niedziela, 30 stycznia 2011

...Suzi oddana w dobre ręce. Powodzenia Adrianie, wielu miłych chwil na GSku ;)

12:30, vanfrog1
Link Komentarze (1) »
środa, 26 stycznia 2011

Rozmowa z

Maciejem Karczewski

toruńskim optometrystą, społecznikiem, a po godzinach motocyklistą

Na zdjęciu Maciej Karczewski z synami Mikołajem i Mateuszem Fot. Marcin Łaukajtys

Pytanie nasuwa się samo…Co robi motocyklista zimą?

- Motocykliści zimą przede wszystkim czekają na wiosnę, chodzą co jakiś czas do garażu pogłaskać swoje sprzęty. Kiedy ma się zły dzień, coś się nie ułożyło, albo ma się katar to wtedy jeżeli wejdzie się choć na chwilę do garażu, odkryje pokrowiec i popatrzy na maszynę od razu jest przyjemniej. Zatem czekamy na pierwsze promienie słońca, to jedno. Ale pojawił się także pomysł na wystawę fotograficzną związaną ze sportami motorowymi. Toruń jest miastem, który stawia na sporty motorowe. Mamy przepiękną moto-arenę, mamy kluby crossowy, czy reallycrossowy. Dlatego chcieliśmy pokazać to pokazać. Będzie to miły akcent w czasie, kiedy warunki za oknem jeździe nie sprzyjają.

Co zobaczymy na wystawie?

- Są to zdjęcia związane z różnymi sportami motorowymi. Zobaczymy karting, quady, samochody rajdowe, reallycross i wiele innych. Wszystko czym można pojeździć i napędzane jest benzyną będzie można obejrzeć na zdjęciach.

Znalazłeś się wśród bohaterów fotografii?

-Jest chyba jedno zdjęcie ze mną (śmiech). Ale to nie jest wystawa, na której chce pokazywać siebie. Ma być to okazja by pokazać prace Michała Jasińskiego, który jest autorem zdjęć i robi je ludziom związanym szeroko z motoryzacją.

Jakie zatem plany na przyszły sezon?

- Wiadomo, że na wszystko brakuje czasu. Ale marzy mi się wyjazd, który mam nadzieję w tym roku uda się zrealizować z moim serdecznym przyjacielem, podróżnikiem Romkiem Koperskim, który od trzech lat wyciąga mnie na Syberię. On Syberię ma już przejechaną na różne sposoby i w tym roku przymierzamy się do wyjazdu jego wielkim Man-em Kat-em. Motocykl pojedzie samochodem, ja mam plan by dolecieć samolotem do Irkucka i wtedy na dwa, trzy tygodnie pojedziemy w tajgę na dwóch maszynach. (O najbliższej wyprawie Romualda Koperskiego czytaj na stronie 18 dzisiejszego tygodnika)

W przyszłości będą wyjazdy z synami?

- Uważam, że czym skorupa nasiąknie za młodu… Jest to moje marzenie, żeby kiedyś we trójkę pojechać na jakąś wyprawę. Spakować się, zostawić problemy i pojechać może gdzieś na południe Europy. Tylko nie wiem, czy będą chcieli jechać ze starym zgredem! Jeszcze trochę czasu upłynie, zanim zrobią prawo jazdy, ale póki co mają swoje małe motocykle i jeżdżą. Mikołaj (11 lat) już czwarty sezon, Mateusz (8 lat) w zeszłym sezonie zaczął.

Rozm. Żaneta Lipińska-Patalon


Wernisaż wystawy Czwartek, godz. 19.00

Wystawę będzie można oglądać do końca marca,  codziennie od 10.00 do 18.00, Galeria Karczewski, Rynek Nowomiejski 25

 

wtorek, 25 stycznia 2011
Torunianie jadą do miejsc, których często nie ma na mapie. Do samej Workuty nie prowadzi żadna droga, szansa na dotarcie tam jest tylko zimą, kiedy bagna i rzeki skute są lodem.

-Ekspedycja Toruń-Workuta - Bajdarata 2011 będzie pierwszym w historii udokumentowanym kołowym przejazdem z Europy Centralnej do skrajnego wschodniego punktu Europy, czyli ujścia rzeki Bajdaraty do Morza Karskiego- mówi uczestni ekspedycji Radosław Rzeszotek. -Do tej pory nie dojechał tam żaden samochód, ponieważ. Około tysiąc, tysiąc dwieście kilometrów od Bajdaraty kończą się drogi. Będziemy poruszać się po zamarźniętej tundrze, korytami rzek i częściowo trasami, które ktoś pokonał kilka miesięcy temu ciężkim samochodem.

