodowych i silne załogi z zagranicy.

 

Hubert Ptaszek po raz pierwszy startował w aż tak doborowym gronie. Reprezentant Automobilklubu Toruńskiego był najmłodszym kierowcą na trasach 49. Rajdu Barbórka. Debiutant jednak nie zląkł się mistrzów. Nastolatek po odcinkach specjalnych na Żeraniu, Służewcu i Bemowie znalazł się wśród trzydziestu kierowców, którzy uzyskali awans do słynnego Kryterium Asów. Do przejazdu na tym najbardziej znanym OS-ie w Polsce kierowca Forda Fiesty zakwalifikował się z rewelacyjnym, trzecim wynikiem w klasie 1., a więc samochodów o pojemności silnika do 1600ccm. Cały rajd po starcie na Karowej ostatecznie zakończył na wysokim, 24. miejscu w klasyfikacji generalnej .

- Sam jestem zaskoczony tym wynikiem, ale nie obrastam z tego powodu w piórka – skromnie stwierdza zawodnik Automobilklubu Toruńskiego. – Barbórka to tak krótki rajd, że jednak nieco loteryjny. Jedna mała awaria, złapana guma, jakaś kara, czy niekiedy nawet drobny błąd może istotnie zaważyć na całych wynikach. Mi po prostu dopisało szczęście.

W tegorocznej warszawskiej Barbórce toruńskich akcentów było dużo więcej. W zawodach, jak co roku, wziął udział również tata młodego zawodnika. Jacek Ptaszek to już prawdziwy weteran tego rajdu. Torunianin jak co roku swoimi widowiskowymi przejazdami wywołał spore emocje w tłumie kibiców zebranych na ulicy Karowej.

Nieopodal swoje sportowe auta na wystawie prezentował Paweł Kowalski. Zawodnik Automobilklubu Toruńskiego w tym roku wywalczył podwójne mistrzostwo Polski w wyścigach równoległych.

W najgorszym nastroju spośród reprezentantów AT wracał z Rajdu Barbórka Przemysław Żabka. Kierowca Mitsubishi Lancera, który dobrze czuje się na odcinkach specjalnych w stolicy, tym razem z powodu awarii nie dotarł do mety rajdu.

 

Trasy w Warszawie podczas zawodów zabezpieczała m.in. prawie trzydziestoosobowa grupa z Automobilklubu Toruńskiego.

Jacka i Huberta Ptaszków oraz Przemysława Żabkę toruńscy kibice prawdopodobnie będą mogli zobaczyć już w najbliższą sobotę 10. grudnia na torze „Poligon” przy ul. Andersa podczas zawodów pn. „Karo BHZ Rally Cup 2011”.

 Info Automobilklub Toruński fot T. Tomczyk



środa, 30 listopada 2011

Ostatnia runda Rajdowego Pucharu Polski okazała się szczęśliwa dla zawodników Automobilklubu Toruńskiego. Teraz torunian czeka  prestiżowy Rajd Barbórka.

Przed zmaganiami w stolicy rajdowcy AT wzięli udział w nieco mniej słynnej Barbórce – Cieszyńskiej. Trasa na południu kraju okazała się niezwykle wymagająca i zdradliwa. Swój udział w rajdzie przedwcześnie zakończyło wiele załóg.

- Jak na Puchar Polski był to niezwykle trudny rajd – podkreśla Hubert Ptaszek. – Trasa była bardzo kręta. W zakrętach czekało na nas sporo podbić, nierówności, na których łatwo było o przykrą niespodziankę.


Na jednej z takich pułapek Forda Fiestę młodego torunianina postawiło na dwóch kołach. Ptaszek zachował jednak zimną krew. Wyszedł obronną ręką z tych sporych tarapatów i po chwili z asfaltem stykały się już wszystkie cztery opony. - Tego typu sytuacje ćwiczyłem na symulatorach – mówi osiemnastolatek z Torunia. – Wydaje się, że w tym momencie to zaprocentowało, choć żadna rzeczywistość wirtualna z pewnością nie zastąpi realnych sytuacji na rajdach. Szczęście bynajmniej nam dopisało.

