środa, 29 czerwca 2011

Odliczanie do urlopu trwa, motocykle prawie przygotowane, tylko jakoś praca nie bardzo chce się skończyć. Kto mnie rozdwoi albo roztroi albo pokaże jak w jeden dzień zrobić wszystko na dwa tygodnie do przodu? Ale powiadam Wam jeszcze jeden ciężki dzień albo dwa jak się nie uda i dołączam do akcji ZASUWAM – autostradą, serpentynami wśród gór, wzdłuż wybrzeża, w słońcu i deszczu. I będę pamiętać PRĘDKOŚĆ ZABIJA - frustracje, złość i zmęczenie...Dołączacie?

Póki co pocztówki prosto z Torunia, a wakację postaram się relacjonować na bieżąco. 

  

czwartek, 16 czerwca 2011

Motoryzacja to prawdziwa pasja w rodzinie Karkosików. Tata Mariusz ścigał się na torach motocyklowych, a teraz pałeczkę przejął jedenastoletni Alex, który podbija tory kartingowe.


Zaczęło się od Mariusza. Przez osiem lat ścigał się na motocyklu, jako zawodnik z  czołówki w Polsce, startował także w mistrzostwach świata. Teraz zawodowo już nie jeździ.- Decyzja o tym przyszła z wiekiem. Dziś żeby liczyć się w sporcie wyczynowym trzeba zaczynać od dziecka, okazało się że syn wykazał się talentem już w wieku trzech lat, przychodziło mu to zupełnie naturalnie. Kiedy pierwszy raz wsiadł za kierownice sam nie mogłem uwierzyć w to co widzę.

Fot. Marcin Łaukajtys Mariusz i Alex Karkosik to przykład motoryzacyjnej pasji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Mariusz ma za sobą karierę na torach motocyklowych, a jedenastoletni Alex jest w czołówce gokartów. Marzeniem małego zawodnika jest ściganie się w Formule 1.

Jak się okazało później decyzja o tym, by postawić na Alexa i rozwój jego talentu była trafiona. W wieku ośmiu lat Alex był najmłodszym zawodnikiem w finale europejskim w Poznaniu, na siedemdziesięciu zawodników przyjechał do mety piętnasty, co daje jak do tej pory najlepszy wynik w Polsce, do tego przyjechał z lepszym czasem niż obecny mistrz finału światowego.
Obecnie Alex jeździ głównie w Pucharze Easykart, gdzie wszyscy zawodnicy zmagają się na takim samym sprzęcie, jest to kategoria pucharowa, zatem nie można modyfikować silników i wprowadzać żadnych innych zmian. Obecnie Alex zmaga się w kategorii wiekowej 8-13 lat.
- Dla mnie jest to świetna zabawa, mogę się spotykać z kolegami, zarówno we Włoszech, jak i w całej Polsce mam wielu znajomych. Dzięki udziałowi w zawodach mogę bardzo dużo podróżować i to bardzo mi się podoba.  Wspierają mnie również koledzy i koleżanki ze szkoły, zawsze kiedy wracam z zawodów pytają jak mi poszło. Jeżeli chodzi o sprzęt nigdy mnie nie zawiódł, jeździ mi się dobrze. Ale moje marzenie to jazda w F1- zdradza jedenastoletni Alex Karosik.   
Czy plany Alexa to tylko dziecięce fantazje? Okazuje się, że chłopiec jeździ na takim poziomie, że rokuje na prawdziwego mistrza. Jeżeli utrzyma dotychczasowy poziom szanse na taką przesiadkę są bardzo duże.
- Wszystko zależy od tego jak będzie szło dalej, jeżeli utrzymamy się w czołówce włoskiej jest sens by marzyć o przesiadce na bolidy. Przygotowania do tego trzeba jednak zacząć odpowiednio wcześniej, zorienować się w nowej dziedzinie, poszukać mechaników- zdradza Mariusz Karkosik.


Żaneta Lipińska-Patalon

środa, 15 czerwca 2011

-Za pieniądze, które dostaliśmy na Pierwszą Komunię kupiliśmy motorynkę. Tak się zaczęło- mówią konstruktorzy z Sid-Garażu. To było lata temu i stanowiło tylko skromny wstęp do ich prawdziwej życiowej pasji. Bracia Radek i Dominik Demscy dziś prowadzą swój warsztat w podtoruńskim Górsku. Czy budują motocykl od podstaw, czy wprowadzają niewielką modyfikację lub diagnozują drobną usterkę zawsze robią to z tym samym zacięciem. Nie bez powodu wielu porównuje ich warsztat do kultowego „Orange County Choppers”, którego losy na Discovery śledził niemal cały świat .