Jacek Kiełpiński i Radek Rzeszotek, fot. Marcin Łaukajtys
Upamiętnią śmierć tysięcy
Wyprawa ma kontekst historyczny. Uczestnicy zawiozą do Workuty tablice upamiętniającą śmierć tysiący więźniów politycznych, również Polaków. - Workuta jest symbolem radziedzkiego gułagu. Życie straciły tam tysiące ludzi pracujących przy budowie kolei prowadzącej do Workuty, skąd wydobywano niebywale energetyczny węgiel. Budowa pochłonęła tyle osób, że do dziś w Workucie funkcjonuje powiedzenie, że pod każdym podkładem kolejowym leży jeden człowiek. Ofiar do tej pory nikt w żaden sposób nie upamietnił. Czujemy się zobowiązani, żeby ślad po tych osobach pozostawić.    
W porozumieniu z tamtejszymi władzami tablica zawiśnie w miejscu jednego z byłych obozów pracy.

Toruń- Workuta

Bardzo ważny jest kontekst toruński. - W Toruniu mieszka pan Michał Tatarzycki, który przeżył dziesięć lat, jako więzień Workuty, zresztą do dziś posiadający „w ręku” wyrok skazujący go na dziesięt lat pracy- opowiada Jacek Kiełpiński. - Jest on także autorem bardzo interesujących zdjęć z tamtego okresu. Gdy został uwolniony- pod warunkiem mieszkania w Workucie- za pierwszą pensje kupił aparat fotograficzny. Dziś Michał Tatarzycki ma dziewięćdziesiąt lat, niebawem ma zostać uchonorowany, a swoją osobą patronuje naszej ekspedycji. Workutę będziemy obserwować jego oczami, jedziemy jego śladami. Pierwszy raz w Workucie byliśmy w 2009 roku, kiedy pokazaliśmy mu swoje zdjęcia łza kręciła się w oku, gdy zobaczył chociażby instytut geologiczny w którym niegdyś pracował.
fot. organizatorów
Pojazdy ekspedycji
Kierownikiem wyprawy będzie Romuald Koperski, podróżnik który trzynaście razy przejechał Syberię. Choć w tym miejscu jeszcze nie był, wie w jaki sposób można je zdobyć. - Jednym z pojazdów jest niemiecka ciężarówka Man Kat, samochód który jeździ przy wszystkich temperaturach, z napędem na cztery koła. Druga wersja Man-a ma napęd 8x8. Musimy mieć pewność, że się nie zakopiemy. Na wszelki wypadek na pace będzie wieziony pojazd gąsiennicowy- zdradza Jacek Kiełpiński.

Ekspedycja wystartuje 20 lutego sprzed Urzędu Marszałkowskiego przy Placu Teatralnym.

Żaneta Lipińska-Patalon

Trasa ekspedycji (opracowanie uczestników)
- Trasa wyprawy przebiegać będzie po północno-wschodnich rubieżach Europy. Nie zamierzamy pokonywać drogi na skraj kontynentu po utartych szlakach. Naszym celem będzie dotarcie do miejsc zapomnianych i odległych, które przeciętnemu Europejczykowi z Europą nawet się nie kojarzą choćby z nazwy -Narjan-Mar, Emwa, Buktył.
Podobnie Workuta jest miastem europejskim. Jednak na większości map naszego kontynentu najczęściej jej brakuje. Brak Workuty na mapach tłumaczyć też można tym, że do miasta nie prowadzi żadna droga. Na tej szerokości geograficznej przemieszczanie się jakimkolwiek pojazdem kołowym uznaje się po prostu za niemożliwe. Rozmarzająca latem na kilka tygodni tundra zamienia się w bezkresne bagno. Jedyną nadzieję na przedarcie się tam na kołach daje długa pora zimowa, gdy bagna i liczne rzeki skuwa lód. W Workucie wszyscy o to przez nas pytani zapewniali, że każdy samochód widziany na ulicy został tu przywieziony na kolejowej platformie. Miasto połączone jest ze światem jedną linią kolejową. Tory o długości ponad 2,5 tysiąca kilometrów wiodą z Sankt Petersburga.

niedziela, 23 stycznia 2011

Więcej info na allegro:

http://allegro.pl/suzuki-gs-500-e-pelne-owiewki-i1427088722.html

piątek, 21 stycznia 2011

Jego prawdziwa pasja to motoryzacja. Kiedyś brał udział w rajdach samochodowych, teraz dzieli się swoim doświadczeniem i uczy bezpiecznej jazdy.

