wtorek, 28 września 2010

fot. Marcin Łaukajtys www.fotomarcin.com.pl

Rozmowa z

Krzysztofem Hołowczycem

kierowcą rajdowym


Krzysztof Hołowczyc, najbardziej znany polski kierowca rajdowy, nazywany przez niektórych piromanem...

 

-Ja aut nie podpalam! Przy temperaturach, jakie są w samochodach rajdowych, przy awariach olejowych, które się zdarzają, auta palą się same. Ostatni mój spalony samochód to było... Subaru na Rajdzie Polski. Doszło do awarii turbiny, na rozgrzany element wyciekł olej. Płomienie były tak duże, że wszyscy zaczęłiśmy uciekać. Próbowaliśmy oczywiście ugasić pożar i nawet system gaśniczy na chwilę przydusił wysokie płomienie, ale z samochodu niewiele zostało. Później odkryliśmy, że była to awaria systemu, był ustawiony zbyt agresywny program w stosunku do mocy silnika.

Co czuje się w takim momencie?

- Są to przykre momenty. Pamiętajmy, że mechanicy miesiącami pracują przy samochodzie, przygotowują się sami zawodnicy, a tu spotyka nas taka sytuacja. Ale w moto-sporcie już tak jest, ważne że nikomu się przy tym nic nie dzieje. Dlatego są to chwile kiedy po początkowym rozczarownianiu, człowiek zaczyna się cieszyć, że to tylko samochód i że nikomu nic się nie stało.

Po tylu latach, tylu startach, wygranych i nie...Co najbardziej cieszy?

-Cieszy to, że będziemy startowali w kolejnym Dakarze, że jesteśmy na dobrej drodze, by wystarować w super zespole. Ważne jest dla mnie by stanąć na starcie Dakaru i myśleć o zwycięstwie. Nie wiem, jak to zabrzmi, ale ja chciałbym w tym rajdzie zwyciężyć. I to jest mój cel. Czy go osiągnę? Zobaczymy.

To właśnie zwycięstwo jest największą satysfakcją?

- Od strony sportu i rywalizacji oczywiście. Po to stajemy na starcie i walczymy, by zwyciężać. Ale są także momenty wyższego rzędu, chwile których nikt nam nie zabierze, kiedy potrafimy uwolnić się z jakiejś ciężkiej sytuacji.

Są przypadki, że przychodzi reflekcja, myśl że Bóg istnieje, bo prawa fizyki zostały dawno zakłócone. Tak więc sama rywalizacja jest czymś pięknym, ale są sytuacje których nie można przecenić. Kiedy wjeżdżam na metę po trzech tygodniach ciężkiej jazdy, pokonałem kilkanaście tysięcy kilometrów, patrzę na mapę i myślę sobie, to niemożliwe, że udało się dojechać, dotrwać do końca.

fot. Marcin Łaukajtys www.fotomarcin.com.pl


Jak wygląda zwykły dzień Krzysztofa Hołowczyca. Nie kierowcy rajdowego, a męża i ojca.

- W tym momencie moja najmłodsza córka ma trzy i pół roku i rzeczywiście to ona decyduje kiedy wstajemy i kiedy jest aktywność domowa. Szczerze mówiąc bardzo się w tego cieszymy, to pozwala nam mieć cały czas coś ważnego do zrobienia. Jakby nie było bardzo dużo wyjeżdża i czasem chciałbym mieć taki rytm dnia, gdzie wszyscy siadamy do śniadania, później jest czas na rozmowy, każdy rozjeżdża się do miejsc swoich zajęć. Niestety nie jest to łatwe, bo aktywność i moich córek i mojej żony jest dość duża. Najłatwiej zorganizaować nam czas w weekendy, na które zazwyczaj planujemy wspólne wyjazdy.

Ciekawi mnie czym jeździ pan na co dzień?

- Różnymi samochodami. To zależy od sytuacji. Może nie będę zdradzał marek, ale począwszy od sportowych, bardzo niskich samochodów, do samochodów, które sobie świetnie radzą w terenie, czy po moje kochane samochody rajdowe, które służą mi do treningów. Powiedzmy sobie szczerze, to zmienia się jak w kalejdoskopie, technologia idzie tak do przodu, że samochód który rok temu był nowoczesny, dziś już nie jest.

Motocykle?