Niecodzienna sytuacja wywołała żywą reakcję licznie zgromadzonych kibiców. Co ważne, przygoda nie zdeprymowała torunianina. Ptaszek finałową rundę Rajdowego Pucharu Polski ukończył na wysokiej, 11. pozycji. Do udziału w rajdzie zgłosiły się w sumie aż 83 załogi, w tym 66 biorących udział w RPP. Kierowca z Torunia w najsilniej obsadzonej klasie A6 uplasował się tuż za podium, na czwartym miejscu.

Zadowolony z wyjazdu na południe Polski był też drugi z reprezentantów Automobilklubu Toruńskiego, biorący udział w popularnej „Cieszynce”. Przemysław Żabka w swojej klasie N4/30 zajął drugą lokatę. O wygraną chciał powalczyć z Waldemarem Kluzą, jednak wcześniejsze założenia przyjęte przed rajdem, hamowały ostrzejsze zapędy. - Cel był jasny: ukończyć ten rajd – stwierdza reprezentant Automobilklubu z Torunia. – W tym sezonie z różnych względów nie mogliśmy zaliczyć wszystkich zaplanowanych rund. W Barbórce Cieszyńskiej chcieliśmy po prostu dotrzeć do mety. Musieliśmy pojechać dość asekuracyjnie, choć serce zachęcało do bardziej otwartej walki. Ból był tym większy, że właśnie takie odcinki bardzo mi pasują.

Mimo ostrożnej jazdy tempo Żabki przez dłuższy czas było naprawdę dobre. Nadzieje na wysoką lokatę w klasyfikacji generalnej rajdu pokrzyżowała jednak przebita na ostatnim OS-ie opona. Co gorsza, pojawiły się drobne problemy z wyciągnięciem z bagażnika zapasowego koła. Sześciominutowa strata istotnie przełożyła się miejsce zawodnika AT w końcowym rozrachunku.

Mimo przygód obaj zawodnicy Automobilklubu Toruńskiego z ostatniej rundy pucharu kraju wrócili zadowoleni. Teraz czeka ich start w większej Barbórce, tej warszawskiej. Zawody odbędą się 3. grudnia.

 Informacja: Automobilklub Toruński, Fot. Arkadiusz Bar



czwartek, 10 listopada 2011

Dużo dymu, dużo mocy, dużo wrażeń. Ale drift to nie zabawa, to prawdziwie sportowa adrenalina i umiejętności szkolone latami. O swojej pasji opowiadają drużynowi Mistrzowie Polski, czyli ekipa PUZ Drift Team.

Technika jazdy w poślizgu kontrolowanym i przede wszystkim dyscyplina sportowa. - Drift to jazda figurowa samochodem, nie ma nic wspólnego z kręceniem bączków, czy paleniem gumy- wyjaśnia Krzysztof Jędrzejewski. - Drift to znacznie większe prędkości i jazda głównie na torze- dodaje Marcin Mospinek. - W tym momencie w Polsce mamy trzy ligi zawodów- tłumaczy Marcin Mospinek. -Od w pełni profesjonalnych zawodów, jakimi są Driftingowe Mistrzostwa Polski, po mniej prestiżowe ligi, jak Drift Open i SSS, gdzie osoby zaczynające swoją przygodę z tą dyscypliną mają większe szanse na zaistnienie- trochę słabsze auta, trochę słabsze opony, ale tak samo doba zabawa. - Dzięki temu, że mamy taki wachlarz zawodów jeździć może naprawdę każdy. By zacząć wystarczy włożyć kilka tysięcy złotych w przeróbki samochodu, im wyższa ranga zawodów tym potrzebne są większe nakłady finansowe- zaznacza Krzysztof Jędrzejewski.  - A startują i mężczyźni i kobiety, piętnastolatkowie i zawodnicy grubo po czterdziestce. Jest to sport, ogromne emocje, doskonała odskocznia od rzeczywistości, coś co ciężko opisać jeśli się nigdy nie spróbowało. Trzeba wsiąść poczuć adrenalinę, prędkość i wtedy można to zrozumieć.