Bogusław Bach jest szefem Toruńskiej Akademii Jazdy. Do motoryzacji ciagnęło go od najmłodszych lat. -Zaczynałem od motocross-u. Kiedy byłem jeszcze młodym chłopcem wujek nauczył mnie jeździć na motocyklu crossowym. Stwierdziłem, że jest to zbyt niebezpieczne i przerzuciłem się na samochody.   Pierwszym samochodem, który prowadziłem była Syrenka 102, to były czasy Warszawy, Syrenki i Garbusa. Kiedy miałem dwadzieścia lat wystartowałem w pierwszym rajdzie samochodowym. Początkowo amatorsko, po roku już zdobyłem licencje. Tak zaczęła się moja pasja motoryzacyjna i miłość do sportów samochodowych. To był mój poligon doświadczalny. Zdarzały sie różne sytuacje - wspomina Bogusław Bach.

fot. Marcin Łaukajtys

Dzieli się swoim doświadczeniem
Teraz szkoli kierowców, jak bezpiecznie jeździć. Pokazuje braki, wytyka niewiedzę, uświadamia co może ich spotkać na drodze. I nie chodzi o to by udowodnić komuś, że źle jedzi. Celem jest to żebyśmy jeździli jeszcze lepiej, jeszcze bepieczniej i zawsze do celu docierali.
- Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że samochód służy także do zabijania. Statystyki wypadków mówią same za siebie. Rocznie ponad pięć tysiecy ofiar na drogach, chociażby w Szwecji ginie w tym samym czasie maksymalnie czterysta, pięćset osób i zazwyczaj są to obcokrajowcy lub wypadki z udziałem zwierząt. Ale tam kierowcy zanim otrzymają prawo jazdy przechodzą szkolenia dotyczące ryzyka na drodze- tłumaczy. - Polski system jest źle skonstuowany. Po zdaniu egzaminu otrzymuje się prawo jazdy i trzeba sobie radzić. Instruktor uczy jak jeździć, żeby nie strącić tyczki. Poza tym sami uczący często nie mają dostatecznych kwalifikacji. Żeby ropocząć kurs instruktorski wystarczy przez trzy lata posiadać prawo jazdy.  Trochę lepiej wygląda to teraz w przypadku kierowców ciężarówek, wprowadzono swiadectwa kwalifikacji wstępnej. Tam kierowcy uczą się tego jak zachowuje się samochochód w sytuacji ekstremalnej. Ale trzeba brać pod uwagę, że te warunki i tak różnią się od sytuacji na drodze, które są po prostu nieprzewidywalne.

Kurs prawa jazdy to początek drogi
W akademii Bogusława Bacha  pojawiają się przede wszystkim kierowcy świadomii, ci którzy wiedzą że na kursie nauki jazdy nie dowiedzieli sie wszystkiego. A jak sam mówi na kursie podstawowym najczęściej uczymy sie po prostu „chwytów”, jak zdać egzamin. Tutaj kierowcy sami chcą doskonalić technikę jazdy. Coraz częściej sami pracodawcy kierują na takie zajęcia swoich pracowników.
Teraz pan Bogusław nie uczestniczy czynnie w rajdach, ale chciałby choć na chwilę do tego wrócić. - Może jeszcze przed emeryturą się uda. Z młodymi pewnie nie wygram, mam bardziej wyostrzony instynkt samozachowawczy. Ale doświadczenie duże i  wiek nie zawsze tu decyduje.
Swoją pasję postanowił przekazać dalej. Jego syn, choć jest kilkulatkiem już wykazuje się zainteresowaniem do motoryzacji.

żaneta lipińska-patalon

środa, 19 stycznia 2011

Mimo, że na sezon żużlowy jeszcze trochę poczekamy, fani speedwaya w Toruniu mieli okazję podziwiać zawodników ścigających się na tafli lodu.

Choć jest to niecodzienna odmiana czarnego sportu, emocje są równie duże. Tymbardziej, że zawody odbywają się poza sezonem, spragnieni wrażeń kibice z dużą dozą ciekawości śledzą zmagania żużlowców. Od tradycyjnej wersji żużel na lodzie różni się nie tylko nawierzchnią, ale także techniką jazdy i przygotowaniem motocykli.


fot. Marcin Łaukajtys

Opony najeżone kolcami
Podstawa na śliskiej nawierzchni to odpowiednio przygotowana opona, wyposażona w kolce. - Motocykle są dokładnie takie same jak na torze żużlowym, z tą różnicą że w opony wkręcane są blachowkręty- zdradza Jan Ząbik, trener toruńskiego Unibax-u. Ilość kolców jest zależna od ich rozłożenia na oponie, są różne szkoły. Na jednej oponie może znaleźć się kilkaset kolców. 