-Owszem. Tu moja ulubiona marka to Yamaha. Na pewno nie jestem facetem, który lubi usiąść wygodnie na motocyklu, wolę to zamieniać w sport i nie ukrywam, że mam motocykle, które pokazują na liczniku trójkę z przodu.


Jak minęła droga do Torunia? Płynnie?

- Tak słyszałem. Temat numer jeden w Toruniu to korki i słynny most drogowy. Mieszkam w Olsztynie, także nie musiałem pokonywać mostu, ani najbardziej newralgicznych punktów miasta.

Co robi kierowca rajdowy kiedy staje w korku? Ma pan jakieś swoje patenty?

-No niestety, stoję tak jak wszyscy. Nie da się nagle pociągnąć drążka i polecieć do góry! Cudów nie ma. Za to mam taki fajny GPS, który jak już jestem w Europie Zachodniej pokazuje mi gdzie są korki i kieruje mnie taką drogą, by je ominąć. U nas na razie nie ma gdzie zjeżdżać.

A jakieś rady dla zniecierpliwionych czekaniem w korkach?

-Radziłbym wszystkim państwu uzbroić się w cierpliwość. Jeżeli droga jest remontowana, to znaczy że za chwilę będzie jeździło nam się lepiej. Dlatego warto przetrwać, nie ma co psioczyć, bo za chwilę będziemy mieć większe szanse by przyjemniej podróżować.

A co jeśli nie ma perspektyw na polepszenie sytuacji? Myślę oczywiście o naszym moście...

-Słyszałem, że zmienia się za to organizacja ruchu i mają powstać trzy pasy. To chyba dobrze. Pewnie, że można tylko płakać i mówić jak jest źle, Ale lepiej coś robić. Jazda na suwak, która ma się pojawić to bardzo dobre rozwiązanie. Dwa pasy schodzące się w jeden, mogą rozładować ruch. Musimy jednak pamiętać, że to działa przy płynnej jeździe, bez zbytniego zwalniania. Kierowcy pałający do siebie niechęcią, wciskający się wzajemnie, sami na tym tracą, a taka organizacja ruchu staje się bez sensu. Więc jazda na suwak jak najbardziej, ale przy wzajemnym zrozumieniu na drodze.

Rozmawiała Żaneta Lipińska-Patalon

Grafika: Jerzy Gliszczyński

Miejski Zarząd Dróg zlecił analizę ruchu w okolicach mostu. Specjaliści doszli przede wszystkim do wniosku, że ruch w godzinach szczytu w kierunku Centrum i Podgórza jest podobny. Efektem tych badań jest nowa organizacja ruchu.
Teraz na most będziemy wjeżdżali dwoma pasami z każdej strony. W połowie mostu lewy będzie się kończył, a kierowcy muszą zjechać na prawy. Do wpuszczania szoferów jadących lewym mają zachęcać znaki „jazda na suwak", które są jednak tylko oznaczeniami grzecznościowymi i nie mają żadnej mocy prawnej. (KS)

 

Nowa organizacja ruchu zdaniem eksperta


Rozmowa z
Marcinem Szulcem,
instruktorem nauki jazdy

Co praktycznie zmieni się dla kierowców poruszających się przez toruński most drogowy?
- Największa zmiana to wjazd od ulicy Kujawskiej. Tu kierowcy będą mieli na pewno łatwiej. Z drugiej strony będzie to zrobione kosztem wyjeżdżających od ulicy Poznańskiej. Jako osoby zmieniające swój pas ruchu na prawy, automatycznie przed wjazdem na most będą musiały ustąpić pierszeństwa pojazdom jadącym od strony ulicy Kujawskiej, więc droga o dużym natężeniu ruchu będzie zablokowana. To może przysporzyć wielkich problemów. W tym miejscu będziemy mieć do czynienia ze znakiem grzecznościowym. Z grzecznością na drodze jest różnie. Mamy z nią do czynienia, podejrzewam w przypadku pięćdziesięciu procent kierowców, drugie pięćdziesiąt to ci mniej grzeczni...