Na zdjęciu Marcin Mospinek fot. Marcin Łaukajtys

Choć na pierwszy rzut oka drifting może wyglądać dość niebezpiecznie, tak naprawdę nic złego wydarzyć się nie może. Jak sama definicja mówi jest to jazda kontrolowana i kierowca w stu procentach panuje nad autem. Wszystko odbywa się w przystosowanych samochodach i najczęściej na torach (lub specjalnie przygotowanych odcinakach ulicznych, wyłączonych na czas zawodów z ruchu).

Pięćset  koni pod maską

Wiele osób na pewno zastanawia się czym drift-wozy różnią się od seryjnych samochodów, ale takie pytanie nie jest trafnym sformułowaniem, lepiej zapytać co mają wspólnego, bo tak naprawdę niewiele. Samochody przeznaczone do driftu to konstrukcje budowane specjalnie pod tą dyscyplinę: zupełnie inne zawieszenia, silniki dochodzące nawet do pięciuset koni mechanicznych, w całości zbudowane z plastiku, by były lżejsze, wewnątrz wyposażone w klatkę chroniąca kierowcę i bezpieczny zbiornik paliwa. No i różnica podstawowa- samochód do driftu nie nadaje się do jazdy na zwykłych drogach, ze standardowego użytku dyskwalifikują je między innymi zupełny brak komfortu jazdy, czy plastikowe drzwi bez zamków.- Jest to auto przystosowane do tego by pewnie prowadziło się przy dwustu na godzinę w poślizgu, a nie przy pięćdziesięciu po miejskich dziurach- kwituje Marcin.

Polacy w czołówce

Drifting to dyscyplina, która w ostatnich latach nie tylko święci triumfy popularności wśród sympatyków sportów motorowych, ale także dziedzina w której Polacy odnoszą znaczące sukcesy i mają się czym pochwalić. - O tym można przekonać się podczas zawodów europejskich na których pojawiają się Polacy. Chociażby w lidze angielskiej, uważanej za najważniejszą Polacy zawsze gdy tylko startują, znajdują się na podium, podobnie było podczas niedawnego Grand Prix Rumunii- drugie, trzecie i czwarte miejsce zajęli nasi rodacy, ośmielę się nawet stwierdzić, że byliśmy najsilniejszą nacją podczas tych zawodów. Podczas finału Mistrzostw Polski rozegnano zawody Drift Battle of The Nations, gdzie zaprezentowała się czołówka wschodnioeuropejskich lig: Łotysze, Ukraińcy, czy Rosjanie, a triumfowali Polacy. Indywidualnie wygrał Marcin.

PUZ DT to tegoroczni drużynowi Mistrzowie Polski, Grzegorz Hypki jest drugim wice mistrzem Polski, a Marcin Mospinek otarł się o podium w klasyfikacji generalnej plasując się na czwartej pozycji. Zawodników PUZ DT można zobaczyć podczas zawodów krajowych, jak i zagranicznych- ostatnio chociażby podczas Grand Prix Rumunii.

Żaneta Lipińska-Patalon

 

PUZ DT już w najbliższą sobotę w programie "Ostra Jazda" w radiu GRA , start 12.00



wtorek, 08 listopada 2011

Od 1 marca 2012 roku zamiast na Toyotach będziemy zdawać egzaminy na Suzuki Swift.  W jaki sposób decyzja ta dotknie kursantów przygotowujących się do  egzaminu na prawo jazdy?