Z motoryzacją obcowali od najmłodszych lat, interesowało ich wszystko co związane z mechaniką. Metodą prób i błędów przerabiali swoje pierwsze pojazdy. Nagle okazało się, że ich konstrukcje budzą podziw, a swój talent wciąż rozwijali. Choć dziś są uznanymi specjalistami do swojej pracy zawsze podchodzą z wrodzoną skromnością i dystansem. Bardziej niż splendor lubią zakasane rękawy i warsztat pełen ludzi zafascynowanych tym samym. Wystarczy tylko przekroczyć próg Sid-Garażu, by stwierdzić że panuje tam niepowtarzalny klimat…

Custom, motocykl spersonalizowany

Sid-Garaż odwiedziłam nie bez powodu. Śledząc motoryzacyjne trendy nasuwa się refleksja dotycząca dzisiejszej branży motocyklowej. Kiedyś budowa motocykli, czy ich modyfikacje były przypadkami sporadycznymi. Decydowali się na nie zapaleńcy szukający nietypowych rozwiązań. Przy dzisiejszym przesycie rynku coraz częściej decydujemy się na „podrasowanie” maszyny, chcemy mieć coś wyjątkowego, posiadać motocykl który wyróżni się pośród seryjnych jednośladów. Tak powstają motocykle custom. A customizing staje się coraz bardziej popularną dziedziną motoryzacji.
- Przede wszystkim chodzi o zrobienie motocykla pod siebie. Decydując się na customowy motocykl pobudzamy swoja wyobraźnie, szukamy niepowtarzalnych rozwiązań, dostosowujemy go do swoich upodobań i potrzeb- mówi Dominik Demski.- Custom to przede wszystkim personalizacja- tłumaczy Radek Demski. – Ludziom nie wystarcza już seryjna maszyna. Rynek oferuje nam coraz więcej, a wielokrotność modeli i ich powtarzalność nie daje nam już takiej satysfakcji. Szukamy indywidualizmu i staramy się wyróżnić na tle innych. Custom to bardzo wiele możliwości, ale głównie chodzi o efekt wizualny.

Najczęściej zaczyna się od poszczególnych elementów, podstawy to wymiana lub dodanie poszczególnych  elementów motocykla takich, jak: kierownica, orurowanie, gmole, oparcia, sakwy, szyby, dodatkowe lampy lightbary, chromowane osłonki. Później zaczynają się poważniejsze modyfikacje- wymiana zbiornika, błotników, kół na szersze.

Ważne, żeby ze stylizacją nie przesadzić. Tu liczy się poczucie estetyki i smak. Przepych nie zawsze świadczy o wyjątkowości.  Szczytem customowej mody jest tzw. „bobber”, czyli motocykl z którego usuwa się wszystkie zbędne elementy, pozostaje tylko to co jest niezbędne do jazdy. Styl ten wywodzi swoje korzenie z lat  50-tych, kiedy nie tuningowano jeszcze silników, powodem był po prostu brak możliwości technicznych. Jedyną modyfikacją sportową stało się odciążenie motocykla, po zdjęciu ciężkich elementów, jak bagażniki, błotniki, czy sakwy maszyna była lżejsza i uzyskiwała lepsze osiągi.

Konstrukcje z polotem

Pasjonaci z zasobniejszym portfelem i większą cierpliwością decydują się na budowę motocykla od podstaw. Tu nie ma żadnych ograniczeń, ale konstrukcja maszyny od pomysłu do realizacji pochłania niekiedy kilka miesięcy. Są nawet firmy, które specjalizują się w produkcji poszczególnych części specjalnie pod budowę motocykli. - Kiedyś bazę do przeróbek stanowiły Harleye, czy choppery. Dziś nie ma reguły. Każdy motocykl można przerobić- mówi Dominik. - Niezależnie od tego czy jeździmy na motocyklu sportowym, turystycznym, czy chopperze –każdy właściciel ma swoją wizje. My robimy wszystko. Wszystko w ramach możliwości i mimo wszystko racjonalnego podejścia.  Czasami fantazja klientów przekracza wszelkie granice, a pomysły okazują się zupełnie nie trafione, czasem staramy się wyperswadować pewne rozwiązania, które są możliwe do zrobienia, ale w danym motocyklu na pewno nie zdadzą egzaminu.  Dla mnie motocykl, który będzie w jakimś sensie spełnieniem musi być wyzwaniem- biegi w ręku, sprzęgło w nodze, odpowiedni wygląd. Budowa motocykla to prawdziwy ceremoniał…

 

Customizing- z angielskiego dostosowanie. Motocykl custom jest maszyną stworzoną pod potrzeby klienta. Przerabianie motocykli według indywidualnych upodobań to coraz popularniejszy trend w naszym kraju. W ramach tego nurtu wprowadza się zarówno niewielkie modyfikacje wizualne, jak i poważne zmiany mechaniczne.