Właśnie, jedno z rozwiązań, które pojawią sie w nowej organizacji to znak jazda „na suwak". Jest on chyba uważany za skuteczny pomysł na rozładowanie korków?
- Jest to rozwiązanie, które rzeczywiście może odciążyć ruch. Ale pamiętajmy, że jest to tylko znak grzecznościowy. Jeżeli chcemy wprowadzać takie oznaczenia, powinniśmy częściej informować co one oznaczają. Nie wszyscy kierowcy wiedzą jak się zachować, ale często też odczytujemy taki znak pod siebie i swoje cele niż zgodnie z ich faktycznym przeznaczeniem.


Inne obawy?
- Zablokowanie drogi na całej szeokości może niepokoić w przypadku ewentualnej kolizji. Mamy zajęte wszystkie części drogi i jednocześnie przejazd karetki nie jest możliwy przez najbliższe pięć do dziesięciu minut. Co to oznacza dla osoby, która oczekuje na pomoc w przypadku kiedy liczy się każda sekunda? Możemy się domyślać.Mam nadzieję, że również w przypadku wysepki ze znakami, ktoś po czasie stwierdzi, że nie jest to dobry pomysł i po prostu zamocuje je w inny sposób.

Jak wpływa na nas stanie w korkach? Odpowiedź jest do przewidzenia- źle.

fot. Marcin Łaukajtys www.fotomarcin.com.pl

Stanie w korku to przede wszystkim stres. Choć mamy świadomość, że pewnie kolejny raz utkniemy, to w podświadomości liczymy, że może się uda. A wiadomo, wszyscy się gdzieś się spieszymy...


- Kiedyś podstawowe domeny naszego życia, jak praca, czy rodzina funkcjonowały obok siebie w zgodzie. Dziś specyfika szybkiego życia sprawia, że obie te sprawy ze sobą kolidują- stwierdza Katarzyna Zalewska, psycholog.- Dlatego pędzimy jeszcze bardziej, by mieć na wszystko czas. Stojąc w korku przechodzi nam przez myśl długa lista spraw, które mamy do zrobienia, świadomość, że jesteśmy w sytuacji, na którą nie mamy żadnego wpływu dodatkowo potęguje u nas napięcie. Skupiamy się na tym, czego nie uda nam się zrealizować przez ten czas, to potęguje naszą złość. Ewidentnie jest to sytuacja stresowa, która w nasileniu długofalowym szkodzi naszemu zdrowiu.


Na staniu w korkach nie tylko tracimy zdrowie, ale i bardzo pożądany w dzisiejszym świecie czas. Niestety to często odbija się na naszej rodzinie.
- Godzina, czy nawet pół godziny stania w korkach to czas wycięty z naszego życia- stwierdza psycholog Katarzyna Urbańska. -Czas, którego później może zabraknąć na zabawę z dzieckiem, obiad z żoną, czy jakąś formę rozrywki, która pozwoliłaby na rozładowanie codziennego stresu.


Nie dość, że zaczyna nam brakować czasu dla najbliższych, w efekcie często dochodzi do sytuacji paradoksalnej - ograniczony czas, który mamy do dyspozycji marnujemy na wyładowanie swojej frystracji.
- Złość i rozdrażnienie pojawiają się w momencie kiedy napotykamy przeszkodę, której nie możemy pokonać. Korki są tego najlepszym przykładem- nie mamy żadnego wpływu na to, ile jeszcze będziemy czekać. Negatywne emocje, głębokie napięcie i poddenerwowanie często wyładowujemy na przykład na swojej rodzinie, czy współpracownikach. Intensywne przebywanie w sytuacjach stresowych prowadzi po czasie do typowych chorób cywilizacyjnych- zawałów serca, czy chorób układu krążenia- dodaje Katarzyna Zalewska.

Żaneta Lipińska-Patalon

czwartek, 16 września 2010

Kolejna dziś niespodzianka, ekipa Ścigacz.pl zamieściła na swojej stronie galerię z naszego ślubu.

Polecam! Link poniżej.

 

http://www.scigacz.pl/Wesele,motocyklowe,Zaneta,i,Marcin,na,dwoch,kolkach,13706.html

wtorek, 14 września 2010

fot. Marcin Łaukajtys

Indywidualizm, oryginalność, niepowtarzalność. Motocykle custom- konstruowane na specjalne zamówienia klientów.