 

Zmiana samochodów standardową procedurą

Samochody, na których zdaje się egazminy zmieniane są przez toruński WORD co 3-4 lata. Obecna zmiana nie jest więc niczym niespodziewanym. - Środowisko nauki jazdy przyzwyczaiło już się do tego że co 3-4 lata wymieniane są pojazdy. NIe jest to więc dla nas sytuacja stresująca. Wymienianie pojazdów przez WORD jest specyfiką naszego kraju. Na całym świecie kursanci zdają autami na których się uczą, jedynie w Polsce widać że to wielki problem - mówi Sebastian Wesołowski właściciel szkoły „Rajder”.

Podobnie sytuację związaną  z koniecznością wymiany samochodów ocenia właściciel szkoły „AS Majer”, Jerzy Marks. -  Taka sytuacja nie jest niczym nowym, samochody zawsze zmieniały się co 3-4 lata. Samochód w tym czasie przejedzie około 180 do 200 tys. km, czyli około 45 tys. km rocznie. Samochód używany do nauki jazdy musi spełniać pewne warunki, między innymi powinien być wyposażony i posiadać rozwiązania na odpowiednim poziomie techniki.

Zmiany samochodów nie wpłyną na ceny kursów

Jak zapowiadają właściciele szkół przygotowujących do egazminu, wymiana samochodów nie wpłynie na ceny kursów. - Zmiana samochodu w naszej szkole w żadnym stopniu nie wpłynie  na cenę kursu oraz nie dotknie osób robiących  kursy ponieważ amortyzacja powinna być uwzględniona w cenie kursu, gdyż jest oczywiste ze należy wymieniać sprzęt, który ulega zużyciu - dopowiada Jerzy Marks.

- Myślę ze bardziej należy się obawiać wzrostu cen z powodu nowej ustawy wchodzącej w przyszłym roku w życie. Zmiany aut były zawsze i nie pociągały za sobą znacznych podwyżek. Sytuacja na rynku bardziej kształtuje ceny. Na zmianę pojazdów najbardziej narzekają szkoły, które zaniżają ceny kursów, nie uwzględniając amortyzacji pojazdów w okresie ich użytkowania  - mówi Sebastian Wesołowski.

Minimalne różnice

Różnica pomiędzy Toyotą a Suzuki Swift jest niewielka. Są one podobne, zarówno jeżeli chodzi o wymiary jak i  parametry jezdne. Porównywalna jest też moc silników.  Kursanci nie będą mieli więc większych problemów z przejściem na nowe maszyny. - Oba pojazdy są małymi miejskimi autami o podobnych gabarytach. Jak zawsze mówię, każde auto ma 3 pedały, kierownicę i dzwignię zmiany biegów, więc nauka będzie podoba czy to  na Yarise czy Swifcie - mówi właściciel szkoły „Rajder”.

Zmiany wymusił koniec umowy z Toyotą

Ogłoszono przetarg, do którego zgłosiły się dwie firmy - Toyota i Suzuki. Jak twierdzi Ryszard Nagórski, zastępca dyrektora toruńskiego WORD w wypowiedzi opublikowanej na portalu Pomorska. pl, wybrana została oferta Suzuki. Wszystko z powodu niższej ceny zaproponowanej przez oferenta. Firma zaoferowała auta za złotówkę miesięcznie. Jest to element promocji. Najtańsza z pozostałych ofert wynosiła 250 zł miesięcznie. Samochód ten przypadł też bardziej do gustu egzamoinatorom, jeżeli chodzi o wygodę jazdy.

Kiedy nowe samochody w szkołach jazdy?

- Samochody marki Suzuki już są w naszej szkole. Wymieniać będziemy je na bieżąco w zależnośc od potrzeb. Nie wyklucza to możliwości jeszcze przez jakiś czas prowadzenia szkolenia na Yarisach. „Stare ”Yarisy”, szczególnie te 5 biegowe, niewiele różnią się od nowych Swiftów, jeżeli chodzi o elementy sterowania i parametry jezdne - wyjaśnia Jerzy Marks z As Majer.