„Bobber” Styl modyfikacji motocykli polegający na usunięciu wszelkich zbędnych elementów. Swoimi korzeniami „bobbery” sięgają lat 50-tych kiedy wobec braku możliwości przeróbek silników odjęcie wszelkich ciężkich elementów maszyny zwiększało jej osiągi. Dziś ten minimalistyczny retro-styl, pozostający w nurcie custom preferowany jest ze względów estetycznych, a możliwości techniczne pozwalają na większe modyfikacje niż w przypadku pierwowzorów. Zazwyczaj „bobber” charakteryzuje się oryginalną ramą, brakiem lub krótkimi błotnikami i nisko osaczonym siedziskiem.   

 Na zdjęciu Handa Shadow  przerobiona w stylu „bobber”. Od początku motocykl był tworzony według wizji właściciela. Z oryginału pozostał zbiornik, poddana modyfikacjom rama, silnik i przednie zawieszenie z kołem. Pozostałe elementy, m.in. kierownica, siedzisko, czy tylny błotnik to już elementy stworzone konkretnie pod ten motocykl. 

O Sid-Garażu przeczytasz w najnowyszym wydaniu kwartalika SEZON w Toruniu i Włocławku.



czwartek, 02 czerwca 2011

fot. Marcin Łaukajtys

Od wyścigów samochodowych po restauracje przedwojennych maszyn. Miłość do motoryzacji, dryg do mechaniki i wielkie zaangażowanie. Pasja, która łączy pokolenia- budzi sentyment u starszych i podziw u młodych.

Dzisiejszą  wycieczkę w świat motoryzacji odbywamy za sprawą  Lecha Jamińskiego. Torunianin, który kiedyś ścigał się na torze, dziś zachwyca się historią motoryzacji.  Godziny poświęcone na restauracje przedwojennych motocykli i samochodów i ciekawe okazy na skalę kraju dały efekt w postaci muzeum motoryzacji. Muzeum przydomowe, które zostało stworzone na toruńskim podwórku.

- Motoryzacja jest w moim życiu od zawsze. Po prostu to zainteresowanie przybierało różne oblicza, w zależności od tego różnie się kształtowało- mówi Lech Jamiński. – Kiedyś  interesowały mnie auta sportowe, już w młodym wieku zająłem się sportem samochodowym. Dziś szczególnie interesuję się historią motoryzacji i rekonstrukcją przedwojennych pojazdów. Ale koło zatacza krąg, bo do wyścigów wracam.  Kilka dni temu brałem udział w zawodach formuł, które ścigały się w czasach socjalistycznych.  Zawody odbywały się na torze poznańskim, a ich reaktywacja to  zasługa Patryka Mikiciuka i jego programu „Legendy PRL” .

Kamery motoryzacyjnego kanału gościły także na podwórku pana Leszka. Wszystko za sprawą niezwykłego okazu – motocykla SHL z 1938 roku z silnikiem Villiersa, jest to pierwszy motocykl który powstał w ramach fabryki. – Jest to dla mnie najcenniejszy motocykl. To on obudził tą pasji. Bardzo ciekawy model, mimo że mały silnik,  polski motocykl pozbawiony był popularnego w tamtym okresie rozwiązania, czyli pedałów. Wyglądał, jak rasowy motocykl i bardzo dobrze się prowadził.  Był to pierwszy motocykl, który odrestaurowałem i tak się zaczęło. Jeżeli chodzi o samochody interesują mnie rozwiązania lat osiemdziesiątych. Są to auta, którymi komfortowo można jeździć, dobrze trzymają się drogi, posiadają określoną dynamikę, a jednocześnie są bardzo proste, niezawodne, nieskomplikowane. Zazwyczaj nas nie zawodzą, a jeżeli coś się wydarzy zazwyczaj każdy jest w stanie to  naprawić. W swoim posiadaniu mam Opla Kadeta-a z 1977 roku, kiedy odrestaurowałem go za pierwszym razem był po prostu samochodem z „drugiej ręki”, kiedy odnowiłem go ponownie okazało się że wzbudza on zupełnie inne reakcje. Teraz to młodzi ludzie są zapatrzeni w ten samochód, są zachwyceni  stylistyką. Kiedy firmy motoryzacyjne prześcigają się w szukaniu  niepowtarzalnego dizajnu dla swoich pojazdów, to właśnie te stare samochody stają się wyobrażeniem o guście, smaku i stylu- stwierdza Jamiński.

W swoich zbiorach torunianin posiada wiele ciekawych okazów, ale te najbardziej wartościowe i najbliższe sercu to motocykle  przedwojenne. – Są to jednoślady stanowiące podwaliny konstrukcyjne, poza tym są to dzieła sztuki o prostej, czytelnej formie i wręcz biżuteryjnym systemie oświetlenia.

Wraz z pasją i poświęceniem tej dziedzinie powstały plany szerzej zakrojonej działalności.  W planach Lecha Jamińskiego i jego kolegi jest muzeum techniki z prawdziwego zdarzenia.  Obiekt ma powstać w okolicy Torunia.

Żaneta Lipińska-Patalon 

Tagi