Ogromna praca konstruktorów, niebanalne pomysły i unikalne rozwiązania . Motocykle custom to prawdziwe okazy budowane przez pasjonatów. Konstrukcje w których nie ma nic przypadkowego i nic dziwnego- nie trafiają też w przypadkowe ręce. - Prezentowany Magnum „Green Diamond” to motocykl customowy w pełnym tego słowa znaczeniu- zaznacza Tomasz Bartosiński z firmy Cycleone-Motor.  - W praktyce oznacza to, że motocykl został zbudowany ściśle pod wymagania przyszłego  właściciela- w tym przypadku mojej żony. Idea customingu z prawdziwego zdarzenia polega bowiem na budowaniu motocykli z elementów wykonanych w większości przez samego budującego, co zapewnia niepowtarzalność konstrukcji. Niebagatelna rolę odgrywa sama koncepcja ,  która nie powiela pomysłów innych wykonawców- słowem motocykl ma być jedyny i niepowtarzalny.

Osób, które marzą o motocyklu w wymiarze- sztuk jeden jest coraz więcej. Przybywa także osób, których takich prac się podejmują.- Scena customowa w Polsce cały czas się rozwija- twierdzi Julian Nowicki z firmy Julas Airbrush.- Widać to chociażby po ilości pism branżowych, które kiedyś były bardzo ciężko osiągalne, jest to coraz więcej imprez promujących ten rynek i samych twórców podejmujących się budowy motocykli. Jest to jeszcze młoda branża, ale wchodzi na coraz szerszą skalę.

Co przekonuje do wyboru takiego rozwiązania? - Budowa motocykla custom jest droższym przedsięwzięciem od zakupu nowego motocykla i na pewno wymaga dłuższego oczekiwania na wymarzony pojazd, rekompensatą jest radość z posiadania niepowtarzalnego, indywidualnego motocykla-podsumowuje Tomasz Bartosiński.

Żaneta Lipińska-Patalon

 

Na zdjęciu motocykl Magnum „Green Diamond”

Opis konstruktora Tomasza Bartosińskiego:

- W przypadku omawianego motocykla większośc elementów została wykona w moim warsztacie lub przerobiona w ten sposób, aby nadać im indywidualny charakter. Z racji tego, że jest to motocykl dla kobiety zacząłem od wykonania specjalnej ramy o zmniejszonych gabarytach. Dla tego motocykla zostały również przerobione zawieszenia, a aluminiowe szprychowane koła zapewniaja lekkość konstrukcji. W dbałości o estetyczną stronę motocykla wykonałem ściśle dopasowany zbiornik oleju, a zbiornik paliwa i błotniki przerobiłem w ten sposób aby zapewnić harmonijną linię. Takie elementy jak kierownica, podnóżki, konsola, listwy błotnika itd zaprojektowałem i wykonałem tak, aby również były zgodne z   założoną wizją motocykla. Spoiwem łączącym wszystkie te elementy w całość było lakierowanie, które wykonałem ściśle według zaleceń żony. Sercem motocykla jest  silnik Magnum. Jest on niepowtarzalny, gdyż powstał w moim warsztacie z wykorzystaniem niektórych tylko części od silników Harleya, łącząc w sobie  oldschool-owy wygląd i nowoczesne rozwiązania techniczne. Podkreślic jednak należy, że silnik w tej formie nigdy nie zostal wyprodukowany przez fabrykę Harley-Davidson a idea tej konstrukcji wywodzi się z amerykańskich wyścigów motocyklowych z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Jednak tamte silniki dzieli od naszego 40 lat postępu technicznego i 20 lat moich osobistych doświadczeń w dziedzinie tuningu silników. Motocykl dysponuje mocą około 60 KM z 900ccm-pojemności i naprawdę dużym  momentem obrotowym dostepnym od niskich obrotów, co zapewnia bardzo dobre przyspieszenia jak na 280 kg motocykl. Prędkośc maksymalna nie jest jeszcze znana;) a o sprawnosci pojazdu może świadczyć niskie spalanie około 4,5l/100km przy  prędkościach przelotowych 110km/h.

P.S.

p.s. Zainteresowanych zgłębieniem technicznych aspektów konstrukcji motocykla Magnum GREEN DIAMOND zapraszam do przeczytania artykulu w pażdziernikowym numerze "Chrom i Płomienie".