Kolejne szkoły planują zakup samochodów, chcąc rozpocząć kursy na Suzuki jak najszybciej, żeby umożliwić kursantom możliwość zdawania od 1 marca 2012 roku egzaminów. - Nowe auta pojawią się już w połowie listopada w naszej szkole, jednak do połowy przyszłego roku na pewno będziemy mieli jeszcze Toyoty - stwierdza właściciel szkoły „Rajder”.

Kursantom nie pozostaje nic innego, jak tylko uzbroić się w cierpliwość przy przesiadce z Toyoty na Suzuki i spokojnie poznawać niuanse nowego auta.

Grzegorz Bojanowski

środa, 02 listopada 2011

fot. Marcin Łaukajtys

Co musisz wiedzieć, by wybrać odpowiednie opony?

Pierwsza kwestia to rozmiar opony, to on determinuje nasze zakupy, również zakres bieżnika. Gdzie szukać ciągu cyfr i liter definiujących rozmiar opony? Najczęściej po prostu na jej boku, ale takie informacje mogą znajdować się także wewnątrz auta, chociażby w schowku, a także w instrukcji. Cenna wskazówka to stosowanie się do zaleceń producenta, nie ma co się wychylać szukając tańszego zamiennika. Dlaczego?

Cena to kolejny czynnik, który musimy wziąć pod uwagę. Zazwyczaj im lepsza marka, tym wyższa cena, a wyższa cena w przypadku opon często jest wyznacznikiem jakości. Odpowiednia mieszanka gumy, lepsza przyczepność, dłuższa żywotność opony, a nawet zużycie paliwa będzie zależało od tego jaką oponę wybierzemy. Najtańsze opony skierowane są do kierowców pokonujących znacząco niewielkie odległości, zazwyczaj na terenie miasta. Im jeździmy więcej i dynamiczniej, tym wyższej klasy opony powinniśmy wybrać.

Przed decyzją o wyborze i zakupie opon zimowych warto poszperać w Internecie. Znajdziemy tam wiele testów opon zarówno polecanych przez specjalistów, jak i samych użytkowników. Testy prezentowane są w danych kategoriach, zazwyczaj w zależności od rozmiaru. Do warsztatu, czy salonu radzimy wybrać się dopiero po takim rozeznaniu, wtedy na pewno trudniej będzie wprowadzić nas w błąd, a my sami będziemy wiedzieć jakie mamy wątpliwości i o co dopytać fachowca. Gdzie można sprawdzić testy opon? Na przykład na: oponeo.pl, portaloponiarski.pl, opony.com.pl



wtorek, 25 października 2011

Byle zdążyć przed pierwszym listopada! Do warsztatów ustawiają się kolejki, największą motywacją jest oczywiście pogoda.

A ta nic dobrego nie wróży, zresztą dla większości kierowców to właśnie listopad jest momentem zwrotnym w warunkach drogowych. Stereotypowe myślenie jeszcze sprzed kilku lat zmieniło się, co cieszy, bo kierowcy nie czekają już do pierwszych przymrozków licząc na to, że uda im się dłużej przejeździć na letnich oponach. Takie podejście po prostu się nie opłaca i dobrze o tym wiemy.  - To prawda, że pogoda trochę straszy- mówi Andrzej Sujkowski z firmy Opon-Lan Landowscy. - Ci którzy podjęli decyzję o wymianie opon już teraz do sprawy podeszli bardzo racjonalnie. Nie wymienia się opon wtedy, kiedy na drogach mamy śnieg, czy lód. Czekając z wymianą opon jak najdłużej możemy na tym stracić. Już przy siedmiu stopniach na plusie opona zaczyna sztywnieć, jednocześnie traci swoją przyczepność, a w aucie jest coraz mniej bezpiecznie. Nie dość, że taka jazda może być ryzykowna, dodatkowo o wiele bardziej zużywany opony letnie. To się po prostu nie kalkuluje- zaznacza ekspert.

fot. Marcin Łaukajtys

Czy warto wydać więcej?

