Blog > Komentarze do wpisu

Trzynaście krajów w dziesięć dni

Szybka wyprawa w dalekie strony. Torunianie na motocyklach zdobyli Azję.

Najważniejsze to dobry kompan, niezawodny motocykl i trochę życiowej spontaniczności. To wszystko wystarczy, by przeżyć niezapomnianą przygodę. W dzisiejszych czasach dla podróżników nie ma zbyt wielu ograniczeń, najważniejsza jest chęć, odwaga i wytyczenie celu. – Naszym celem był Istambuł. Chcieliśmy wjechać na terytorium Azji, a na realizację planów mieliśmy tylko dziesięć dni- zaznacza Mariusz „Mario” Górski, jeden z uczestników wyprawy. -  Czas znacznie ograniczył nam możliwość dłuższego zatrzymywania się w poszczególnych krajach mijanych po drodze, ale najważniejszym dążeniem była Azja i cel udało nam się zrealizować. Z góry założyliśmy też, że podróżujemy autostradami i szybkimi drogami. – Rzadko się zdarza, że podróżujemy w tak szybkim tempie. Powiedziałbym nawet, że przez pośpiech jaki nam towarzyszył raczej był to wyjazd sportowy niż turystyczny- śmieje się Wojtek „Wojtas” Marchelak. – Osobiście bardziej przyzwyczajony jestem do zwiedzania po drodze i wyjazdów typowo turystycznych, ale taka forma też ma swój urok. Szukając możliwości na dłuższy wyjazd, moglibyśmy trochę poczekać, dlatego nie warto marnować czasu na zastanawianie się, tylko spakować motocykl i wyruszyć w trasę.

Dobry motocykl i bielizna na zmianę

Podobnie, jak nie było czasu na zatrzymywanie się po drodze, tak i przygotowania do wyjazdu raczej wiele czasu nie zabrały.  Mariusz i Wojtek w trasę wybrali się na motocyklach Honda Varadero.
– Przyznam, że na co dzień jeżdżę zupełnie innym motocyklem, Hondę kupiłem dosłownie tydzień przed wyjazdem. Oba motocykle spisały się świetnie, są to idealne maszyny na takie wyprawy- przyznaje Mariusz. – A same przygotowania trwały jeden dzień- dodaje Wojtek.- I to jest chyba najfajniejsze w takim spontanicznym wypadzie. Wystarczy kilka rzeczy, najważniejsza jest bielizna, bo większość czasu i tak spędza się w ciuchach motocyklowych i odważna decyzja. Mario zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie pojechałbym z nim do Turcji. Powiedziałem: okej! I pojechaliśmy.

Wyobrażenia kontra wrażenia

Oczywiście wyjeżdżając do nowych miejsc mamy jakieś wyobrażenie na ich temat. Zazwyczaj na miejscu dochodzi do zderzenia wizji z rzeczywistością.  -Trzynaście krajów, które przejechaliśmy daje do myślenia. Po powrocie do Polski stwierdziłem, że żyjemy w bardzo pięknym kraju, którego w żadnym wypadku nie chciałbym zmieniać. Trudno mówić o pozytywnych reakcjach, raczej były to zaskakujące wrażenia, chwilami nawet dochodzące do uczucia przerażenia.  Samą jazdę motocyklem po Istambule można by porównać do „rosyjskiej ruletki”. Kiedy zastanawialiśmy się dlaczego na drogach Istambułu praktycznie nie ma motocyklistów, wniosek był jeden- po prostu mają małe szanse by przeżyć taką jazdę. Nam na szczęście się udało. Znacznie więcej przyjemności dostarczyła nam sama trasa, malownicze widoki, całe spektrum odczuć - opowiada Mariusz Górski. - Większość trasy pokonaliśmy bez problemów, dopiero wyjeżdżając z Turcji spotkała mnie niemiła sytuacja. Zostałem zatrzymany na tureckiej granicy, już po odprawie zostałem cofnięty do kontroli. Całe zamieszanie trwało blisko dwie godziny, a sama kontrola była bardzo szczegółowa – zaglądano mi nawet do kieszeni, kazano rozpakować bagaż, prześwietlano motocykl, sprawdzano poszczególne części. Sama kontrola nie była dużym zaskoczeniem, bo jest to miejsce przemytu różnych rzeczy, ale chaos jaki tam panuje może już budzić niepokój. Nikt nic nie wiedział, nie było jak zaczerpnąć informacji, po jednej kontroli byłem odsyłany do kolejnego iluzorycznego urzędnika. Całe szczęcie udało się opuścić Turcje bez większych problemów- wspomina Wojtek.

Oczywiście podczas wyprawy zdarzyły się i pozytywne momenty. –Takim bardzo miłym akcentem było ostatnie tankowanie w Turcji. Do każdego z nas podszedł operator, panowie tankują nam motocykle i przekazują, że szef zaprasza nas na herbatę. W ten sposób mieliśmy okazję napić się prawdziwej tureckiej herbaty poczęstowani przez człowieka, którego miejscowi żegnali pocałunkiem w pierścień.  

Na koniec dla wszystkich, którzy chcieliby wyruszyć w podobną podróż kilka rad od doświadczonych kolegów. – Najważniejsze to wytyczenie sobie dobrej trasy, dobrze przygotowany motocykl i w miarę skondensowany bagaż. Jeżeli dojdzie do jakiś niedociągnięć w którymś z tych zakresów zawsze można sobie poradzić. Gorzej byłoby bez dobrego, sprawdzonego kompana, który w chwilach zmęczenia i zwątpienia potrafi wspierać- zaznaczają.

Żaneta Lipińska-Patalon

 



piątek, 07 października 2011, vanfrog1

Polecane wpisy