Czarny sport w białej wersji
Jazda na lodzie od strony technicznej różni się niewiele, m.in. pokonywaniem zakrętów i uzykiwaną prędkością. - Na lodzie zawodnicy jeżdżą nieco wolniej niż na torze żużlowym, sam tor jest również krótszy- mówi Jan Ząbik. - Po zawodach stwierdzam, że zawodnicy jeździli na dobym poziomie, pecha miał Drabik i Miedziński. Przez wywrotkę stracili punkty i ostatecznie na podium stanął młody zawodnik- Artur Czaja. Ale takie są uroki tego sportu. Kto popełni mniej błędów- wygrywa.
Sami zawodnicy do zawodów na tafli lodowiska podchodzą w pełni profesjonalnie. - Na pewno starają się uważać na siebie, by nie skończyć z kontuzją przed właściwym sezonem.
Zawody w żużlu na lodzie odbyły się w Toruniu po raz ósmy. Jako faworytów obstawiano zwycięzcę z poprzedniego roku, czyli wspomnianego Sławomira Drabika oraz toruńskiego zawodnika Adriana Miedzińskiego. Oczywiście walka w tak ekstremalnych warunkach jest ciężka do przewidzenia i finalnie pierwsze miejsce na podium zajął pochodzący z Częstochowy Artur Czaja.

 

Żaneta Lipińska-Patalon

fot. Marcin Łaukajtys

wtorek, 11 stycznia 2011

Bezpieczna jazda zimą to sztuka. Lepiej jednak poznać dobrze techniki jazdy- i nie unosić się kilkunastoletnim doświadczeniem, niż samochód z garażu wyprowadzić na wiosnę. Zdjęcia podczas części praktycznej na kursie doskonalenia techniki jazdy Toruńskiej Akademii Jazdy. Fot.Marcin Łaukajtys

 

Zima to prawdziwy sprawdzian dla kierowców. Czy radzimy sobie w trudnych warunkach?

-Zimą widać kto jeździ cały rok, a kto nauczył się jazdy latem i spoczął na laurach- stwierdza Marcin Szulc instruktor nauki jazdy z „Babskiej Szkoły Jazdy”.

Kierowca całoroczny, czy sezonowy?
- Są kierowcy, którzy nawet nie zmieniają opon na zimowe i swoje pojazdy wyprowadzają z garażu dopiero na wiosnę. Albo jeżdżą w weekendy- kiedy mają więcej czasu na odśnieżenie podjazdu i samochodu- i wtedy mamy jedno wielkie korkowanie drogi- stwierdza instruktor.
Często to nie my jesteśmy winni temu, że jazda zimą sprawia nam trudności. Braki powstają często na kursach nauki jazdy. Wychodzą nawet po wielu latach za kierownicą, potwierdza to instruktor prowadzący kursy doszkalające dla kierowców. -Często na takim szkoleniu zdajemy sobie sprawę, że mimo piętnastoletniego stażu za kółkiem nie umiemy jeździć- zaznacza Adam Knietowski, instruktor nauki jazdy i techniki jazdy z Toruńskiej Akademii Jazdy. -Często to co nazywamy jazdą, jest po prostu przemieszczaniem się i nie ma tu mowy o jakimkolwiek bezpieczeństwie i technice prowadzenia.

Jakie błędy popełniamy za kółkiem?
- Na początku wychodzą błędy związane z fizyką samochodu, są to braki z kursów nauki jazdy. Instruktorzy często powielają pewne schematy działania i przygotowują kursantów tylko do egzaminu. Powinno być odwrotnie. Przede wszystkim prawidłowe nawyki, dobra technicznie i bezpieczna jazda i zdanie egzaminu stałoby się tylko formalnością. Często nie potrafimy dobrze zapiąć pasów, nie wiemy jak działa poduszka powietrzna, ABS, ASP, ASR, nie rozróżniamy tych systemów, nie wiemy jak funkcjonują. A nawet zła pozycja za kierownicą może uniemożliwić nam wyprowadzenie samochodu z trudnej sytuacji- tłumaczy Adam Knietowski.

Uwaga, hamuj!
Dalej grzeszki kierowców wylicza Marcin Szulc. -Zbyt późne hamowanie- kierowcy nie potrafią obliczyć drogi hamowania w ekstremalnych warunkach, podobnie jest z obliczeniem promienia skrętu, który zimą jest znacznie dłuższy, do tego dodawanie gazu i hamowanie w zakręcie.
Na koniec odwiedzamy szkolenie z doskonalenia techniki jazdy. Zazwyczaj kursanci przed nim twierdzą, że nie jest im potrzebne- często trafiają tam dzięki, np. pracodawcom. Po szkoleniu zachęcają znajomych, bo okazuje się, że o wielu aspektach jazdy samochodem nie mieli pojęcia. - Pokazujemy uczestnikom, jak sobie poradzić w warunkach zmiennej nawierzchni, czego można się spodziewać przy danych prędkościach oraz uczymy podstawowych zjawisk związanych z fizyką samochodu. Warto uświadomić sobie co oznacza pięć kilometrów na godzinę za dużo. Szczególnie zimą taka różnica wystarczy, żebyśmy nie panowali nad autem.  Takie rzeczy najlepiej sprawdzić w praktyce, ale pod okiem instruktora, a nie kończąc w rowie...

Żaneta Lipińska-Patalon

Tagi