Okazuje się, że tak. Oczywiście są zwolennicy szukania opon jak najtańszych, nawet używanych, ale eksperci mimo wszystko namawiają na nowe, i to tych dobrych marek, bo jest to inwestycja, która się opłaci, a wydatek docenimy po kolejnym sezonie. - Opony sprawdzonych firm to podstawa. Ale nie mniej ważne jest sprawdzenie kodu DOT, czyli daty produkcji opony określonego w tygodniu danego roku. Nie sztuką jest bowiem przepłacić za towar, który nie będzie wartościowy. A oczywiście zawsze można trafić na nieuczciwego sprzedawcę, który wciśnie nam stare opony, wydamy pieniądze, a nasza jazda i tak nie będzie na najwyższym poziomie bezpieczeństwa. 

Ale opony to nie jedyna rzecz o której kierowcy przypominają sobie w przededniu zimy. - Kiedy pogoda staje się coraz bardziej kapryśna zaczynamy myśleć o naszych akumulatorach- mówi Wojciech Kosiński z Hurtozbytu. - Dla niektórych kierowców sprawdzenie stanu akumulatora, czy instalacji elektrycznej przed zimą to procedura obowiązkowa. Inni zaczynają się martwić, kiedy coś niepokojącego zaczyna się dziać z naszym samochodem. Najczęściej kiedy przy niewielkich spadkach temperatury akumulator odmawia posłuszeństwa, a mimo ładowania historia powtarza się co kilka dni, nie warto czekać aż nie pojedziemy w ogóle,  bo jest to znak że akumulator jest do wymiany.

Niezależnie, czy wymieniamy opony, czy akumulator warto dostosowywać się do wymogów i zaleceń producenta auta. Wychylanie się i szukanie niepewnych zamienników może spowodować, że pieniądze z portfela będziemy wyjmować jeszcze raz.

Żaneta Lipińska-Patalon

niedziela, 23 października 2011

Tragedia na torze torze Sepang. Podczas MotoGP Malezji zginął Marco Simoncelli.

24-letni kierowca straciła panowanie nad maszyną wpadając prosto pod koła Colina Edwardsa i Valentino Rossiego. Mistrz Motocyklowych Mistrzostw Świata 2008 roku w klasie 250cc był wielką nadzieją sportów motorowych...

 

czwartek, 20 października 2011

Ze statystyk policyjnych wynika, że w pierwszym półroczu tego roku dziennie kradzione były około 43 auta. Najbardziej niebezpiecznymi miejscami ulice i parkingi samochodowe. Najbezpieczniej samochód zostawić na terenieogródków działkowych.

 

W ubiegłym roku policjanci wszczęli ponad 16 tysięcy postępowań karnych w sprawach o kradzież samochodu. Dziennie zgłaszano kradzież ok. 44 aut, a w ciągu miesiąca średnio aż 1320. Pierwsze półrocze bieżącego roku nie przyniosło poprawy. W porównaniu z analogicznym okresem rok temu złodzieje ukradli o ok. 200 aut więcej. W sumie zginęło prawie 8000 samochodów. Najwięcej skradziono samochodów zaparkowanych na ulicy – 3325, najmniej z ogródków działkowych – 10. Niechlubne pierwsze miejsce pod względem ilości kradzieży pojazdów zajęła stolica. Średnio co trzy godziny ginie tam jeden samochód.  
- Wprawdzie kradzieży samochodów jest wyraźnie mniej niż jeszcze 10 lat temu, kiedy to odnotowano astronomiczną ilość ponad 70 tysięcy zaginionych aut, to jednak warto być czujnym. Złodzieje tylko czekają na naszą nieuwagę i roztargnienie. Sposobów na ochronę auta przed kradzieżą jest wiele- mówi Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Centrum Ubezpieczeń Komunikacyjnych.

