czwartek, 28 lipca 2011

Toruński kartingowiec Alex Karkosik ukończył tegoroczne zmagania w
Easykart European Series na piątym miejscu, zajmując najwyższe miejsce
spośród startujących w zawodach Polaków.

Zawodnik miał duże szanse na zajęcie miejsca na podium, bowiem po pierwszej rundzie, która 19 i 20 marca rozegrana została we włoskim Jesolo zajmował trzecią pozycję. Niestety Alex słabiej spisał się w drugiej i ostatniej rundzie, która w miniony weekend odbyła się w Starym
Kisielinie koło Zielonej Góry. Młody sportowiec pierwszy wyścig ukończył na 13. pozycji, a w drugim sklasyfikowany został na 7. miejscu i tegoroczne zmagania ukończył poza podium.


- Trochę żałujemy, bo była bardzo duża szansa na podium - przyznaje Mariusz Karkosik, ojciec zawodnika. - Niestety nie spisali się nasi mechanicy, mieliśmy problemy sprzętowe i Alex nie za bardzo mógł powalczyć o lepsze pozycje w ostatniej rundzie. A szkoda, bo był w świetnej dyspozji i naprawdę była szansa walczyć o coś więcej. Warto zaznaczyć jednak, że zawodnik okazał się najlepszym z Polaków startujących w rozgrywkach - dodaje.
Informacja: Karol Lejman

niedziela, 17 lipca 2011

 

Rafał Pasierbek (Stunter 13)  kolejny raz wygrał Stunt GP International w Bydgoszczy. Udział wzięli zawodnicy z 20 krajów. Ale nie da się ukryć- 25letni Polak wymiatał!

Rafał Pasierbek tuż przed ogłoszeniem wyników - rozmowa z zawodnikiem niebawen na saveyourlife.blox.pl i w radiu GRA

Jak zaznacza Rafał poziom w tym roku, był nieporównywalnie wyższy, a bydgoskie zawody stają się imprezą na poziomie światowym. Dopisała też pogoda, przypominając sobie zeszły rok kiedy zawodnicy zmagali się w strugach deszczu, trzeba przyznać że w tegorocznej odsłonie mieli nieco więcej szczęścia.

 

A to już konkurencja "najdzikszy trik " i szalony Martin ze Stanów Zjednoczonych, który stoppie uskuteczniał z trzema niewiastami na pokładzie, jak widać polsko-amerykańska przyjaźń kwitnie. Ale mój ulubiony trik tej konkurencji prezentuję poniżej

Ehh się działo. Zawody zakończyły się jakieś półtorej godziny temu, ale podobnie jak w zeszłym roku mam już apetyt na więcej i doczekać się nie mogę kolejnej edycji...Jedyne co nie wypaliło i do czego przyczepić by się można to występ kobiet.

W zeszłym roku była tylko jedna zawodniczka - Ewa Pieniakowska, w tym zgłosiły się trzy panie. Wydaje się że powinny zostać potraktowane wyjątkowo i z dużym uznaniem, tymczasem utworzono specjalną kategorię Women’s Cup w której nie ustanowiono wygranej. I nic dziwnego panie stunterki się zbuntowały i odmówiły udziału w zawodach. Rozmowa z Ewą Pieniakowską również się pojawi....

Oficjalna strona zawodów: stuntgp.eu 

 

 

środa, 06 lipca 2011

Poniedziałek upłynął pod zankiem ucieczki z Czech. Pierwsze słońce powitało nas w Austrii!

Po przymusowym noclegu w Olomouncu modliliśmy się o lepszą pogodę, nawet deszczową byle nie tak ulewną jak dzień wcześniej. W końcu udało się wysuszyć wszystkie rzeczy, więc byłoby szkoda zmoczyć je znowu. Zatem jak na podróżników leniwców przystało trzeba dobrze wyspać się, zjeść śniadanoko i za bardzo się nie sprężać. Koło 11.00 Chorwacji ... pod znakiem zapytania, w zależności od pogody, w końcu nigdzie się nie spieszymy, a przed nami 800 km

Na szczęście tylko Czechy były tak kapryśne, Austria przywitała nas słońcem, pierwszym słońcem tej podróży więc radość była tym większa. Od tej pory ciśnięcie manetki i byle przejachać jak najdalej w tak sprzyjających warunkach.

Po drodze wymyśliłam co bym chciała dostać na następne urodziny. Tempomat! Ustawić sobie 150 km/h i tylko wymijać. Nadgarstek boli, przez cały dzień trzymaliśmy średnio 130-160 km/h. Około 20.00 przekraczamy granicę słowensko-chorwacką. Udało się dotrzeć przed zachodem słońca. Uwielbiam moment kiedy wjeżdża się do Koper (ostatnie miasto po stronie Słowenii) tam już czuć inne powietrze, na horyzoncie pojawia się Adriatyk, po drodze wysokie cyprysy...i serpentyny, oznakowania dla motocykli. Od dwóch dni wakacje, tak to są wakacje. Jest 21.36 i 26 stopni na plusie...słoneczne pozdrowienia cdn.

  

niedziela, 03 lipca 2011

My się deszczu nie boimy, w domu nie siedzimy!

No cóż deszczak najlepszym przyjacielem podróżnika.  Przejazd przez Polskę upłynął pod znakiem deszczu, ale dopiero Czechy pokazały co to prawdziwie paskudna aura. Wczoraj przynjamniej można było ciekać przed chmurami, dziś niebo nad całą Republiką zasnuło się czarną połacią nie dająć szans na jakiekolwiek nadzieję. Cóż przymusowy nocleg w Czechach nie jest zły, zawsze lepiej niż w drogiej Austrii ;) właśnie trwa suszenie, niestety moje tekstylne sakwy mimo iż opatrzone przeciwdeszczowymi pokrowacami nie dały rady, wszystko mokre dżinsy, majtki i sukienki. Pompa była taka, że właściwie jechaliśmy na oślep, zaparowany i zakroplowany kask, mokre buty, mokre ręawice (z wewntrzną wkładką w postaci foliowych rękawic do nalewania benzyny), ale za to suche kombinezony- deszczaki Helda kolejny raz zdały egzamin, choć w tak ekstremalnych warunkach miały okazję wykazać się po raz pierwszy.

Mimo wszystko splanie w sprzętach zadowalające- ja (Honda CBR 600 F4i) średni 5,3 litra, Marcin (Honda VTX 1800) 6.0 litra, mamy nadzieję zbić niżej przy lepszej pogodzie i bardziej równomiernej jeździe.

Kofola zamiast coffee

To co lubię w Czechach to drogi, bezpłatne autosrady podróżując motocyklem. Lubię też ceny w koronach i piwo, które zaraz wypijemy. Ciężko jednak mówić o relacjach polsko-czeskich, bo ciężko znaleźć kogoś chętnego do rozmowy w ogólnie przyjętej angelszczyźnie. Co więcej lepiej chyba dogadywać się na migi, inaczej można dostać kofolę zamiast kawy...

Oby jutro powitało nas słońcem i kierunek tylko w stronę słońca! Chorwacjo do zobaczenia! Koniec dnia drugiego.

Tagi