 

poniedziałek, 13 września 2010

Ah! Już za nami, ale się podziało. Było grubo-pod względem car-audio (te ściany nagłośnień...aj!) pod wzdlędem tuningu względnego i bezwzględnego! I motocyli custom-owanych ta R1 w karbonie- bezcenne (generalnie jestem z siebie dumna, szerokim łukiem omijałam wszelkie sportowe, prosto z toru wyjęte motocykle. Nie oglądam, nie słucham, nie marzę. Na wiosnę zrealizuję;-) Tuning-show Bydgoszcz, poniżej krótka relacja z hali "Łuczniczka" i "Ostrej Jazdy" na żywo. Byliśmy z Wami przez trzy godziny na żywiole, czekam na refleksje ;) jazda@gra.pl

Autor zdjęć: Przemek Popowski

wiećej na

http://bydgoszcz.gra.pl/fotorelacje-4424,sts-tuning-show-1.html

 

czwartek, 09 września 2010

Toruńscy studenci Fiatem 126p przejechali Polskę, Słowację i Czechy. Na zdjęciu Olga Maciejewska, Michał Dziembowski Łukasz Walusiak i Mateusz Patalon

 

 
Przez Polskę, Czechy i Słowację- łącznie przejechali ponad 1600 kilometrów. - To była chęć sprawdzenia samego siebie i swoich umiejętności mechanicznych, których nie posiadam w ogóle- śmieje się Mateusz Patalon, uczestnik wyprawy, student geografii.
Plan oczywiście był, choć dość skromny. - Założenie było takie, by dzienny dystans nie zamęczył za bardzo malucha i by po drodze odwiedzić wszystkich znajomych.

Bądź cierpliwy, jedzie maluch
Przygody techniczne? Generalnie myśleliśmy, że maluch będzie się częściej psuł- mówi Mateusz.- Dlatego z góry się zabezpieczyliśmy i na tylnej szybie przykleiliśmy napis: „Bądź cierpliwy przede mną jeszcz 1439 km. Polska-Słowacja-Czechy. UMK Geografia". Taki dystans pierwotnie zakładaliśmy. Naturalnie napis ten przysporzył nam wielu ciekawych komentarzy. Ludzie śmiali się z nas, podjeżdżali na skrzyżowaniach i nazywali wariatami, oczywiście wszystko w żartach i pozytywnie. Generalnie większych problemów technicznych nie było. Na początku na polnej drodze straciliśmy lusterko, tu dały znać o sobie drgania. A na koniec trzeba było wymienić pasek klinowy, którego oczywiście nie mieliśmy. Poza tym wszystko poszło sprawnie i bez zbędnych komplikacji.

To była przygoda
- W Krakowie, czy Zakopanem robiliśmy prawdziwą furorę, bo bardzo mało jest tam takich samochodów- dodaje Michał Dziembowski. - W ogóle spotykaliśmy inne Fiaty 126p, ale takich długodystansowców jak my, zdecydowanie nie było.
Pytam, tylko po co tak się męczyć? Kilka dni w maluchu w cztery osoby, plus bagaże. - To nie była męczarnia! To była przygoda, w takim wydaniu wygoda nie jest ważna- zgodnie podkreślają. - Pierwotnie mieliśmy jechać w trójkę, ale dołączyła do nas koleżanka. Trochę bagaży kładliśmy pod nogi, trochę na kolana, mieliśmy też bagażnik na dachu, więc jakoś się dało.

Ostatnie maluchy
Dokładnie dziesięć lat temu - we wrześniu 2000 roku, wydano limitowaną serię tysiąca aut o nazwie Happy End. Połowa samochodów była żółta, połowa czerwona, a z taśmy produkcyjnej zjechał ostatni polski Fiat 126p., trafił do muzeum Fiata w Turynie.
środa, 08 września 2010
Już w najbliższy weekend tuning-show w Bydgoszczy. W niedzielę "Ostra Jazda" na 106,1 fm i www.gra.pl przez trzy godziny na żywo. Start 14.00.