fot. Marcin Łaukajtys

Większość kierowców uważa, że system alarmowy to wystarczające zabezpieczenie. Nie daje nam to jednak stuprocentowej pewności bezpieczeństwa naszego auta. Jak wynika ze statystyk najwięcej ginie samochodów stojących na ulicy. Alarm nie pomaga. Następnym w kolejności ulubionym miejscem złodziei są parkingi. Dlatego niektórzy kierowcy wolą dodatkowo zainwestować w parking strzeżony. - Sposób ten nie należy jednak do najtańszych - miesięcznie za tego typu usługę zapłacimy średnio ok. 100-150 zł, co rocznie da nam kwotę 1200-1800 zł. Dzięki temu możemy liczyć na bezpieczeństwo, ale tylko na terenie parkingu. Należy jednak zwrócić uwagę, czy zostawiamy samochód na parkingu strzeżonym czy dozorowanym. W tym drugim przypadku, w razie kradzieży możemy mieć problem z wyegzekwowaniem od właściciela parkingu odszkodowania. Trzeba pamiętać, że z parkingów, w tym również ze strzeżonych, skradziono od początku roku ponad 3200 samochodów. W wielu przypadkach tańszą i bezpieczniejszą możliwością jest wykupienie polisy AC, która chroni nasz samochód wszędzie, gdziekolwiek się znajdziemy - mówi Maciej Kuczwalski.

W odróżnieniu od polis OC nie musimy mieć autocasco po to, by jeździć po drogach. Dlatego wielu kierowców rezygnuje z tego dodatkowego wydatku, zakładając, że do kradzieży ich auta z pewnością nigdy nie dojdzie. Dopiero, gdy padniemy ofiarą złodziei lub wandali aut, decydujemy się na zakup ubezpieczenia AC. - Warto chronić swój samochód przed kradzieżą, zanim wydarzy się tragedia. Polisa AC to dodatkowe ubezpieczenie samochodu, które warto wykupić w przypadku, gdy obawiamy się o jego bezpieczeństwo. Ubezpieczyć w ten sposób wypada nie tylko auta luksusowe, ale szczególnie modele ze średniej klasy, ponieważ jak pokazują statystyki, złodzieje najchętniej kradną właśnie tego typu auta – mówi Maciej Kuczwalski.

Łupem złodziei w tym roku najczęściej padał Volkswagen Golf i Volkswagen Passat. Do połowy br. skradziono 572 VW Golfy i 562 VW Passaty. - Do tej pory odstraszał kierowców stereotyp horrendalnie wysokich cen polis AC. Jednak wcale nie są one aż tak wygórowane. Polisa AC dla 4-letniego VW Golfa w zależności od wariantu oraz Towarzystwa Ubezpieczeniowego kosztuje od 700-1000 zł. AC dla VW Passata, z tego samego rocznika, można wykupić już za 1040 zł. Dodatkowo można skorzystać z ubezpieczenia auta w pakiecie, wykupując np. OC razem z polisą autocasco. Sposób ten pozwoli nam zaoszczędzić na AC nawet kilkaset złotych.


Pamiętajmy jednak, że posiadanie ubezpieczenie AC nie zwalnia nas od obowiązku opieki nad pojazdem. Nie jest tak, że z chwilą wykupienia polisy autocasco umywamy ręce i niedbale obchodzimy się z naszym autem. Należy zachować podstawowe reguły przezorności, tj. zamykać okna pojazdu, gdy pozostawiamy go na parkingu, nie zostawiać cennych rzeczy w widocznym miejscu, np. na siedzeniach auta.



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
Tagi