Blog > Komentarze do wpisu

Maszyny nie tylko dla twardzieli

Skórzana kamizelka, szeroka kierownica i budzący postrach zarośnięty facet. To stereotyp motocyklisty rodem z amerykańskich filmów, nie mający w dzisiejszej rzeczywistości żadnego przełożenia.

Taki wizerunek motocyklisty może być rozczarowaniem, kiedy pod otwierającą się na skrzyżowaniu szybą kasku zaskakuje nas płeć piękna. I nic dziwnego. Tak jak kilkanaście lat temu zaskoczeniem były panie za kierownicą auta, tak dziś i kobieta za sterami motocykla nie budzi już chyba zdziwienia. Nad dorabianą ideologią górę bierze pasja, ciekawość, a przede wszystkim praktyka. Bo wiatr poczuć we włosach i ominąć zakorkowane miasto polubić może każdy, niezależnie od płci.

Ale,  zazwyczaj wszelkie testy motocykli, porównania i opinie profilowane są pod mężczyzn. Niewiadomo dlaczego? Czyżby to faceci dobierali motocykle swoim koleżankom, dziewczynom i żonom? Pewnie coś w tym jest. Ale cóż począć kiedy z tak ważną decyzją zostajemy same? Poradzić się koleżanki? Zapraszam!

Motocykl dla świeżaka

Pierwszy krok to dobry kurs nauki jazdy. Większość szkół uczy jazdy miedzy pachołkami na placu, co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Niestety. Trzeba jeszcze wziąć poprawkę na to, że ulica jest słabym poligonem doświadczalnym w jeździe na dwóch kołach, bo samochód wjeżdżający nam w tyłek, może być ostatnim spotkanym w naszym życiu. Ale to temat długi, pewnie na kolejne nasze spotkanie.

Wróćmy do tematu i wyboru motocykla. Kobiety do dziwne stwory. Coś o tym wiem…Z jednej strony pojawia się ambicja i myśl: ja wam pokażę! Z drugiej strony zakodowany gdzieś rozsądek. I umiejętność wyważenia pomiędzy.

Jak dla mnie podstawowym kierunkowskazem powinno być sprofilowanie i określenie naszych potrzeb. Czyli…czyli do czego będę motocykla używała i jaki mi się podoba. Brzmi żałośnie, ale uwierzcie mi faceci w tym względzie są jeszcze większymi pedantami! Ale motocykl ma być przede wszystkim przyjemnością, więc czemu się ograniczać w jakimkolwiek względzie. Cena  zarówno samochodów, jak i motocykli dziś już raczej nie stanowi większej bariery. Za stosunkowo niewielkie pieniądze kupimy 500-tkę z drugiej ręki. Uważam idealne rozwiązanie na pierwszy motocykl. W tej samej cenie lub niedużo drożej uda się kupić także coś mocniejszego. Ale właśnie w tym momencie powinien obudzić się wspomniany wcześniej rozsądek. Ja zaczęłam od Suzuki GS 500 w pełnych owiewkach, sprzedając po dwóch sezonach miałam łezkę w oku, kiedy kupiłam myślałam że nie podołam. Ale podołałam, mój GS okazał się przyjacielem, takim który wybacza błędy, ale też uczy pokory. Wyciągnie o wiele więcej niż pozwalają ograniczenia, a przy parkingowej wywrotce nie pociągnie dużych kosztów naprawy. Idealny motocykl miejski, spalanie nie dużo większe od skutera, gabaryty odpowiednie dla niewielkich rozmiarów postaci i pięćdziesiąt mechanicznych koni (no po małym podrasowaniu…) Dla pań które wolą świat chopperów- Yamaha Virago 535, niewielkie rozmiary, co ważne na początek niski typ siedziska. Do tego błyszczące chromy, okrągła lampa i kilka innych gadżetów pozwalających zaskarbić sobie wdzięki tego rumaka. Pewnie jeszcze kilka fajnych rozwiązań by się znalazło, ale idźmy dalej.

Krok drugi. W stronę wschodzącego słońca.

Kolejny motocykl będzie tak naprawdę pierwszym kierunkującym nas ku idealnemu rozwiązaniu. Kiedy odstawimy naszą pierwszą maszynę, tą na której tak naprawdę  nauczyliśmy się jeździć zaczynamy szukać dalej. Dla mnie było to bardzo ciężkie zadanie, ale już wiem co kupię.  Przyzwyczajona do motocykla w owiewkach, nie widząc opcji pośrednich wybrałam wersję typowo sportową. Kolejne Suzuki, tym razem GSX-R. Świetnie się prowadzi, wizualnie robi jeszcze lepsze wrażenie, nie wspominając o ilości koni mechanicznych. Całe szczęście zakup motocykla, to nie wybór między chlebem pszennym, a razowym. Teraz zastanawiam się nad Hondą CBR- dostępną zarówno w wersji sportowej, jak i turystycznej. Poza jazdą miejską, właśnie turystyka jest pomysłem na moje motycyklowanie, a twarde zawieszenie się tu akurat nie sprawdzi. Yamaha Fazer- gdyby nie moje zamiłowanie do dużej ilości plastiku wybrałabym bez zająknięcia. Motocykl, którym nie pogardzi stu procentowy facet- jego parametry mówią same za siebie, a każda kobieta doceni gabaryty i sprawną jazdę tym nakedem. Poza tym dziś na rynku mamy dostępną całą gamę motocykli tej klasy, wszystko zależy głównie od portfela- Suzuki Bandit, Honda Hornet. Idąc w sporty zatrzymałabym się właśnie przy Suzuki GSX-R, Hondach z serii CBR, włoskich Ducati, czy ostro wchodzących na rynek Aprillach. Rynek kusi, jedyna zasada, którą wyznaję i wam również proponuję, niezależnie od płci- mierzmy siły na zamiary!

Żaneta Lipińska-Patalon

 

 

poniedziałek, 28 marca 2011, vanfrog1

Polecane wpisy