Tuning-show, czyli jedna z największych imprez tego typu w naszym regionie. Finał Mistrzostw Polski Car -Audio, Wojna Północ-Południe, pokazy motor-airbrush, samochody tuningowane, sportowe, rajdowe, amerykańskie, zabytkowe, motocykle sportowe i custom oraz konkursy i show. I to oczywiście nie wszystko. - Jest to jedyna wystawa najlepiej tuningowanych samochodów w Polsce północnej- mówi Włodzimierz Piotrowski, dyrektor Centrum Targowego Pomorza i Kujaw.- Emocji dodaje walka między najlepszymi tunerami z Północy i Południa, u nas odbywa się jedna z ostatnich eliminacji, więc jest to świetna okazja by zdobyć punkty w klasyfikacji końcowej. Samych samochodów tuningowych będzie około setki, do tego auta zabytkowe, czy amerykańskie, będą też motocykle, symulatory i pokazy.
Na bydgoskiej imprezie nie zabraknie przedstawicieli naszego miasta. Z Torunia na Tuning-show jedzie duża reprezentacja, między innymi Karol Mróz, Marcin Bolewicki, Tomasz Bolewicki i Radek Krauze.
Osoba nie wtajemniczona mogłaby mieć problem z rozpoznaniem marki zmodyfikowanego samochodu, i nic dziwnego, zazwyczaj jest to połączenie kilku aut. Marcin Bolewicki tuningiem zajmuje się od czterech lat. Czego potrzeba, by zmodyfikować auto?- Przede wszystkim dużo czasu i pieniędzy- tłumaczy Marcin.-Volkswagen Jetta, drugiej generacji jest w moich rękach od czterech lat. Seryjnie 1.8, teraz 2.0 - szesnaście zaworów z Passata B3, mam też zmienione hamulce (pochodzą z Volkswagena Corrado), środek pochodzi z Audi B2, mam też zupełnie inny układ wydechowy, dymione lampy, przedni front wykorzystałem z amerykańskiej wersji Golfa II.
Lista modyfikacji jest dużo dłuższa. Do czego służą takie auta?- To przede wszystkim satysfakcja dla samego siebie, indywidualizm. Spotykamy się z innymi fanami tuningu, podpatrujemy, wymieniamy doświadczenia.

Karol Mróz, Marcin Bolewicki, Tomasz Bolewicki i Radek Krauze - tuning to ich pasja od wielu lat, niezabraknie ich również podczas tegorocznej edycji Tuning-show. Fot. Marcin Łaukajtys

 


Niżej już się nie da, czyli jazda ekstremalna
- Jeżdżę Golfem trzeciej generacji, w combi- mówi Karol Mróz. -Kupiłem go w najgorszej z możliwych wersji, ale pomalowałem, zrobiłem całą blacharkę, zastosowałem przód od Volkswagena Vento, dodałem żółte halogeny, założyłem zawieszenie gwintowane, teraz jest już maksymalnie obniżone, niżej już się nie da.
Zastanawiająca jest wygoda jazdy po naszych drogach z tak nisko opuszczonym zawieszeniem.- Kwestia przyzwyczajenia- stwierdza Karol.- Mamy już swoje drogi, ale czasem trzeba jechać na około. Bardziej niecierpliwią się kierowcy, którzy jadą za nami, bo czasem niespodziewanie trzeba się zatrzymać.
- Jeździ się bardzo ekstremalnie- dodaje Tomasz Bolewicki (Audi coupe B2).- Gwintowane zawieszenie to podstawa, choć trzeba uważać na dziury, czasem coś się przytrze, ale większych ubytków raczej nie ma.
Jak reagują na takie samochody zwykli użytkownicy dróg? - Te samochody na pewno rzucają się w oczy- mówi Radek Krauze. - I większości przypadków bardzo się podobają. Jest to chyba marzenia wielu osób, by mieć samochód przy którym sami coś zrobiliśmy.
- W przypadku mojego samochodu ludzie czasem nie zauważają gołym okiem przeróbek jakie są zastosowane w tym samochodzie. Jest to typowy styl niemiecki, polegający na tym żeby założyć wszystko co jest najlepsze dla danego auta, widzą że jest zmieniona felga i że jest nisko, a tak na prawdę jest tu włożone bardzo dużo pracy i pieniędzy.

wtorek, 07 września 2010

21 sierpnia mieliście okazję słuchać "Ostrej Jazdy" na żywo z toruńskiego zlotu BMW. Tu kilka fotek z kulis - albo po prostu drugiej strony- tego wydarzenia ;)

W najbliższy weekend będziemy w Bydgoszczy na Tuning-show, zapraszamy!

Car audio

tu fotorelacja z imprezy:

http://torun.gra.pl/fotorelacje-4309,zlot-bmw-2010.html

 

Tagi